Totalny antyfutbol zmierza do Europy! Czegoś takiego nie widzieliście. Ich mecze to katorga

Totalny antyfutbol zmierza do Europy! Czegoś takiego nie widzieliście. Ich mecze to katorga
IPA / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 11:30
Teoretycznie w futbolu widzieliśmy już wszystko, ale dziwnym sposobem wciąż dajemy się zaskoczyć. Tym razem nie trzeba szukać w peryferiach piłkarskiego świata, ale w Hiszpanii. Z La Liga może wywodzić się najdziwniejszy pucharowicz, jakiego widziały ludzkie oczy.
We wszystkich pięciu najmocniejszych ligach Europy tylko 11 drużyn zdobyło mniej bramek. Większość z nich, bo aż osiem, zajmuje miejsca w strefach spadkowych. Trzy kolejne są w najlepszym razie średniakami. Nikt z tak skromnym dorobkiem strzeleckim nie walczy o puchary. Nikt, poza Getafe.
Dalsza część tekstu pod wideo
Podopieczni Jose Bordalasa mają na swoim koncie raptem 28 goli. W całej La Liga gorzej wypada wyłącznie Real Oviedo - outsider, niemal pewny spadkowicz. Ale! Nikt nie oddał mniejszej liczby strzałów, a także strzałów celnych. Przedostatnie w tych kwestiach Oviedo jest lepsze o kolejno 30 i 18 uderzeń. Nie istnieje powód, dla którego do końca sezonu Getafe miałoby przeskoczyć ligowych rywali.
Ekipa spod Madrytu trzyma się aktualnej koncepcji od kilku lat. Bordalas wrócił w 2023 roku, ale przecież już pierwsza kadencja - jeszcze lepsza pod względem średniej punktowej - była naznaczona czymś, co nosi wszystkie znamiona antyfutbolu. Bezkompromisowa defensywa, niemal zerowe zainteresowanie atakiem pozycyjnym i hołdowanie często brutalnej grze sprawiały problem większości hiszpańskiej ligi już w 2019 roku, kiedy udało się zająć piąte miejsce i awansować do ligi Europy.
Teraz "Azulones" walczą o osiągnięcie podobnego wyniku. Ich celem utrzymanie szóstej lokaty, która daje przepustkę do el. Ligi Konferencji. Na pięć kolejek przed końcem są równi punktowo z siódmą Celtą Vigo, ale ta złapała wyraźną zadyszkę, w pięciu ostatnich spotkaniach zdobyła raptem trzy punkty. Getafe natomiast w analogicznym okresie sięgnęło po dziewięć "oczek". Lepiej poradziły sobie jedynie Levante, Villarreal, Elche i oczywiście Barcelona.
Nie brakuje osób w pewnym sensie obrzydzonych taktyką narzuconą przez Bordalasa i takie podejście należy zrozumieć. Getafe stoi na zupełnie innym poziomie niż chociażby wyszydzany ostatnio Arsenal. Ma mniej piłkarskiej jakości, co nieco może rozgrzeszać pomysły sztabu trenerskiego, ale skala pozostaje przytłaczająca. Poza absurdalną liczbą strzałów warto zwrócić uwagę na największą liczbę żółtych kartek (ponad trzy na mecz!), a co za tym idzie największą liczbę fauli.
Z otwartej gry Getafe strzeliło 13 goli, w czym jest przedostatnie. Ze stałych fragmentów (nie wliczając karnych) zdobyło 11 bramek, w czym jest szóste. Podopieczni 62-letniego weterana są jedyną drużyną z posiadaniem piłki poniżej 40% - ich wynik to 38,2%. Oviedo, dla przykładu, przekracza 45%. Pozostaje słabe w ofensywie, ale przynajmniej stwarza pozory, że się stara. "Azulones" pozostają wyrachowani do granic, które sami przesuwają.
W poprzednim sezonie, nie tak udanym, jeśli chodzi o La Liga, drużyna dobiła do ćwierćfinału Pucharu Hiszpanii. To drodze pokonała prowincjonalną, trzecioligową Pontevedrę. Gola strzeliła już w drugiej minucie, co zwiastowało komfortową przeprawę. W pewnym sensie tak było, bo Getafe wróciło do ustawień fabrycznych i skończyło spotkanie mając... 16% posiadania piłki. To nie przeszkodziło zespołowi Bordalasa oddać tylko dwa strzały mniej niż rywale, a przede wszystkim dowieźć wynik i awansować do wspomnianego ćwierćfinału. Tam niczym pociąg przejechało Atletico Madryt.
Jeśli nie widzieliście spotkań Getafe, nie widzieliście wszystkiego, co ma piłka do zaoferowania. Z Realem Sociedad drużyna z Coliseum wygrała, chociaż nie oddała żadnego celnego strzału (według Opta pierwszy taki przypadek w ich historii) i miała tradycyjne dla siebie 34% posiadania piłki. Jedyna bramka padła po samobójczym trafieniu Jona Gorrotxategi. Ktoś powie, że fart, że drużynę za uszy ciągnie rewelacyjny Luis Milla, ale przecież jeśli szczęście zaczyna się powtarzać, to już nie jest tylko szczęście.
Wypada pogratulować Bordalasowi wyciśnięcia maksimum ze swoich zawodników. Niekoniecznie takiego limitu, o którym wszyscy mogą pomyśleć, ale jednak pozwalającego marzyć o kolejnym udziale w europejskich pucharach. Jeśli drużyna utrzyma szóstą pozycję, 62-latek z pewnością powalczy o miano najlepszego trenera w Hiszpanii. Wypada pamiętać, że zaskakujące wyniki osiąga z kadrą skonstruowaną za dwa złote i sznurek od snopowiązałki. Większość klubów La Liga ma podobne budżety, ale Getafe wydało raptem 1,7 mln euro na kwoty odstępnego. Oszczędniejsza była jedynie Sevilla zazdroszcząca majętności myszy kościelnej.
Nic dziwnego, że Bordalas doczekał się oficjalnego uznania przez mieszkańców Getafe za "swojego". Być może to skłoni trenera do zmiany zdania i przedłużenia wygasającej umowy. Bez Bordalasa Getafe nie jest tym samym miejscem. Bez Getafe Bordalas nie jest tym samym trenerem.

Dyskusja

Przeczytaj również