Takiego transferu w Polsce jeszcze nie było! Nawet jeśli to nie ideał
Pogoń Szczecin ma swój wielki transfer. Nie chodzi może o Alexa Witsela lub Christiana Benteke, o których spekulacje należało traktować z przymrużeniem obu oczu, ale Sam Greenwood też robi wrażenie. Rzadko kiedy do Polski trafia zawodnik tak doświadczony na angielskich boiskach, a jednocześnie tak młody.
Mówimy o zawodniku poważnym. 23-latek przeszedł przez akademię Arsenalu, pograł w Premier League, a jeszcze więcej w Championship. Strzelił Bournemouth, Sunderlandowi, Leicester City, Swansea City czy Norwich City. Załapał się nawet do młodzieżowych reprezentacji Anglii i chociaż największe triumfy święcił w kadrze U17, to i w U21 zdołał zadebiutować. W skrócie - Sam Greenwood ma papiery na grę.
- Bardzo dobry piłkarz, lewa, prawa noga, stałe fragmenty. Z wolnego może strzelić. Zdziwiony byłem, że idzie do Pogoni - ma 23 lata, grał w młodzieżówce Anglii. W Leeds, jak pamiętam, występował na "6", "8", "10", "9", na boku pomocy też. Nie oglądałem go teraz dwa lata, ale będzie wyróżniającym się piłkarzem w Ekstraklasie - stwierdził Mateusz Klich, który z Greenwoodem dzielił szatnię w latach 2020-2023.
Opinie byłych kolegów, a także suche liczby mają tłumaczyć, dlaczego Pogoń zdecydowała się na wyłożenie pensji rekordowej w skali klubu i ligi. Ale co się stanie, jeśli pogrzebiemy nieco głębiej?
Ciągle w grze
Na początek należy rozprawić się z kwotą odstępnego. Według Fabrizio Romano "Portowcy" mieli zapłacić około czterech milionów Leeds United. Tym samym Greenwood byłby rekordowym transferem Ekstraklasy, szybko zdetronizowałby Miletę Rajovicia ściągniętego przez Legię. Wydaje się jednak, że niewiele w tym prawdy.
Daniel Trzepacz, świetnie zorientowany w sprawach Pogoni, przekazał, że sama kwota odstępnego będzie znacznie, znacznie niższa. Jednocześnie przedstawiciele Premier League mieli zapewnić sobie spory procent z tytułu kolejnego transferu Anglika. W klubie niczego w tej kwestii potwierdzić nie chciano, ale można zakładać, że chodzi o około dwa miliony euro plus dodatki. Wrażenie mniejsze, ale wciąż spore - szczecinianie byliby drugim polskim klubem (po Legii), który złamał granicę dwóch milionów euro za jednego zawodnika. To oczywisty wyraz ambicji, przede wszystkim tych Alexa Haditaghiego.
Właściciel Pogoni chciał zawodnika z mocnym nazwiskiem i takiego dostał. Bo chociaż jest jeszcze jeden Greenwood - bardziej znany, ale też z innych względów niewarty uwagi - to Sam pozostaje graczem rozpoznawalnym w Anglii. Nie meteorytem, który przez tamtejszą piłkę przemknął, ale facetem z wyrobioną marką. Nie przeszkodziło mu nawet to, że w ostatnich dwóch latach nie miał zbyt dużej roli w Leeds United.
"Pawie" wypożyczały swojego zawodnika do Middlesbrough, a następnie Preston North End. Dla zespołów tych Anglik uzbierał 75 spotkań w Championship, zdobył dziesięć bramek, dorzucił sześć asyst. Nie był może zawodnikiem bezwzględnie kluczowym, ale na pewno bardzo ważnym - w sezonie 2023/24 uzbierał 2206 minut, co było siódmym wynikiem w "Boro", a w sezonie 2024/25 minut miał 2436, co stanowiło ósmy wynik w Preston.
Należy przy tym pamiętać, że Greenwood zbierał doświadczenie jako piłkarz bardzo młody. W sezonie 2023/24 łapał się do kategorii U21 i w niej był dziesiąty w całej Championship, jeśli chodzi o liczbę minut. W kolejnym sezonie figurował już w kategorii U23, co przełożyło się na 55. pozycję w całej lidze. Greenwood to nie ewenement, ale z pewnością wyróżniający się piłkarz. W dodatku taki, którego omijają kontuzję - w całej karierze tylko raz pauzował z powodu urazu, stracił trzy spotkania pod koniec wypożyczenia do Preston.
Multitasking
To zasługa między innymi dużej uniwersalności, o której wspomniał Klich. W ostatnich latach Greenwood był rzucany po boisku nawet chętniej niż przez Marcelo Bielsę - nie koncentrował się jedynie na roli "dziesiątki", a to właśnie z tą pozycją jest najczęściej kojarzony. W Boro regularnie występował na lewym boku pomocy, zaś epizodycznie na drugim skrzydle, tuż za plecami napastnika i wreszcie jako "dziewiątka". W Preston zaś widziano go przede wszystko jako "dziesiątkę", ale były też spotkania na skrzydle, jako "ósemka" i znów jako "dziewiątka".
