Ta reprezentacja ma wygrać półfinał mundialu. "Dziś jest ich święto"
O reprezentacji Francji, tej złotej, z 1998 roku, ale tez walczącej właśnie o kolejny skalp na mistrzostwach świata - pisze Janusz Basałaj w kolejnym odcinku swojego mundialowego cyklu felietonów.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu. Na czas trwających mistrzostwa świata zamieniają się one w Mundialowe Kroniki. Bo przecież dziś wszyscy żyjemy tym, co dzieje się za oceanem.
Czy Francja znów to zrobi?
14 lipca 1998 rok. Wielka feta w całej Francji. Nie dość, że święto narodowe, wielka parada na Champs Elysees, to jeszcze ogólnonarodowa radość i satysfakcja, że zostało się mistrzem świata. Dwa dni wcześniej prezydent republiki Jacques Chirac oglądający finał na St. Denis, obleczony w koszulkę reprezentacji, Laurent Blanc całujący łysinę Fabiena Bartheza… I Thierry Rolland, legendarny komentator telewizji francuskiej, w przypływie szczerości i wzruszenia mówiący wprost: “O ku**a, jesteśmy mistrzami świata! Teraz mogę spokojnie umrzeć…”. Takie właśnie strzępki wspomnień pozostały mi do dziś. I tylko Didier Deschamps pozostał sobą. Wtedy, kapitan reprezentacji mistrzów świata, dziś selekcjoner półfinalistów mundialu. Najbardziej charyzmatyczny z ludzi francuskiego futbolu. Łączący poczucie wielkości z wielką pracą i pokorą. Ani jako piłkarz tak elegancki i skuteczny jak Michel Platini czy nawet Zinedine Zidane, ani też kostyczny i chłodny (na pozór…) jak trener mistrzów świata z 1998 roku, Aime Jacquet. Jest sobą, świadomy swej pracowitości i mający fantastyczny kontakt z najbardziej utalentowanymi graczami globu. I ten autorytet… Kto mu to zabierze? Był już mistrzem świata i Europy jako zawodnik, a i jako selekcjoner.
Swój półfinał rozgrywa już od kilku dni… Wypowiedzi o szacunku dla Hiszpanów, twierdzenia o tym, że ludzie Luisa de la Fuente są faworytami, że mają genialnych piłkarzy, to nie tylko narzucanie presji na rywali, ani też zdejmowanie napięcia ze swoich. Dede stara się być szczery i prawdomówny, bo to mu się opłaca. Nie oszukuje reprezentantów Francji, nie “bajeruje”, bo po co ma to robić, skoro ma tak doskonałych wykonawców do swoich boiskowych planów? 14 lipca to dla Francji data wyjątkowa i możemy być pewni, że reprezentacja “Les Bleus” zgodnie zaśpiewa Marsyliankę. Do dziś nad Sekwaną wspomina się niesmak, kiedy to w finałach 2010 mało kto chciał śpiewać hymn w reprezentacji Francji. Już w 2018 roku, po zwycięskim finale Mundialu w Rosji, Paul Pogba czy Antoine Griezmann zgodnie krzyczeli: “Vive la Republique! Vive la France!”. To się podobało nie tylko federacji, która od dawna próbuje, by w reprezentacji Francji było miejsce i dla chłopaków z Bretanii, Gaskonii i tych z przedmieść Paryża czy Lyonu. Dla Deschampsa to też niezwykle ważne. Bo sam najgłośniej śpiewał Marsyliankę w otoczeniu kolegów. Na mój gust fałszując przy tym niemiłosiernie…
Nie ukrywam, że dobrze i bardzo dobrze życzę Francuzom podczas tego mundialu. Bo oprócz niesamowitego talentu do futbolu pokazują na boisku żelazną konsekwencję, przemyślana taktykę i twórczy pomysł na każdy mecz. A poza tym kogokolwiek selekcjoner nie wpuści na plac gry, to ten pokazuje, że umie grać nie gorzej niż ci z pierwszej jedenastki.
Coś o Hiszpanii? Mocni są. Ale dziś jest święto narodowe Francji, więc nie tylko z tego powodu ekipa Kyliana Mbappe ma wygrać ten półfinał.