Największa bomba transferowa tej zimy! 75 mln euro? Promocja

Największa bomba transferowa tej zimy! 75 mln euro? Promocja
IMAGO / pressfocus
Paweł - Grabowski
Paweł GrabowskiDzisiaj · 10:40
Transfer Antoine’a Semenyo do Manchesteru City to kolejny dowód na to, jak bardzo zmienia się ekipa Pepa Guardioli. Hiszpan nie chce już graczy, którzy brylują w ciasnych przestrzeniach i są mistrzami tzw. ronda. Jego drużyna staje się coraz bardziej fizyczna i bezpośrednia, a Ghańczyk idealnie pasuje do tych realiów. 62 miliony funtów, które City zapłaciło Bournemouth, za chwilę mogą okazać się promocją.
Kiedy odchodził z południa Anglii, wykupił całą stronę w lokalnym dzienniku Bournemouth Echo i podziękował fanom za trzy lata niesamowitej podróży. Semenyo debiutował jeszcze za czasów Gary’ego O’Neila, ale dopiero Andoni Iraola stworzył z niego bezczelnego skrzydłowego z kapitalnym ciągiem na bramkę. W tym sezonie Premier League tylko Erling Haaland, Igor Thiago i Bruno Fernandes mają więcej udziałów przy bramkach. Semenyo już na półmetku sezonu zdobył tylko jedną bramkę mniej (10 goli) niż w całych poprzednich rozgrywkach. Dawno przerósł Bournemouth, a Manchester City może odtrąbić, że to on przygarnął najbardziej rozchwytywanego piłkarza zimy.
Dalsza część tekstu pod wideo

Nowe realia

Jeśli przejrzy się angielskie media, to Semenyo był na liście Liverpoolu, Chelsea i Manchesteru United. Manchester City wyspecjalizował się ostatnio w ściąganiu rokujących graczy za kwoty w granicach 60-70 mln, już bez szastania forsą jak dawniej przy transferze Jacka Grealisha. Guardiola miał nosa, kiedy ściągał Jeremy’ego Doku czy Rayana Cherkiego, a teraz to samo dzieje się z Semenyo. Ghańczyk z przytupem przywitał się z nowym klubem, asystując i strzelając gola w Pucharze Anglii przeciwko Exeter (10:1). Do tego stworzył cztery okazje kolegom. Jego wpływ na grę zespołu był natychmiastowy. Kilka dni później dołożył kolejnego gola. Tym razem w meczu Pucharu Ligi z Newcastle (2:0).
Guardiola od razu dostał to, czego oczekiwał. Odkąd Hiszpan pracuje w City, jego zespół nigdy nie miał tak niskiego średniego posiadania piłki. Manchester adaptuje się do bardziej fizycznej i bezpośredniej ligi - chce grać szybciej, z mniejszą liczbą kontaktów, a do tego potrzebuje dobrych fizycznie skrzydłowych z umiejętnością gry jeden na jeden.
Semenyo to podobny typ gracza jak Doku, ale z lepszą prawą nogą. Poza tym wielkim atutem Ghańczyka jest fakt, że strzela właściwie obiema stopami. W tej chwili to najbardziej obunożny zawodnik całej ligi. Od początku poprzedniego sezonu 53 procent bramek zdobył prawą stopą, a 47 procent lewą.
- Wielu obrońców myśli, że jestem lewonożny, ale tak naprawdę moją dominującą nogą jest prawa. To sprawia, że jestem trudniejszy dla rywala - opowiadał Semenyo.

