To był największy cios dla Realu. Wszystko się zepsuło, gdy odszedł. Duży błąd klubu

To był największy cios dla Realu. Wszystko się zepsuło, gdy odszedł. Duży błąd klubu
IMAGO / pressfocus
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynDzisiaj · 11:25
To powtarza się drugi sezon z rzędu. Real Madryt odstaje od europejskiej czołówki, ma olbrzymie trudności z kontrolą meczu. Jeśli wygrywa, to najczęściej w wyniku indywidualnego popisu którejś z gwiazd. Diagnozę tego stanu rzeczy postawiono już dawno. Problem w tym, że klub niechętnie zabiera się za naprawianie błędów.
Skąd brały się sukcesy Realu Madryt w ostatniej dekadzie? Oczywiście z mądrego zarządzania, z umiejętności trenerskich Zinedine’a Zidane’a i Carlo Ancelottiego, dzięki kapitalnej postawie w bramce Thibaut Courtois, ale i potężnej sile ofensywnej: dynamicznym skrzydłowym i superskutecznym snajperom.
Dalsza część tekstu pod wideo
Ale “Królewscy” potrafili odbudować swoją pozycję w dużej mierze dlatego, że umiejętnie rozwijali geniuszy środka pola. Wystarczy wspomnieć moment, gdy zdobywali dziesiąty tytuł Ligi Mistrzów, upragnioną “La Decimę”. Trójkę środkowych pomocników stanowili Xabi Alonso, Isco i Luka Modrić. W kolejnych latach było jeszcze lepiej. Hiszpanów zastąpił niemiecko-brazylijski duet, czyli Toni Kroos i Casemiro, którzy trzy razy z rzędu wznosili puchar z wielkimi uszami. A gdy zabrakło Casemiro, najmniej kreatywnego, lecz niezbędnego w rozbijaniu ataków rywala, Real potrafił znaleźć dla niego zmienników. Wszystko posypało się, gdy z kadry ubyli ostatni senatorowie, tuzy rozgrywania. Bez Kroosa i Modricia prawie w ogóle nie ma płynności w tym, co prezentuje madrycki zespół.

Krater po Kroosie

Jeśli poszukać daty granicznej, negatywnego przełomu, to trzeba cofnąć się do etapu, gdzie jeszcze wszystko się zgadzało. To Liga Mistrzów sezonu 2023/2024. Toni Kroos zaliczył wówczas jeden z najlepszych okresów w swojej karierze, a dokładnie dzień po finale Champions League przeciwko Borussii Dortmund postanowił zawiesić buty na kołku.
Wielu wówczas sądziło, że zostawia zgraną pakę, utalentowaną młodzież i przyszłych następców. I choć zdawano sobie sprawę, że trudno będzie odtworzyć idealny model gry Niemca, tj. bycie metronomem, dyktowanie tempa na boisku, idealne przerzuty, dokładne prostopadłe podania, łamiące linie - to jednak była wiara, że w buty legendarnej “ósemki” będą mogli wejść Federico Valverde, Eduardo Camavinga, Arda Guler lub bezsprzecznie jeden z najlepszych pomocników na świecie, Jude Bellingham.
Dlatego działacze z Concha Espina po wykupieniu Anglika z Borussii nie zamierzali wchodzić już z wielkimi pieniędzmi na rynek w poszukiwaniu playmakera. Zamiast tego szukano opcji wzmocnienia pierwszej linii. W końcu, po wielu latach wyczekiwania, udało się podpisać kontrakt z Kylianem Mbappe, dokonano transferów przyszłych gwiazd z Ameryki Południowej: Endricka, później Franco Mastantuono, a następne kroki poczyniono w celu zabezpieczenia defensywy.
To wszystko finalnie złożyło się na kompletnie beznadziejny sezon 2024/25, w którym Real oprócz pomniejszych małych trofeów (Superpuchar Europy i Puchar Interkontynentalny), wynikający z przywilejów triumfatora Ligi Mistrzów, nie wygrał absolutnie niczego. Z tego też powodu za winnego uznano trenera i jego staroświeckie metody. Carlo Ancelotti opuścił pokład i zwrócono się do nowoczesnego szkoleniowca. Co się stało z Xabim Alonso - bardzo dobrze wiemy.

