Advertisement

To największy "przegrany" meczu ze Szwecją. Jego los boli podwójnie

To największy "przegrany" meczu ze Szwecją. Jego los boli podwójnie
Marcin Karczewski / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 06:50
Zazwyczaj po meczach reprezentacji Polski wskazujemy i największych wygranych, i największych przegranych w szeregach biało-czerwonych. Tym razem jednak jest to wyjątkowo trudne. Z kilku względów. Darowaliśmy więc sobie ostatecznie pierwszą grupę, a do drugiej przypasowaliśmy zaledwie jedno nazwisko.
To był naprawdę dobry mecz w wykonaniu reprezentacji Polski. Biało-czerwoni w spotkaniu, którego stawką był awans na tegoroczne mistrzostwa świata, zagrali lepiej od Szwecji. Ostatecznie zeszli jednak z murawy na tarczy. Bo nie mieli tyle szczęścia co rywale, bo nie byli tak skuteczni, bo w kilku sytuacjach zabrakło im chłodnej głowy. Stało się. I się nie odstanie. Za ocean polecą “Trzy Korony”. My pierwszy raz od 12 lat nie weźmiemy udziału w wielkiej imprezie reprezentacyjnej.
Dalsza część tekstu pod wideo
Przynajmniej kilku podopiecznych Jana Urbana zagrało przeciwko Szwecji dobrze lub bardzo dobrze. W normalnych okolicznościach trafiliby pewnie do naszego grona największych wygranych wśród biało-czerwonych. Ale oni sami czują się pewnie fatalnie. Choć nie zawiedli, to koło nosa przeszła im wielka szansa. Jak więc określać ich tu mianem zwycięzców? To byłoby dość niefortunne.
Z drugiej strony, o wskazanie przegranych też naprawdę trudno. Bo czy ktoś przeciwko Szwecji wypadł bardzo źle? Czy ktoś zawalił tak mocno, że mógł wyraźnie stracić w oczach selekcjonera i spaść w hierarchii? No nie. Jasne, błędów nie ustrzegli się Kamil Grabara, Jan Bednarek, Jakub Kiwior, Przemysław Wiśniewski czy nawet Nicola Zalewski, który z jednej strony zachwycał w ofensywie, a z drugiej przyczynił się do gola dla rywali. Wszyscy oni mieli też jednak udane zagrania i lepsze momenty. To był po prostu dobry mecz reprezentacji Polski. Dobry mecz DRUŻYNY. Niestety bez happy endu.
Ostatecznie wybraliśmy więc jednego piłkarza, który po wtorkowym wieczorze może czuć się szczególnie “przegrany”. Albo może inaczej - szczególnie zawiedziony. To Robert Lewandowski. Przeciwko Szwecji wcale nie zagrał źle. Nie w tym rzecz. Furory co prawda też nie zrobił, w zasadzie nie miał nawet sytuacji, nie stwarzał ich też kolegom, natomiast naharował się, potrafił znakomicie zagrać plecami do bramki rywali, utrzymać futbolówkę, dać się sfaulować.
Piszemy o nim więc w tytułowym kontekście tylko dlatego, że najprawdopodobniej jako jedyny piłkarz podstawowej jedenastki reprezentacji Polski stracił dziś ostatnią szansę na to, by jeszcze zagrać na mundialu. W tym gronie jest zdecydowanie najstarszy i choć doceniamy jego wciąż dobre przygotowanie fizyczne, to trudno wyobrazić sobie, by za cztery lata, gdy będzie dobijał do 42. urodzin, grał jeszcze z orzełkiem na piersi. Niewykluczone, że z kadrą pożegna się już w najbliższym czasie. Póki co tego nie potwierdza, ale wysyła pewne sygnały, o czym więcej pisaliśmy TUTAJ.
Inni mają to szczęście, że czas nie goni ich tak mocno. Grabara ma dziś 27 lat, Szymański i Kiwior 26, Cash 28, Zalewski dopiero 24, a Kamiński 23. Nawet Ci bardziej doświadczeni piłkarze, by wspomnieć tu choćby o Bednarku (29), Zielińskim (31) czy Świderskim (29), mogą jeszcze powetować sobie niepowodzenie z Solnej, walcząc o awans na kolejny mundial. Kadra tak czy siak do tego czasu pewnie się zmieni, bo w kolejce do grania czekają kolejni, a będą pewnie i tacy, którzy dopiero do tej kadry trafią. Ale dziesięciu gości z tej jedenastki wciąż może marzyć. Jeden… już chyba nie.
Lewandowski najpewniej stracił dziś ostatnią szansę. Niepowtarzalną, mogącą być dla niego piękną klamrą reprezentacyjnej przygody. Wielka szkoda, bo wiemy doskonale, jak bardzo upodobał sobie mistrzostwa świata. Gdy na tych poprzednich strzelał gola Arabii Saudyjskiej, wręcz nie mógł powstrzymać łez.
Na pożegnania (w tym przypadku takie z fanfarami) dopiero przyjdzie jeszcze czas. Może za tydzień, może za miesiąc, a może dopiero za rok czy dwa? Sami Lewandowskiemu butów na kołek odwieszać nie mamy zamiaru. To musi być jego przemyślana decyzja. Cieszy fakt, że nie podejmuje jej teraz pod wpływem emocji.

Przeczytaj również