Tego piłkarza Urban musi wystawić na Szwecję. Ważna korekta

Tego piłkarza Urban musi wystawić na Szwecję. Ważna korekta
Mateusz Porzucek / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 09:50
Podobno zwycięskiego składu się nie zmienia. Jan Urban raczej dokona jednak co najmniej jednej korekty przed finałem baraży. Nicola Zalewski po prostu musi wrócić do wyjściowej jedenastki.
Jeden krok od mundialu. Tak blisko, a jednocześnie tak daleko. W finale baraży Polska nie może zaprezentować takiego poziomu, jak z Albanią. Jacek Bąk przyznał w rozmowie ze Sport.pl, że przy takiej grze biało-czerwoni mogliby wyjechać ze Sztokholmu z wynikiem 0:3 lub 0:4. Ponura wizja, ale niekoniecznie tak daleka od prawdy. Faktem jest, że przeciwko Szwecji już nie będzie miejsca na błędy, a ewentualne ratowanie się zmianami może nie wystarczyć. Najlepsi muszą zagrać od pierwszej minuty. A do tego grona trzeba zaliczyć Nicolę Zalewskiego.
Dalsza część tekstu pod wideo
Właściwe pytanie nie brzmi, czy zawodnik Atalanty znajdzie się w składzie, ale na jakiej pozycji wystawi go Jan Urban. I tu pojawia się spore pole do rozważań. 24-latka nie da się bowiem przypisać do jednego miejsca. Według danych Transfermarkt w tym sezonie klubowym rozegrał 19 meczów jako wahadłowy i 14 jako “dziesiątka”. Oczywiście są to dane poglądowe, czasami w obrębie jednego spotkania występował na dwóch pozycjach. To, że radzi sobie w obu rolach, nie podlega dyskusji. Kluczowa kwestia dotyczy tego, gdzie najbardziej potrzebuje go reprezentacja.

Słowa selekcjonera weszły w życie

Nieobecność gracza “La Dei” była odczuwalna w meczu z Albanią, zwłaszcza w pierwszej połowie. Filip Rózga najzwyczajniej w świecie nie zdał tego egzaminu. Nie ma sensu przesadnie krytykować 19-latka, który ewidentnie chciał, ale nie do końca mu wychodziło. A próbował wejść w buty o dość dużym rozmiarze. Warto bowiem podkreślić, że w poprzednim roku Zalewski był jedną z najjaśniejszych postaci w kadrze. W niektórych spotkaniach to on w największym stopniu napędzał ataki i generował zagrożenie. Wystarczy przytoczyć jego statystyki z konkretnych występów.
  • z Finlandią w Helsinkach dziewięć wygranych pojedynków, sześć udanych dryblingów (najlepszy wynik w zespole),
  • z Holandią w Rotterdamie - cztery wygrane pojedynki, trzy udane dryblingi (najlepszy wynik w zespole),
  • z Finlandią w Chorzowie - pięć wygranych pojedynków, dwa udane dryblingi.
Negatywnym odstępstwem od reguły było listopadowe zgrupowanie, na którym Zalewski zawiódł. Najpierw przeciwko Holandii wyróżnił się jedynie zmarnowaną sytuacją. Przeciwko Malcie złapał zaś żółtą kartkę, która wyeliminowała go z gry w półfinale baraży. To nie był taki Nicola, jakiego chcieliby oglądać kibice. Ewidentnie nie pomagała mu niestabilna sytuacja w klubie, gdzie dokonywała się wówczas zamiana Igora Juricia na Raffaele Palladino. Jan Urban nie ukrywał, że spodziewa się więcej po swoim podopiecznym.
- Wiem, że Nicola nie był w najlepszej dyspozycji i to nie jest żadną tajemnicą. Wiemy, że stać go na zdecydowanie lepszą grę. Ja też liczyłem na to od samego początku, że po zmianie klubu będzie grał zdecydowanie więcej. Jeśli chodzi o pozycję, to tutaj nie doszukiwałbym się problemu, bo Nicola jest tak dobrym zawodnikiem, że będąc w odpowiedniej dyspozycji poradzi sobie na każdej pozycji. Mam nadzieję, że Nicola też jest świadomy tego, że nie jest w optymalnej dyspozycji. Tak naprawdę na dzisiaj to mnie nie interesuje do końca, żeby zawodnik w grudniu czy w styczniu był w znakomitej formie. Mnie interesuje, żeby był w niej na koniec lutego lub przez cały marzec - mówił w listopadzie Urban w rozmowie z WP Sportowe Fakty.
Selekcjoner musiał być zadowolony, widząc reakcję Zalewskiego w kolejnych miesiącach. Pod wodzą Palladino ugruntował on pozycję w składzie, wyróżniając się głównie w ofensywie. Obecnie Polak jest najlepszym asystentem Atalanty (pięć otwierających podań), wiceliderem pod względem wykreowanych tzw. dużych sytuacji (10) oraz zajmuje trzecie miejsce w oczekiwanych asystach (3,9 xA). W tym roku wystąpił w 12 z 13 meczów ligowych od pierwszej minuty. Polską kadrę trzeba budować właśnie na piłkarzach prezentujących taki poziom w tego typu klubie.
- Zalewski ma obecnie najlepszy moment w karierze. Fantastycznym rozwiązaniem dla niego okazała się współpraca z Bernasconim, dzięki któremu Nicola może grać wyżej. Ma łącznie pięć asyst w tym sezonie - razem z De Ketelaere najwięcej w zespole. Jest jedenasty pod względem minut. Jak odchodził z Romy, to zdawało się, że jest piłkarzem na rozdrożu, tymczasem przejście do Interu, a potem do Atalanty buduje jego pozycję - przyznał Mateusz Święcicki na kanale Meczyki.

