To jest jego mundial. Znakomita forma komentatora. "Doskonale wie, jak to się robi"
O połączeniu światów futbolu i telewizji, a także świetnie radzącym sobie za mikrofonem Mateuszu Borku - pisze Janusz Basałaj w kolejnym odcinku swojego mundialowego cyklu felietonów.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu. Na czas trwających mistrzostwa świata zamieniają się one w Mundialowe Kroniki. Bo przecież dziś wszyscy żyjemy tym, co dzieje się za oceanem.
Mateusz Borek w formie
To jest jego Mundial. Przygotowany na wielką imprezę jak zawsze. Profesjonalnie, z pełną pasją, zaangażowaniem i entuzjazmem komentuje mecze finałów mistrzostw świata w TVP. Mateusz Borek doskonale wie, jak to się robi. Nie gada za dużo, nie opowiada andronów i bajek, których czasami się słucha, siedząc przed telewizorem. Zajmuje się boiskiem, grą, szybką i celną analizą boiskowych wydarzeń, w czym dzielnie pomaga mu Grzegorz Mielcarski… Nie zagaduje meczów - czym mi zawsze imponuje każdy komentator nie sprzedający widzom projekcji swoich wrażeń, emocji czy doświadczeń.
Borek jest w doskonałym wieku komentatora piłkarskiego, doświadczonego bywalca wielkich imprez futbolowych i gigantycznych meczów. Doświadczenie nie zabija świeżości komentarza, nie słyszysz cienia znużenia, kiedy po raz kolejny musisz “sprzedać” bramkę Mbappe czy Haalanda, o akcjach Leo Messiego nie wspominając. Mateusz umie przebić ekran i złapać kontakt z widzem. Dobrze wie jak to się robi. Głos, ekspresja i narracja podawana w odpowiednim tempie nie mogą znużyć widza. To się Borkowi udaje. On się cieszy mistrzostwami, atmosferą turnieju, wielkością bohaterów mundialu. Jakby pierwszy raz pozwolono mu wykonywać jego ulubiony, wymarzony zawód.
Dawno temu, prawie przed 30 laty, w CANAL+ posadziłem w studio Mateusza i Romka Kołtonia. To był program “Mecz plus Mecz”. Sobotnie popołudnie, w którym obaj młodzi, jeszcze niedoświadczeni dziennikarze komentowali na przemian dwa mecze: z Anglii i Niemiec. Romantyczne czasy, w których ich pasja i entuzjazm objawiły się już wtedy najpełniej. Nazwałem ten duet krótko: ”Entuzjaści”. Dziś i Romek, i Mati tacy właśnie są. Dlatego telewizja (YouTube) nie znudziła się nimi, a dla widza ich obecność za mikrofonem to prostu wartość dodana w oglądaniu bez końca kolejnych meczów.
I tyle pochwał Mateusza Borka. Entuzjasty i smakosza światowej piłki. Mati ma szczęście w nieszczęściu, że nasza reprezentacja nie gra w tych mistrzostwach. Bo komentowanie biało-czerwonych w otoczeniu tych mundialowych i tak porywająco grających drużyn prowadziłoby niechybnie do frustracji, załamań i płaczu. Dałby sobie z tym Mateusz radę, nie wątpię. Ale już zdaje się Bohdan Tomaszewski miał kiedyś powiedzieć: “Porażka naszej ukochanej drużyny jest zawsze porażką komentatora…”.
Ku pokrzepieniu serc: dokładnie przed 34 laty Polska zajęła trzecie miejsce na mistrzostwach świata w Hiszpanii. Takie to były czasy. Kiedy do nich wrócimy? Założę się, że wówczas dziewięcioletni Mateusz Borek właśnie wtedy zachorował na piłkę, ale i na komentowanie.
Telewizyjny przekaz
Jakby wyglądałyby finały mistrzostw świata bez telewizji? Niedorzeczne pytanie… Czasami sobie myślę, że futbol wymyślono specjalnie dla telewidzów. Zabierzcie kamery i mikrofony np. ze stadionu Azteca w Mexico City i zostawcie smakowanie mistrzowskich meczów tylko stadionowej widowni. Ot, kadłubowa historia sportu bez globalnego wymiaru. Wielkie światowe show telewizja traktuje śmiertelnie poważnie. Nakłady produkcyjne, staranna realizacja, wszystko po to, by widz miał wielką radość z oglądania mundialu, a i przy okazji organizator mistrzostw (FIFA) zarobił godziwe pieniądze. Wielomiliardowa widownia musi być karmiona nie tylko przekazem live z boiska, ale i spotami reklamowymi namawiającymi do obłędnej, globalnej konsumpcji (czytaj: wydawania pieniędzy. Taki biznes).
Jak są realizowane te mecze? Najkrócej można powiedzieć: bezpiecznie, w europejskim stylu. Pokazywanie przede wszystkim tego, co dzieje się na boisku, bez większych tzw. telewizyjnych bajerów. Takie zdanie ma Marcin Serafin, dyrektor operacyjny LiveParku, firmy, dzięki której oglądamy mecze ekstraklasy. Marcin nie byłby sobą gdyby nie dodał: “Nie mamy kompleksów. Robimy to w Polsce na podobnym poziomie”. “Robimy”, czyli produkujemy, realizujemy, transmitujemy.
FIFA zatrudniła do tej pracy nie tylko ludzi z europejskich krajów, tych najmocniejszych piłkarsko (m.in. Francja, Niemcy, Anglia, Holandia, Hiszpania), ale i z Argentyny czy Australii. Można to jeszcze lepiej zrobić? Atrakcyjniej? Owszem… Na przykład wzbogacić telewizyjnie przerwy na uzupełnienie płynów o wprowadzenie w tę strefę odpoczynku i narad - mikrofonów… To byłoby coś! Ale myślę, że piłkarski świat jeszcze do tego nie dojrzał i nie jest do tego przygotowany. To kwestia czasu, kiedy usłyszymy “na żywo” od trenera w czasie przerwy na nawodnienie: “słuchaj Luis, ostrzej z tym Mbappe! Nie bój się…”.
Przydałoby się podpisywać na ekranie ludzi pokazywanych w strefie VIP. Pół biedy, kiedy rozpoznajemy Toma Cruise’a czy Shakirę, ale gwiazdy NBA? Już trzeba większej fachowości z identyfikowaniem koszykarzy. Poza tym stare piłkarskie gwiazdy bardzo się zmieniły. Z wielkim trudem poznałem na trybunie wielkiego bohatera mistrzostw świata USA 1994, Brazylijczyka Bebeto.
Dobrze pokazuje się trybuny, zaglądając w twarze najbardziej krewkich i kolorowych kibiców. Lubię te sceny na środku boiska tuż po zakończeniu meczu. Widać, jak kamery zaglądają z lubością w oczy tym wygranym, ale i tym przegranym piłkarzom i trenerom.
Oto taka moja spontaniczna pochwała i światowej piłki, i telewizji. A poza tym Francja będzie mistrzem świata!