To byłby awans z kosmosu. Blisko sensacji XXI wieku w Ekstraklasie. "Osiągnęli niesamowicie dużo"

Gdyby ktoś zaproponował taki scenariusz przed sezonem, zostałby pewnie uznany za szaleńca. A jednak. Chrobry Głogów do samego końca walczył o awans do Ekstraklasy i był o włos od spektakularnego sukcesu, największego w historii klubu. Zabrakło malutko, ale Głogowianie i tak zasłużyli na wielkie słowa uznania.
“Zespół bez gwiazd zawstydza i bije gigantów” - to tytuł naszego tekstu z listopada, gdy sygnalizowaliśmy, że “stary, dobry Chrobry” jest sensacją sezonu i może nawiązać do rekordowego szóstego miejsca sprzed czterech lat. Nawiązał, nastraszył i wykosił konkurencję. W końcowej tabeli był czwarty, wskoczył do baraży, a tam najpierw zasłużenie wyeliminował ŁKS, po czym do samej mety walczył jak równy z równym przeciwko potężnej Wieczystej. Awansu nie ma, ale to i tak historyczny wyczyn sympatycznej ekipy z Dolnego Śląska.
- Pokazaliśmy zespół, który od początku do końca cały czas się rozwija. Na pewno jest nam bardzo smutno i przykro, bo mieliśmy swoje marzenia. Byliśmy odważni w tych marzeniach i od początku o tym mówiliśmy i robiliśmy wszystko w tym kierunku - mówił po porażce w finale trener Łukasz Becella.
Krok od marzeń
Opiekun Chrobrego pokusił się o świetne podsumowanie tego, co w sezonie 2025/26 pokazywał jego zespół. Zespół bez gwiazd, bez wielkich nazwisk, raczej zbudowany z piłkarzy niekoniecznie chcianych w innych klubach, po przejściach, wsparty utalentowaną młodzieżą. Gdyby kibic niezorientowany w realiach I ligi otworzył kartę z kadrą Głogowian, pewnie przecierałby oczy ze zdumienia, jakim cudem Becella stworzył tak groźną drużynę. Drużynę, o której awansie powiedzielibyśmy: zasłużony. Naprawdę. Z jednej strony byłaby to pewnie największa sensacja XXI wieku (obok Puszczy kilka lat temu), z drugiej - nagroda za wykonaną pracę, z trzeciej - naturalna kolej rzeczy, czyli promocja wyżej jednej z najlepszych ekip.
Bo Chrobry w istocie był jedną z najlepszych ekip. Grał i punktował równo, choć chwilę się rozpędzał, mając trzy wygrane w dziesięciu kolejkach. Mimo tego, czujni obserwatorzy mogli spodziewać się tego, co nastąpi potem. Piłkarze Becelli grali powtarzalnie, konkretnie, imponowali świetną organizacją, świadomością taktyczną, także oczywiście wybieganiem i ambicją. Nie ma jednak mowy o zespole z planem typu autobus, laga i stałe fragmenty. Co to, to nie. Chrobry przede wszystkim właśnie GRAŁ. Grał w piłkę. “Słynne” fazy przejściowe opanował niemal do perfekcji, błyskawicznie napędzając akcje, zdobywając teren.
- Ukłony dla całego zespołu, ukłony dla trenera Becelli. Osiągnęli niesamowicie dużo. (…) Mogę chyba zaryzykować takie stwierdzenie, że dziś odpalamy czarno-biały telewizor i ja wiem, że Chrobry to jest drużyna w białych koszulkach. To są tak powtarzalne rzeczy, to jest niesamowite, jak trener Becella potrafił przekonać zawodników do swojego pomysłu, jak dał im szansę uwierzyć w swoje marzenia, aby wejść do Ekstraklasy. Oni byli o krok od tych marzeń. Mają moim zdaniem pecha - podsumowywał po finale baraży Bartłomiej Kalinkowski, ekspert I Liga Raport na kanale Meczyki.