“Kryminał”

Łatwo przewidzieć, że przeciwko Szwecji Zalewski wskoczy do pierwszego składu, a Rózga z niego wypadnie. Wydaje się, że powinna to być jedyna roszada na lewej flance. 24-latek bez problemu mógłby zagrać na wahadle, co otworzyłoby drogę do gry np. Oskarowi Pietuszewskiemu. 17-latek zaliczył solidny debiut w kadrze, zagrał w swoim stylu, potrafił urwać się na skrzydle, wygrał pięć pojedynków na sześć prób. Miał też kilka nieudanych kontaktów z piłką, ale to normalne w takich okolicznościach. Istnieje jednak obawa, czy jednoczesne wystawienie graczy Atalanty i Porto nie byłoby aż zbyt dużym przesunięciem wajchy w stronę ataku.
Warto podkreślić, że lewa strona obrony nie była pewnym punktem Polski w rywalizacji z Albanią. Najbardziej w pamięci musiała zapaść sytuacja z 54. minuty, kiedy Elseid Hysaj miał autostradę do pola karnego, a po jego rajdzie niecelny strzał oddał Qazim Laci. Mateusz Miga celnie opisał zachowanie biało-czerwonych w tej akcji jako “kryminał”. Pozostawienie takiego korytarza np. Anthony’emu Elandze byłoby proszeniem się o kłopoty.
Współpraca Pietuszewskiego ze Skórasiem generalnie nie wyglądała zbyt dobrze w czwartkowym półfinale. Brak automatyzmów był nad wyraz widoczny, obaj kanibalizowali się na boisku, w niektórych akcjach nie wiedzieli, kto ma ruszyć do przodu, a kto musi ubezpieczyć flankę. I jest to absolutnie normalne, biorąc pod uwagę, że 17-latek dopiero wchodzi do kadry. Jednocześnie z tego powodu można bardziej skłaniać się ku wystawieniu na Szwecję pary Skóraś - Zalewski z tym drugim w roli “dziesiątki”. Urban miał okazję przetestować takie ustawienie podczas listopadowego zgrupowania.
Warto też podkreślić, że zawodnik Gent w każdym z czterech ostatnich meczów reprezentacji zagrał od deski do deski. Trudno wyobrazić sobie, aby przy okazji finału baraży został odesłany na ławkę. Dlatego bardziej realnym scenariuszem jest pozostawienie Skórasia na wahadle, desygnowanie Zalewskiego od pierwszej minuty i poczekanie z Pietuszewskim na rozwój wydarzeń.

Nico ponad prawem

- Ważne, że gramy w finale baraży. To będzie zupełnie inne spotkanie. Tutaj mieliśmy bardzo dużo do stracenia. Dojdzie Nicola Zalewski, a to duży zastrzyk umiejętności i jakości - podkreślał Urban po meczu z Albanią na antenie TVP Sport.
Słowa selekcjonera można odbierać jako zapowiedź obecności Zalewskiego w pierwszym składzie. Na tę chwilę wydaje się, że Polska w największym stopniu potrzebuje ofensywnej smykałki 24-latka. On już udowodnił, czy to w klubie czy reprezentacji, że jako “dziesiątka” potrafi siać spustoszenie w szeregach obronnych rywali. A jeśli w trakcie rywalizacji w Sztokholmie zajdzie taka potrzeba, zawsze będzie mógł zastąpić Skórasia na wahadle i zwolnić miejsce wyżej Pietuszewskiemu.
- Mourinho miał bardziej defensywny styl gry. Dużo pracowaliśmy nad grą w obronie. Zacząłem wtedy mocniej nad tym pracować, bo wiedziałem, że tego mi brakuje. Później on powiedział mi: “Masz piłkę, to zrób to, co chcesz, masz umiejętności”, ale jednocześnie powtarzał, że muszę pracować nad defensywą, bo wtedy będę kompletnym piłkarzem - opowiedział niedawno Zalewski na kanale Foot Truck.
Gra obronna wciąż nie jest i pewnie nigdy nie będzie najmocniejszą stroną wychowanka Romy. Widać jednak u niego poprawę w tym elemencie gry. W tym sezonie Serie A notuje średnio ponad trzy udane interwencje defensywne na mecz, wygrywa 54% pojedynków. A po drugiej stronie boiska regularnie obsługuje świetnymi podaniami Nikolę Krstovicia czy Gianlucę Scamaccę. Jakość w połączeniu z wszechstronnością sprawia, że powrót Zalewskiego może jedynie dostarczyć selekcjonerowi pozytywnego bólu głowy. Nadmiar dobrych opcji do gry nigdy nie powinien być problemem.
Pozostaje mieć nadzieję, że filar “La Dei” odegnał demony trapiące go podczas listopadowego zgrupowania. Po cichu liczymy, że w Sztokholmie ujrzymy raczej tę wersję zawodnika, który czarował w kadrze choćby przed poprzednim EURO. Wiemy, że Nicolę na to stać. Oby Szwedzi w sposób empiryczny również się tego dowiedzieli.

Przeczytaj również