Seria zawodów

I Włoch, i Bask musieli, jak to się mówi, “szyć” z niczego. Wymyślić nowy system, który najlepiej jednocześnie zmieści w “jedenastce” trzech nominalnych lewoskrzydłowych (Mbappe, Viniciusa i Rodrygo), a przy okazji znaleźć sposób na “życie” w środku pola. O ile Kylian ostatecznie sam przestawił się na seryjne zdobywanie bramek, o tyle druga linia od dwóch lat leży. Leży i kwiczy.
Wiele oczekiwano od Jude’a Bellinghama. Start miał fenomenalny. Szturmem podbił hiszpańską i europejską scenę jesienią 2023 roku, śmiało można powiedzieć, że na tamtą chwilę był po prostu najlepszym piłkarzem na świecie. Przy braku Karima Benzemy zupełnie nieoczekiwanie stał się najskuteczniejszym strzelcem Realu, ale to wszystko działo się przy obecności Kroosa i gdy nie było jeszcze Mbappe. Od czasu przybycia francuskiej gwiazdy Jude nie sprostał nowym wymaganiom stawianym przez trenerów. Gorzej spisywał się w rozbijaniu ataków rywali, głębszej grze, w rozgrywaniu.
Po pożegnaniu “Carletto” komentatorzy typowali, że do przodu pójdzie Arda Guler. Tymczasem Turek wciąż notuje wahania formy, zupełnie tak jak za kadencji Włocha. Ale nawet gdy zalicza progres, asystuje przy wielu bramkach, to nadal nie mamy do czynienia z kalibrem Toniego Kroosa. Gulerowi bliżej jest do pozycji numer “10”, specjalizuje się bowiem w ostatnich podaniach, aniżeli pracy na swojej połowie, powolnemu kreowaniu akcji.
Co do Federico Valverde, trudno mieć do niego pretensje. Urugwajczyk nigdy nie był predestynowany do funkcji playmakera. Przez lata korzystano z jego fantastycznej wydolności, możliwości biegania od pola karnego do pola karnego i oczywiście z “armaty” w obu nogach. W dodatku od Urugwajczyka od paru lat w każdym sezonie wymaga się łatania dziury na prawej obronie, gdy dość często wypadali a to Dani Carvajal, a to Lucas Vazquez, a ostatnio Trent Alexander-Arnold. Trudno złapać formę, gdy ciągle jest się przestawianym.
Dużo więcej spodziewano się natomiast po Camavindze. Pomijając problemy zdrowotne, które co i rusz nękają francuskiego pomocnika, to trudno zauważyć jakiekolwiek postępy w jego grze. Zwyczajnie nie potrafi przeskoczyć nie tylko na poziom gracza światowego formatu, ale nawet na zadowalający, wymagany w takim klubie jak Real Madryt. Najbardziej rozczarowuje fakt, że nie wyciąga wniosków. Nadal popełnia szkolne błędy, traci futbolówkę prowokując kontry, a też rzadko stanowi zagrożenie pod polem karnym przeciwnika. Na Bernabeu pogodzono się z faktem, że nigdy już nie będzie rozgrywającym. W zasadzie, dziś trudno określić, jaką wypełnia funkcję.
Dawno w Realu Madryt nie było pomocnika, typowej “ósemki”, którego można określić mianem elitarnego. Kogoś takiego jak Vitinha w PSG czy Pedri w Barcelonie. W obecnych piłkarskich czasach nie wygrywa się trofeów tylko atakiem lub tylko obroną. Za to zdecydowanie można powiedzieć, że w najważniejszych rozgrywkach triumfuje się postawą w drugiej linii.

Niewiele możliwości

Jakie alternatywy ma Real? Może pracować nad materiałem, który posiada. Najbliżej do bycia światowej klasy pomocnikiem jest Guler, tyle że to piłkarz wymagający dalszej pracy, szlifowania diamentu. Zdarzały mu się już mecze, gdy błyszczał na pozycji zajmowanej przez Kroosa, ale też wpadał w “dołki”. Od przyszłego trenera, kto by nim nie był, zależy, jaką rolę wymyśli Turkowi, natomiast przede wszystkim musi na niego stawiać.
Opcją, którą Real na pewno rozważy, będzie przetrząsanie rynku transferowego. Tylko kto obecnie będzie w stanie od razu wskoczyć do pierwszej jedenastki Realu Madryt, na którego nie trzeba wyłożyć minimum 100 milionów euro? Ostatnim faworytem był Martin Zubimendi, który miał czekać na ofertę Realu, ale konkrety usłyszał od Arsenalu. Co jakiś czas w tym kontekście pojawia się nazwisko Adama Whartona z Crystal Palace, jednak trudno sobie wyobrazić, by Anglik przekonał kibiców “Królewskich”, którzy oczekują naprawdę dużego nazwiska.
W grze pozostaje Ruben Neves, który może się pochwalić całkiem niezłymi liczbami w Arabii Saudyjskiej. Dla Al-Hilal w tym sezonie w czternastu meczach strzelił siedem goli, a przy trzech asystował. Do tego w czerwcu kończy mu się kontrakt i nie ukrywa, że chciałby wrócić do Europy. Praca dla Realu Madryt byłaby zwieńczeniem kariery dla 28-letniego Portugalczyka, któremu nie można odmówić pewnego pierwiastka boiskowego geniuszu.
Jedno, czego Real nie powinien robić, to odpuścić sprawy. Europa odjechała madrytczykom już swego czasu, a powoli dystansuje ich też największy krajowy rywal. Jak bardzo dominacja w środku pozwala na wygrywanie meczów, FC Barcelona pokazała przy okazji finału Superpucharu Hiszpanii. Jeśli działacze z Bernabeu w porę się nie obudzą, “Blaugrana” będzie trzymała za gardło swoich rywali jeszcze przez dłuższy czas.

Przeczytaj również