To powołanie Urbana naprawdę trudno zrozumieć. "Za nazwisko i zasługi"

Jan Urban odkrył karty. Poznaliśmy listę piłkarzy powołanych do reprezentacji Polski na nadchodzące baraże do mundialu. Kto może czuć się pominięty przez selekcjonera, a kogo trzeba określić mianem wygranego wyborów selekcjonera? Do obu kategorii dopasowaliśmy po kilka nazwisk.
Już w najbliższy czwartek reprezentacja Polski zmierzy się z Albanią w półfinale baraży do tegorocznych mistrzostw świata. Jeśli biało-czerwoni wygrają ten mecz, pięć dni później zagrają na wyjeździe w wielkim finale. Tam czekać będzie Ukraina lub Szwecja.
Teraz wiemy już, kto zjawi się na nadchodzącym zgrupowaniu naszej kadry. Jan Urban miał zapewne trochę dylematów, ale ostatecznie zadecydował, kogo chce mieć do dyspozycji. Niektórzy są pewnie teraz rozczarowani, bo liczyli na powołanie, a go nie dostali, ale są i tacy, którzy z różnych względów mogą czuć się wygrani. I to od nich zaczynamy.
Najwięksi wygrani
Oskar Pietuszewski
Czekał, czekał i się doczekał. Oskara Pietuszewskiego od przynajmniej kilku miesięcy wiele osób widziało w kadrze, ale Jan Urban był innego zdania. Tonował nastroje, uspokajał, momentami można było odnieść wręcz wrażenie, że umniejsza 17-latkowi. Teraz jednak w końcu go docenił i wysłał powołanie. Nie bez powodu. Młodziutki skrzydłowy robi prawdziwą furorę w słynnym FC Porto. Strzelał gola w każdym z trzech ostatnich meczów ligowych, a w tym czwartym zaliczył asystę. Brylował nawet w hitowym starciu z Benficą, gdy o jego umiejętnościach przekonać musiał się boleśnie mistrz świata, Nicolas Otamendi. Selekcjoner nie miał wyboru. Gdyby znów pominął Pietuszewskiego, zostałby zjedzony przez opinię publiczną. Jaką rolę w barażach może odegrać były piłkarz Jagiellonii? Dżoker? Piłkarz pierwszego składu? Oba te scenariusze wydają się rozsądne. Trzeba korzystać z chłopaka, który jest w tak niesamowitym gazie.
Kamil Grosicki
Wygrany, ale z innego powodu. O ile Pietuszewskiego umieszczamy w tym gronie, bo w końcu doczekał się powołania, o tyle Grosicki - co tu ukrywać - został umieszczony na liście selekcjonera głównie za nazwisko i dawne zasługi. Nie dość, że dopiero wyleczył uraz, to nawet przed kontuzją spisywał się po prostu bardzo słabo. Na gola czeka od listopada, asystę w 2026 roku zaliczył tylko jedną. Nie bronią go liczby, nie broni go od dłuższego czasu forma. Mimo to Urban uznał, że 37-latek zasłużył na kolejne już zaproszenie do kadry. Trudno to logicznie wytłumaczyć, ale takie już prawo selekcjonera.
Bartosz Bereszyński
Podobna historia. Rozumiemy, że Bereszyński to piłkarz doświadczony i uniwersalny, ale trudno mówić dziś pozytywnie o jego sportowym poziomie, skoro w Palermo przez ostatnie tygodnie częściej przesiaduje całe mecze na ławce niż łapie jakiekolwiek minuty. Więcej gra tam nawet Patryk Peda. A przypomnijmy - mowa nie o Serie A, tylko o Serie B. Najwidoczniej jednak forma miała w tym przypadku drugorzędne znaczenie, a selekcjoner po prostu uznał, że chce mieć do dyspozycji piłkarza, który w reprezentacji rozegrał już 59 meczów. Co za tym idzie - w razie konieczności udźwignie sporą presję związaną z walką o awans na wielki turniej. O ile w ogóle pojawi się na murawie, bo to mało prawdopodobne.
Najwięksi przegrani
Bartosz Nowak
Czy najlepszy obecnie piłkarz PKO BP Ekstraklasy mógł po cichu liczyć na powołanie? Z pewnością. Skoro w ostatnich miesiącach regularnie do kadry byli lub są zapraszani Bartosz Kapustka czy Kamil Grosicki, grający od dłuższego czasu przeciętnie, czasami nawet bardzo źle, to tym bardziej trzeba było brać pod uwagę Nowaka. Owszem, to dziś 32-latek, który gra “tylko” w polskiej lidze, a w kadrze jeszcze nigdy nie wystąpił, ale reprezentacja po prostu powinna być miejscem dla najlepszych piłkarzy. W najlepszej formie. A pomocnik GKS-u Katowice bawi się w tym sezonie. Strzelił już 12 goli, zanotował 12 asyst, praktycznie w każdym meczu zostawia po sobie jakieś konkrety. Ma znakomicie ułożoną nogę, wizję do gry kombinacyjnej, kapitalnie bije stałe fragmenty. Nawet jako alternatywa, piłkarz wchodzący na kilka czy kilkanaście minut, by wypełnić określone zadania, mógłby być w kadrze cenny.
Mateusz Żukowski i Karol Czubak
Wydawało się, że przy kontuzji Adama Buksy selekcjoner dorzuci do Lewandowskiego, Świderskiego oraz Piątka jeszcze jednego napastnika. Tak się jednak nie stało. Smakiem muszą obejść się m.in. Mateusz Żukowski czy Karol Czubak, którzy niemal do ostatnich minut przed ogłoszeniem listy byli wymieniani jako ci z szansami na powołanie. Jak jednak widać Urbana nie przekonało ani 14 goli, jakie strzelił w tym sezonie napastnik Motoru Lublin w Ekstraklasie, ani 11 bramek w 14 meczach, które zdobył na boiskach 2. Bundesligi pierwszy z wymienionych. Na świeżą krew w ataku biało-czerwonych musimy zatem poczekać.
Kacper Potulski
Jeszcze dziś w mediach krążyły informacje, że powołanie dostanie Kacper Potulski, co wydawało się jak najbardziej realne i uzasadnione. Wszak 18-letni środkowy obrońca w tym sezonie regularnie notuje występy w Bundeslidze i Lidze Konferencji, jest za nie chwalony, zbiera dobre recenzje, a interesować nim mają się już dużo większe kluby niż Mainz, które obecnie reprezentuje. Nic jednak z tego. Selekcjoner wolał postawić na tych defensorów, których widział już na swoich zgrupowaniach, nawet jeśli w ostatnim czasie grają oni mniej lub gorzej, by wspomnieć tu choćby o Bartoszu Bereszyńskim, mającym problemy z grą nawet na poziomie Serie B, czy szukającym formy Przemysławie Wiśniewskim.
