Ten kraj kompromituje się w pucharach. W jednym szeregu z absolutnie najgorszymi

Aktualnie w fazie ligowej wszystkich europejskich pucharów co sezon gra aż 108 zespołów. W ostatnich latach debiutowały w nich drużyny z Gibraltaru czy Wysp Owczych. Zasmakowali ich niemal wszyscy. Niemal, bo w gronie niedobitków wciąż pozostają trzy państwa zrzeszone w UEFA: Andora, San Marino i Czarnogóra. Obecność ostatniego z krajów w tej trójcy można uznać za upokorzenie.
Dziesięć na dziesięć. Tyle spotkań przegrały w tegorocznych eliminacjach do europejskich pucharów zespoły z Czarnogóry. Reprezentanci tego państwa zaliczyli w kwalifikacjach do rozgrywek pod egidą UEFA jedną z najgorszych przygód w całej historii. Tym samym kraj ten wciąż pozostaje jedną z niewielu (i jedyną widoczną bez mocnego przybliżenia) białych plam na mapie piłkarskiego Starego Kontynentu. Jeżeli odsuniemy bowiem na bok Puchar Intertoto, Czarnogórcy jeszcze nigdy nie mieli okazji oglądać swojej drużyny w fazie zasadniczej rozgrywek europejskich. Obok nich na tej liście widnieją tylko malutkie San Marino i Andora. W realiach, gdy właściwie wszystkie kraje miały już szansę zasmakować tego typu rywalizacji, to fakt wręcz upokarzający dla czarnogórskiej piłki klubowej.
Najgorsi w tym sezonie
Czarnogóra w sezonie 2025/26 posłała do europejskich bojów cztery kluby. Jako że to kraj plasujący się na 52. miejscu wśród 55 sklasyfikowanych w klubowym rankingu federacji UEFA (jedynie przed Gruzją, Walią i San Marino), żadnemu z nich oczywiście nie przysługiwało gwarantowane miejsce w jakiejkolwiek fazie ligowej. Wszystkie rywalizowały w eliminacjach. I zakończyło się to monumentalną porażką.
Mistrz kraju, Sutjeska Niksić, zaczął w pierwszej rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów, a na tym samym etapie el. Ligi Konferencji pojawiły się trzy kolejne ekipy: Decić, Mornar i Petrovac. Wszyscy kompletnie polegli.
Sutjeska najpierw uległa uczestnikom ostatniej edycji Champions League, kazachskiemu Kairatowi Ałmaty, przegrywając 1:4 (dom: 0:2, wyjazd: 1:2). W efekcie “spadła” do drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji i nie spotkała żadnego rodzimego klubu. Wspomniana trójka zgodnie odpadła, każdy przegrywając oba swoje spotkania. Decić z łotewską Liepają (D: 1:2, W: 0:1), Petrovac z litewskim Żalgirisem Wilno (D: 1:3, W: 1:2), a Mornar… z andorskim Atletic Club d’Escaldes (D: 1:2, W: 1:2). Pozbawiony wsparcia mistrz kraju nie poniósł sztandaru wiele dalej, ulegając białoruskiemu Maxline Witebsk aż 1:5 (D: 1:2, W: 1:3). Europejskie wojaże czarnogórców zakończyły się najszybciej jak mogły i w najgorszy możliwy sposób.
Pięć dwumeczów, wszystkie przegrane. Każde z dziesięciu pojedynczych spotkań zakończone porażką - to nowy niechlubny rekord. Do rankingu klubowego wpisane okrągłe zero punktów. To była jedna z najgorszych europejskich kampanii w wykonaniu ekip z jednego kraju w historii całych pucharów, a na pewno najgorsza w obecnej edycji.
W aktualnym sezonie są jedyną federacją, która skończyła z zerem punktów na swoim koncie. Nawet San Marino nie pożegnało się z Europą samymi przegranymi, bo ich Virtus zdołał pokonać gruzińskie Dila Gori. Ostatni raz federację z zerowym dorobkiem mieliśmy w kampanii 2021/22, gdy niechlubnym osiągnięciem mógł pochwalić się Liechtenstein. I to jedyne takie przypadki od powołania do życia Ligi Konferencji. W przypadku Liechtensteinu warto jednak zwrócić uwagę, że miał w Europie tylko jednego reprezentanta, co zwiększa ryzyko wystąpienia tak słabego wyniku.
W jednym szeregu z najgorszymi
Katastrofalnie szybkie pożegnanie z pucharami w bieżącym sezonie oznacza, że wciąż utrzymuje się wstydliwa passa czarnogórskich zespołów w Europie. Żaden z nich nie zagrał bowiem ani razu w fazie zasadniczej Ligi Mistrzów, Ligi Europy (lub ich poprzedniczek) oraz Ligi Konferencji. I jest to statystyka zatrważająca.
Żyjemy bowiem w realiach, w których rywalizacji w fazie ligowej LK w ostatniej edycji zasmakowali reprezentanci Gibraltaru, Malty czy Macedonii Północnej. W poprzednich latach oglądaliśmy w niej też ekipy z Wysp Owczych, Irlandii Północnej, Estonii, Liechtensteinu (FC Vaduz gra w lidze szwajcarskiej, ale nie może zakwalifikować się do europucharów za jej pośrednictwem i reprezentuje swój “ojczysty” kraj dzięki rywalizacji w Pucharze Liechtensteinu) lub Walii - totalnych “kopciuszków”. A i nawet wcześniej w LE meldowali się Macedończycy czy Luksemburczycy, a w Pucharze UEFA Gruzini. Tymczasem Czarnogóra wciąż nie wypuściła w świat ani jednego zespołu, który potrafiłby pójść w ich ślady. Pod tym względem u jej boku ostały się jedynie malutkie Andora i San Marino.