Cegła w pomocy

Kiedy Pep zastanawiał się nad jego transferem, w głowie trzepotała mu myśl o Leroyu Sane, który grał na Etihad w latach 2016-2020. Niemiec był dobrze zbudowany i świetnie trzymał się na nogach. Potrafił dryblingiem robić różnicę i wykorzystywał wolne przestrzenie. Manchester, odkąd rzadziej posiada piłkę, mocniej przyciąga do siebie rywali, a to powoduje, że “boisko” nagle się rozszerza. Semenyo uwielbiał ten styl w czasie, gdy pracował z Iraolą. Wygląda na to, że w Manchesterze będzie mógł z powodzeniem go kontynuować. W Bournemouth miał ksywę “The Brick”, czyli cegła. Trudno jest go powstrzymać. Jego atutem jest też duże zaangażowanie w pressingu i fakt, że nie polega tylko na drużynie. Czasem po prostu sam jest w stanie stworzyć sytuacje.
Semenyo w tym momencie jest w świetnym momencie kariery, ma 26 lat, choć trzeba pamiętać, że jeszcze trzy lata temu jego droga wydawała się zawiła. Urodził się w Greenwich w południowo-wschodnim Londynie. Po kolei odrzucano go w Arsenalu, Tottenhamie, Crystal Palace, Fulham, Millwall i Reading. W wieku 15 lat był tak zrezygnowany, że na rok w ogóle porzucił regularne granie, a fakt, że wrócił, to zasługa skauta Dave’a Hockadaya. W 2017 roku Semenyo podpisał umowę z Bristol City. Trzy razy był potem wypożyczany, a pierwszą stabilność złapał dopiero w 2023 roku. Ta historia pokazuje, jak niewielka w piłce jest różnica między upadkiem a wzlotem. Fakt, że ostatnie trzy lata mógł spokojnie rozwijać się w stabilnych warunkach Bournemouth i Andoniego Iraoli sprawił, że dziś jest w Manchesterze City.

Rekordowe sprzedaże

“Wisienki” od paru lat są inkubatorem talentów. Latem do wielkich klubów odchodzili stamtąd Illia Zabarnyi (PSG), Dean Huijsen (Real Madryt) i Milos Kerkez (Liverpool). Wcześniej do Tottenhamu powędrował też Dominik Solanke, a transfer Semenyo to pobicie dotychczasowej najwyższej sprzedaży w historii Bournemouth. Klub z południa Anglii kupił go za 10 mln funtów, a sprzedał za ponad sześć razy tyle. Kiedy Semenyo odchodził, działo się to praktycznie w dniu jego 26. urodzin. Zdążył jeszcze wyjść na boisko w pierwszym tygodniu stycznia przeciwko Tottenhamowi (3:2) i strzelił zwycięskiego gola w doliczonym czasie gry. To była jedna z najlepszych transakcji w historii Bournemouth i być może za jakiś czas to samo powie City.
W ciągu ostatniego roku klub wydał około 460 milionów funtów na przebudowę kadry, sprowadzając graczy o bardzo różnych profilach, często odmiennych od tradycyjnych "zawodników Guardioli". Nawet transfer bramkarza Gigiego Donnarumy pokazuje odejście od normy. Priorytetem Pepa są obronione strzały, nie perfekcyjne podania, co od czasów Barcelony było jego konikiem. To jak bardzo zmienia się Manchester pokazuje jedna wymowna statystyka: w pierwszych 20 meczach sezonu strzelali więcej goli po kontrach niż w całych dwóch poprzednich sezonach razem wziętych. Jego zespół przebiegł najwięcej kilometrów w lidze, choć akurat z tej statystyki Guardiola nie jest zadowolony.
- To nie ma aż takiego znaczenia. Dalej twierdzę, że nie trzeba koniecznie biegać więcej, żeby grać lepiej - opowiadał Hiszpan.

Nowy oddech

Choć City są w lepszej formie niż rok temu - zdobyli 21 punktów z ostatnich 27 możliwych - wciąż istnieją poważne obawy. Trzy ostatnie remisy z rzędu przeciwko Sunderlandowi, Chelsea i Brighton pokazały różne słabości. Manchester słabnie szczególnie w drugich połowach. Zmęczenie staje się realnym problemem dla zespołu, który wciąż gra na czterech frontach. Dyspozycyjność i dobra forma Semenyo powinny być lekkim wybawieniem dla Pepa.
- Moje najlepsze dni jeszcze nie przyszły - zapowiadał odważnie 32-krotny reprezentant Ghany po meczu z Exeter. Pierwszy dzień w biurze, a potem także drugi, rozbudziły apetyty na więcej.

Przeczytaj również