Głód i lepszy serwis
Wróćmy na chwilę do architektów sukcesu Chrobrego. Oczywiście, to przykład, gdy absolutnym numerem jeden jest trener. Łukasz Becella to ciekawa postać, bo jego droga do obecnego miejsca była niestandardowa. Wiekowo bliżej mu do pięćdziesiątki niż “młodej fali”, natomiast w CV znajdziemy pełno znanych klubów. Pogoń Szczecin - szef skautingu. Lech Poznań - analityk. Śląsk Wrocław - asystent. Ponadto Zagłębie Lubin, Wisła Płock, Odra Opole i zaledwie jedno podejście do samodzielnej pracy (w Siarce Tarnobrzeg). W Głogowie w listopadzie 2024 r. zaryzykowali i trafili. A ryzykowali będąc w strefie spadkowej. 47-latek odgruzował zespół, utrzymał go w lidze, a teraz odstawił większe, bogatsze marki, prawie dokonując niemożliwego. Z wielu piłkarzy (panowie, wybaczcie) średnich zrobił piłkarzy jakościowych, bardzo dobrych.
Środkiem pola dowodził 35-letni Robert Mandrysz, w Głogowie obecny blisko dekadę. Duet stoperów, najlepszy w lidze, stworzyli Jakub Grić (wcześniej znany z Wisły Płock jako przeciętna “szóstka) i zmieniający wcześniej kluby jak rękawiczki Myrosław Mazur. Między słupkami błyszczał dotychczasowy rezerwowy ŁKS-u Dawid Arndt. Potężnie rozwinął się 24-letni Kacper Laskowski, ściągnięty z rezerw Zagłębia, specjalista od pięknych goli.
Imponowali Mateusz Ozimek, Szymon Lewkot czy Michał Kozajda, sporo przebłysków miał Kelechukwu Ibe-Torti. Do tego młodzież: 20-letni wychowanek Szymon Bartlewicz, który zaraz zagra w Ekstraklasie, 19-letni wypożyczony z Rakowa Kacper Nowakowski. Z istotnych ogniw po trzydziestce poza Mandryszem jest tylko Sebastian Bonecki. Miks młodości, doświadczenia i zawodników w sile wieku, wygłodniałych sukcesów, chcących iść naprzód. Nieoczywisty kolektyw finalnie nie na awans, ale na pewno na medal.
- Cel jest jeden, czyli utrzymanie. Ale chcemy też pomóc piłkarzom osiągnąć wyższy poziom. Wiemy, że młodzi zawodnicy Chrobrego często idą do Ekstraklasy, więc zamierzamy też podtrzymywać te standardy - zapowiadał Becella po zatrudnieniu i słowa dotrzymał.
- Budowanie zespołu to proces, praca wielu ludzi - prezesa, dyrektora sportowego, sztabu, jak i moja, bo mam trochę doświadczeń związanych ze skautingiem. Pozwalają mi one dobierać zawodników i wiedzieć, które cechy są najważniejsze, które wpływają na to, że robią różnicę na boisku, a jak nie robią różnicy, to przynajmniej dają rywalizację w zespole. My jesteśmy klubem, który nie może sobie brać zawodnika, którego każdy może sobie wybrać - mówił jesienią w I Liga Raport, gdy Chrobry już kręcił się w czubie tabeli. - Musimy stawiać na nieoczywiste transfery, zawodników albo mających pewne problemy motoryczne, albo z kontuzjami, albo mających ostatnio problemy z grą. Następnie musimy ich odbudowywać - trzeba wiedzieć, czy możemy to zrobić. To są kluczowe kryteria pozwalające nam popełniać jak najmniej błędów, bo zawsze te błędy się popełnia. Nam wszystko ładnie poskładało się w całość. Cały czas widzę, że piłkarze na nas napierają, żebyśmy byli dla nich lepszymi trenerami i dawali im lepszy serwis.