Nie ulega wątpliwości, że Greenwood to zawodnik ze wszech miar uniwersalny i to nie w tym negatywnym kontekście. To nie tak, że nowy nabytek Pogoni zagra wszędzie i wszędzie słabo. Wręcz przeciwnie - on gwarantuje określony poziom w kilku sektorach boiska. Trochę James Milner, ale ze zdecydowanie większymi inklinacjami ofensywnymi. To właśnie ten multitasking sprawiał, że na młodego piłkarza stawiano, chociaż nie zawsze błyszczał.
- Nie zapominajmy, że Sam dopiero wchodzi do dorosłej piłki. To normalne, że zdarzają mu się wzloty i upadki. Naszym obowiązkiem, jako szkoleniowców, jest to kontrolować. Sam jest wspaniałym gościem, wnosi wiele do zespołu. Nasze czyste konta to też jego zasługa, bo obrona zaczyna się od ataku. Strzelił dla nas już kilka ważnych goli - stwierdził Michael Carrick w 2024 roku, cytowany przez portal TeessideLive.
Jednocześnie tak częste zmiany nie służyły Greenwoodowi w wykręcaniu imponujących statystyk indywidualnych, co mogło mieć wpływ na decyzję Boro o nieskładaniu oferty wykupu za półtora mln funtów. W Boro i Preston Anglik bezpośredni udział w zdobyciu łącznie 16 bramek w Championship, co daje około 0,21 G/A na spotkanie. Przy czym nie jest to bilans zły - w swojej grupie wiekowej Greenwood wypada lepiej niż między innymi reprezentanci Walii Lewis Koumas i Rubin Colwill, reprezentant Albanii Anis Mehmeti, reprezentant Korei Południowej Jun-ho Bae, Ronald ze Swansea City, a nawet... Jobe Bellingham. Nowy gwiazdor Borussii Dortmund wykręcił 0,13 G/A, co jest przewagą na tyle dużą, że rekompensującą większe doświadczenie Greenwooda oraz ograniczenie Bellinghama tylko do pozycji ofensywnego pomocnika.
Oczywiście w Championship można też znaleźć zawodników młodych i znacznie lepszych niż nowy gracz Pogoni. Szkopuł w tym, że są poza zasięgiem wszystkich polskich klubów. Dużo lepsze liczby niż Greenwood mają między innymi Tyrhys Dolan (obecnie Espanyol), Jack Rudoni (Coventry City), Tom Fellows (WBA), Finn Azaz (Boro) czy Borja Sainz (FC Porto). Ich wartość rynkowa waha się od siedmiu do nawet 16 milionów euro. Nikt z nich nie spojrzałby w kierunku Ekstraklasy na tym etapie kariery.
Jest ryzyko, jest zabawa
Greenwood to transfer duży w skali Ekstraklasy, ale nie ma powodów, aby podchodzić do niego z czołobitnością. Pogoń wyciągnęła piłkarza wyróżniającego się, mającego spore umiejętności oraz potencjał sprzedażowy, ale jednocześnie zaryzykowała. Anglik będzie przecież najlepiej opłacanym zawodnikiem i to nie tylko w skali "Portowców", ale całej Ekstraklasy. To predestynuje do sporych oczekiwań. W Szczecinie z pewnością mają nadzieję, że Anglik z miejsca stanie się liderem zespołu. W innym wypadku podejmowanie takiego wysiłku finansowego nie miałoby żadnego sensu.
23-latek udowodnił już, że może zostać gwiazdą ligi polskiej, jednak to nie jest sytuacja oczywista. Wiele wskazuje na to, że Greenwoodowi się uda, ale mimo wszystko nie mówimy o ruchu z miejsca rzucającym na kolana. To piłkarz bardzo dobry, nie ma ku temu żadnych wątpliwości, lecz wciąż wymagający pewnego oszlifowania. Martwić może chociażby decyzja Boro, które rok temu nie zdecydowało się zatrzymać zawodnika na stałe, chociaż miało taką możliwość. Mimo że Anglik pozostaje graczem wyróżniającym się w skali angielskiego futbolu i sprawdzonym na poziomie Championship, to angielscy drugoligowcy postanowili się o niego nie zabijać.
W takim Preston Greenwood był bardzo chwalony, ale uznano, że klub ma inne priorytety transferowe. Znów nie chciano wydawać około półtora mln funtów, bo tyle w kasie zwyczajnie nie było. W letnim okienku były klub 23-latka ściągnął aż 11 piłkarzy, jednak zapłacił tylko za jednego - Odeluga Offiah z Brighton kosztował 1,4 mln funtów.
Nowy piłkarz "Portowców" to piłkarz uniwersalny. Potrafi pewnie egzekwować stałe fragmenty - dwa gole z rzutów wolnych, dwa z rzutów karnych; ma niezłą skuteczność podań - 70,4%; radzi sobie w odbiorze piłki - osiem takich akcji w poprzednim sezonie, 16. wynik wśród napastników Championship. Inna sprawa, że marnuje sporo okazji - w poprzednim sezonie "powinien" mieć pięć goli więcej; ma słabą skuteczność uderzeń - raptem 7,04%, a do tego mógłby lepiej dryblować - 41,82% udanych akcji. Czas pokaże, czy to wystarczy, aby zostać gwiazdą Ekstraklasy.