Żaden czarnogórski klub nie zaszedł w Lidze Mistrzów dalej, niż do drugiej rundy kwalifikacji - ostatni raz udało się to Sutjesce w 2019 roku. Najbliżej wejścia do Ligi Konferencji znalazły się Decic i Mornar w sezonie 2024/25, wchodząc do trzeciej rundy eliminacji. Krok od fazy zasadniczej europucharów była z kolei Zeta latem 2012 roku. Wówczas wyeliminowała Pjunik Erywań z Armenii, fińskie JJK Jyvaskyla oraz bośniackie FK Sarajewo i doszła najdalej aż do fazy play-off, stanowiącej ostatni krok do grupy Ligi Europy. Tam musiała uznać wyższość PSV Eindhoven. Holendrzy rozgromili ją… 14:0.
Czarnogórskie kluby to w Europie prawdziwi chłopcy do bicia. W rundach kwalifikacyjnych LM, LE i LK mają dodatni bilans (więcej zwycięstw niż przegranych w bezpośrednich meczach) jedynie z rywalami z Andory, Estonii, Gruzji, Malty oraz San Marino. W 21 startach w tych turniejach wygrały jedynie 31 dwumeczów i 46 spotkań. Pojedynczy klub triumfuje przeciętnie w 0,6 spotkania i 0,4 dwumeczu w europucharach na sezon. I to pomimo faktu, że znaczna większość z nich zaczyna rywalizację w najwcześniejszych rundach, grając przeciwko - w teorii - najmniej wymagającym rywalom.
Trudne warunki, wewnętrzne problemy
Czarnogóra to oczywiście jeden z najmłodszych europejskich krajów (niepodległość od 2006 roku, członkostwo w FIFA i UEFA od 2007 roku) o jednej z najmniejszych populacji na kontynencie (44. miejsce z 51 państw, niespełna 630 tysięcy mieszkańców). To o połowę mniej od Estonii i niemal trzykrotnie mniej od Łotwy czy Macedonii Północnej. Takie realia nie są więc korzystne dla rozwoju mocnej ligi. Z drugiej strony - Gibraltar, z populacją około 40 tysięcy obywateli i członkostwem w UEFA od 2013, wprowadził już drużynę do Ligi Konferencji.
Niemniej, czarnogórskie warunki są specyficzne. Można jednak też zwrócić uwagę, że tamtejsze ekipy rywalizowały przecież wcześniej w ligach Jugosławii, a następnie Serbii i Czarnogóry. No i zadać pytanie - czy wspomniane realia uzasadniają utrzymujący się wciąż brak przedstawiciela w fazie zasadniczej europucharów, gdy w ostatnich latach wchodziły do nich ekipy z krajów lub terytoriów o populacji mniejszej od Suwałk.
Gdy katastrofa obecnego sezonu stawała się już niemal pewna, oblicze krajowego futbolu na łamach portalu Vijesti wziął na tapet dziennikarz Aleksandar Radović. Zwrócił uwagę przede wszystkim na to, że zbyt wiele klubów jest wspierane z państwowych pieniędzy. W obliczu takich, a nie innych wyników na arenie międzynarodowej, można uznać je za wyrzucone w błoto. Pojawiły się też uwagi dotyczące “przepłacenia” ligowych piłkarzy i przesadnie rozbudowanej otoczki medialnej, nieodpowiadającej rzeczywistemu poziomowi rozgrywek krajowych. Brzmią one znajomo, bo sami niejednokrotnie słyszeliśmy to na naszym podwórku. W Polsce obraz zmienia się konsekwentnie od kilku lat. W Czarnogórze jednak trudno mówić o jakimkolwiek rozwoju, co frustruje tamtejszych fanów, a ligę drenuje też wszechobecna korupcja. Czarnogóra straciła nawet jedno miejsce w pucharach i w następnej kampanii zamiast czterech klubów, reprezentować ją będą zaledwie trzy.
Drużyna narodowa również nie należy do europejskich potęg. Nigdy nie weszła na wielką imprezę. W Lidze Narodów ostatnio spadła do Dywizji C, zbierając zaledwie trzy oczka i zajmują ostatnie miejsce w grupie z Walią, Turcją i Islandią. A piłkarze z rodzimej ligi i tak odgrywają w niej marginalną rolę. Na ostatnie zgrupowanie z meczami o stawkę - w listopadzie 2025 - pojechał z niej tylko jeden zawodnik: Marko Simun z Sutjeski.
Miejsce w jednym szeregu z Andorą czy San Marino to jednak upokorzenie dla Czarnogórców. Gdy reszta “malutkich” federacji UEFA się rozwija, oni stoją w miejscu. Futbol klubowy Wysp Owczych, Gibraltaru, Islandii czy Armenii świętuje swoje małe sukcesy. A Czarnogóra ze wstydem grzęźnie gdzieś na samym początku łańcucha pokarmowego europejskich pucharów.