Poza kwestiami boiskowymi słowem-klucz w Chrobrym jest charakter. Znów zacytujmy szkoleniowca, najpierw z listopada:
- Bardzo ważny jest charakter - w Chrobrym muszą być ludzie, którzy chcą tu być, którzy dążą do doskonałości - podkreślał. Nie może być tak, że zawodnik przychodzi, by tylko sobie pograć w I lidze i złapać minuty. To są zawodnicy chcący wygrywać, chcący się rozwijać i chcący być z meczu na mecz coraz lepsi.
A teraz świeżo po minimalnej porażce z Wieczystą:
- Zaprezentowaliśmy niesamowitych zawodników z charakterem, którzy w każdym meczu dają z siebie wszystko, ale też pokazują umiejętności, pokazują, że umieją realizować założenia, potrafią grać w różnych fazach gry z takimi przeciwnikami jak Wieczysta czy Wisła Kraków, narzucać też swój sposób grania, co nas bardzo cieszy.
Najsłodszy, nie najdroższy
Nie jest to wielka marka, a na jego mecze nie chodzi kilkanaście tysięcy kibiców. Nie grzeje tak jak ekipy, które baraże oglądały w telewizji. Czysto medialnie - nie klika się, nie jest sexy. Finansowo, owszem, dostaje pieniądze z miasta, natomiast pensje są relatywnie niskie, szczególnie patrząc na pierwszoligowe szaleństwo, które np. Tomasz Tułacz wprost nazywa przepłacaniem. Ten klub to dziś symbol I ligi, przed nim 13. sezon na tym szczeblu z rzędu. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że Chrobry Głogów to I liga, a I liga to Chrobry Głogów. Ligowy dżemik, ale ostatnio najsłodszy, z nie najdroższych, zaś znakomitych produktów. Mnóstwo kolorytu i jakości piłkarskiej wnosi ten zespół do rozgrywek, odkąd prowadzi go Łukasz Becella. Wszyscy fantastycznie zaprezentowali się szerszej publiczności. Czapki z głów.
Co dalej? Trener naturalnie trafił pod lupę wielu klubów, także tych z Ekstraklasy i, jak słusznie zauważył Bartłomiej Kalinkowski, gdy tylko w nowym sezonie ruszy karuzela, nazwisko opiekuna Chrobrego będzie gorące. Wychodząc natomiast poza strefę spekulacji: Becella w marcu podpisał nowy, dwuletni kontrakt. Chwila odpoczynku i można brać się za przebudowę drużyny. Przebudowę, bo jasnym jest, że kilku kluczowych ogniw jesienią zabraknie. Myrosław Mazur jakiś czas temu dogadał się z bogatszą Miedzią Legnica.
Bartlewicz, jak podaje Piotr Koźmiński, powinien obrać kierunek na GKS Katowice, pod skrzydła Rafała Góraka. Nie wiadomo, jaki Raków ma plan na Nowakowskiego. Wygasają umowy Arndta, Lewkota, Tupaja, Boneckiego. Rozmowy trwają, do zmian dojdzie, choć trener wierzy, że uda się uniknąć rewolucji.
- To dla nas bardzo ważne, żebyśmy w następnym roku zatrzymali przynajmniej 70% tego składu i dołożyli, można powiedzieć, niegorszych chłopaków, którzy mają przede wszystkim głód. Uważam, że to jest kluczowe w piłce nożnej - głód do wygrywania, głód do tego, że można zrobić coś z niczego. Mam nadzieję, że moi włodarze razem z trenerami doprowadzą do tego, że zespół się rozwinie, ale musimy go bardzo dobrze uzupełnić i zachować większość trzonu zespołu. Jest to dla nas bardzo ważny proces - podsumował Łukasz Becella.
Trzymamy kciuki, by Chrobry szedł obraną drogę i dalej zachwycał pierwszoligowych obserwatorów. Jeśli Chrobry Głogów to I liga, a I liga to Chrobry Głogów, to my taką I ligę aprobujemy w stu procentach. Widzimy się w lipcu!
Oglądaj I Liga Raport po meczu Wieczysta - Chrobry na kanale Meczyki:
