To dzięki niemu Alonso nie został zwolniony z Realu. "W dużej mierze jego zasługa"
Zmartwychwstał. Zostawił za sobą najgorszy okres w karierze i znów lśni na boisku. Kibice Realu Madryt długo czekali na renesans Rodrygo, ale było warto. W dużej mierze za jego sprawą “Królewscy” nie musieli zmieniać trenera.
W ostatnich dniach Xabi Alonso mógł mieć spore problemy z ułożeniem linii ataku. Kylian Mbappe nie był dysponowany z powodu drobnej kontuzji. Viniciusowi wybiło 19 meczów bez strzelenia gola. Franco Mastantuono ma jedną bramkę w barwach “Los Blancos”, a Brahim Diaz bryluje, jednak na Pucharze Narodów Afryki. Niewiele zabrakło, aby lawina problemów zasypała trenera. W trudnej chwili rolę lidera ofensywy przejął gracz, którego zbyt wcześnie pogrzebano. Rodrygo przez kilka miesięcy cieniował, ale teraz znów gra na miarę ogromnego potencjału.
- Mój gol? Trener powiedział mi, żebym nie trzymał się zbyt blisko linii bocznej, ale szukał gry bliżej środka. Zrobiłem to, doszedłem do sytuacji strzeleckiej i ją wykorzystałem. Czuję zaufanie trenera, a to bardzo pomaga - przyznał po awansie do finału Superpucharu Hiszpanii.
Na dnie
Rodrygo przez wiele miesięcy musiał irytować fanów Realu Madryt. Na początku marca trafił z Atletico Madryt, po czym rozegrał 32 spotkania bez strzelonego gola. Biorąc pod uwagę zawodników ofensywnych, była to najgorsza posucha w historii “Królewskich”. Alonso regularnie wpuszczał wychowanka Santosu z ławki, ale ten nie wnosił żadnego impulsu. Przechodził obok kolejnych meczów, przebywał na murawie ciałem, ale nie duchem. Wyglądało to tak, jakby stracił wszystkie piłkarskie moce.
Nie ma klubu, w którym seria dziewięciu miesięcy bez bramki u skrzydłowego przeszłaby bez echa. Tym bardziej na Santiago Bernabeu, gdzie oczekiwania są maksymalnie wysokie. Nic dziwnego, że w mediach i wśród kibiców panowało przekonanie, iż przygoda Brazylijczyka ze stolicą Hiszpanii dobiega końca. Trudno było oczekiwać, aby “Los Blancos” w nieskończoność akceptowali tak mierne wyniki.
- Teraz jestem zupełnie inną osobę, bardziej dojrzałą. Wychodzę na murawę z innym nastawieniem, innym entuzjazmem. Czuję się świetnie i jestem pewien, że ten sezon będzie dla mnie i drużyny lepszy niż poprzedni - powiedział Rodrygo w październikowym wywiadzie dla dziennika AS.
Piłkarz przekonywał, że czuje się dobrze, zaraz wróci na odpowiednie tory, ale wciąż brakowało efektów. Wyczekiwany przełom nastąpił dopiero 10 grudnia. Wtedy na Bernabeu przyjechał Manchester City, czyli ulubiony rywal Rodrygo. W przeszłości strzelił tej drużynie cztery gole, w tym dublet na wagę awansu do finału Ligi Mistrzów w 2022 roku. Kilka tygodni temu po raz kolejny ukłuł drużynę Pepa Guardioli. “Obywatele” finalnie wygrali tamten mecz 2:1, jednak wszyscy w Madrycie mogli mieć nadzieję, że coś wreszcie “przeskoczyło” u Brazylijczyka.
- Dobrze, że strzeliłem gola, ale wszyscy jesteśmy sfrustrowani. W pierwszej połowie graliśmy naprawdę solidnie, udało nam się dobrze wejść w mecz, objąć prowadzenie, ale to nie wystarczyło. Musimy poprawić się, iść dalej i wygrać kolejne mecze - stwierdził po tamtej porażce.
Cztery dni później Rodrygo praktycznie uratował posadę Xabiemu Alonso. Jose Felix Diaz i inni dziennikarze zgodnie podawali, że każda kolejna strata punktów zakończy się zwolnieniem 44-latka. Niewiele zabrakło, aby Deportivo Alaves przypieczętowało los trenera. W 76. minucie został on jednak uratowany. Reprezentant “Canarinhos” strzelił w drugim meczu z rzędu, tym razem zapewniając zwycięstwo 2:1.
Jak idzie, to idzie
Rodrygo dał się poznać jako piłkarz, którym rządzi prawo serii. Kiedy jest pod formą, to może przez długie miesiące nie wnosić do gry absolutnie nic. Ale gdy już złapie noszenie, to niczym Domen Prevc leci do gwiazd. A w optymalnej formie jest to zawodnik o absolutnie wyjątkowych umiejętnościami. Szybki, nieuchwytny, znakomicie wyszkolony technicznie, dobrze czujący się w grze na małej przestrzeni. Do tego to prawdziwy magnes na udział przy bramkach.
Rodrygo, począwszy od meczu z City, zanotował trzy gole i trzy asysty w sześciu występach. Wcześniej potrzebował aż 42 spotkań, aby ugrać sześć G/A. W ostatnich tygodniach obserwujemy praktycznie zupełnie innego zawodnika niż przez większość rundy jesiennej. Skuteczniejszego, aktywniejszego, bardziej chętnego do tego, aby pomóc Realowi w odnoszeniu kolejnych zwycięstw. Co ważne, wystrzał formy nastąpił w najlepszym możliwym momencie. Gdyby nie jego gole z Alaves czy “Atleti”, być może Alonso już siedziałby na bezrobociu. I kto wie, czy nowy trener w ogóle uwzględniałby 25-latka w swoich planach.
- To, że Xabi Alonso wciąż siedzi na ławce trenerskiej Realu, jest w dużej mierze zasługą Rodrygo - ocenił Jorge Picon z ESPN. - Trudno jest walczyć z blokadą psychiczną. Można przez dziewięć miesięcy nie strzelić gola, a później trafiać z City i Atletico. W piłkę gra się bowiem głową, a nie nogami. Brawa dla Rodrygo za zwalczenie problemów - podkreślił Paul Tenorio, dziennikarz Real Madrid TV.
- Rodrygo potrzebował, żeby coś "kliknęło". I to się stało. Gol z Atletico definiuje to, jakim jest graczem. Potrafi sam wykreować sobie okazję i ją wykończyć. Pokazał pazur, on znów jest sobą - pisał dziennik AS. - Wspaniale jest widzieć, jak Rodrygo odzyskuje formę. To zawodnik z ogromną finezją i jakością. W takiej dyspozycji może z łatwością stwarzać sobie sytuacje do strzelania kolejnych goli - dodał Miguel Quintana z Radio Marca.
Piłkarz o dwóch twarzach
Problemem Rodrygo nigdy nie był talent i jego ewentualny niedostatek. Bez cienia wątpliwości mówimy o zawodniku na miarę regularnej gry w pierwszym składzie Realu Madryt. Kluczową kwestią pozostaje głowa, w której piłkarz toczył potencjalnie najtrudniejsze batalie. Trudno inaczej wytłumaczyć tak wyraźne wahania, które nie są już żadną nowością. W poprzednich sezonach Brazylijczyk również potrafił zawodzić, po czym rozgrywać jeden miesiąc na kosmicznym poziomie. W listopadzie 2024 brał udział przy dziesięciu golach w pięciu meczach. W styczniu 2025 huknął dziewięć G/A w ośmiu występach. Ale to wszystko było poszatkowane seriami spotkań, w których Brazylijczyk zawodził, nie strzelał i wzbudzał coraz większe wątpliwości.
- Rodrygo to dla nas niezwykle istotny zawodnik, jesteśmy zadowoleni z jego występów. Jego jakość, gole, balans, jaki nam zapewnia, to wszystko jest bardzo ważne. Świetnie radzi sobie między liniami, dobrze współpracuje z pozostałymi zawodnikami. Zasługuje na to, co go teraz spotyka - chwalił Xabi na jednej z konferencji.
Rodrygo to piłkarz-zagadka. Jednego dnia gra jak najlepszy skrzydłowy świata, żeby za chwilę być hamulcowym w ofensywie Realu. Czasami trudno przewidzieć, która wersja akurat się wylosuje. Teraz Brazylijczyk z pewnością znajduje się na górce, czaruje, przesądza o kolejnych wygranych. Ale nie wiemy, do kiedy utrzyma się moment wyraźnej hossy. W poprzednich sezonach potrafił utrzymać się na fali przez maksymalnie miesiąc. Teraz jego główną misją będzie próba wydłużenia tego okresu, najlepiej do końca rozgrywek.
Na początku roku Rodrygo napisał na Instagramie, że po burzy zawsze wschodzi słońce. Zawodnik Realu faktycznie przetrwał sztorm, ominął górę lodową, którą mogła być konieczność opuszczenia Bernabeu. Zobaczymy, jak długo utrzyma się na powierzchni.