Transfery niewskazane, szatni Liverpoolu nie trzeba jeszcze wietrzyć. Klopp nie powinien patrzeć w przeszłość

Nadszedł moment, w którym trzeba zadać pytanie Juergenowi Kloppowi, jak zamierza przejść do następnego, post-mistrzowskiego etapu wielkiego Liverpoolu. Czy zbudował ekipę mogącą skutecznie konkurować o tytuł w kolejnym sezonie, a może potrzebuje wzmocnień i generalnego remontu w drużynie?
Sir Alex Ferguson w swojej książce “Być liderem” zauważa, że żywotność każdego zespołu jest ograniczona. To zazwyczaj trzy, w bardzo skrajnym wypadku cztery lata rywalizowania na najwyższych obrotach w jednakowym, niezmiennym składzie. Nawet w czasach wielkiego prosperity “Czerwonych Diabłów”, Szkot cały czas pracował nad odbudową ekipy, mimo że, teoretycznie, nie potrzebowała “wietrzenia szatni”. Przypisuje mu się zebranie pięciu różnych drużyn podczas 25-letniego pobytu w Manchesterze.
Nie licząc drobnych zakupów, takich jak Takumi Minamino, kadra Liverpoolu właściwie się nie zmienia i od września wejdzie w trzeci rok bez świeżej krwi wpuszczonej do organizmu. Wszystko bowiem wskazuje na to, że po odpuszczeniu Timo Wernera i na razie bez konkretnych ruchów w sprawie Thiago Alcantary (który może trafić do PSG), “The Reds” znów przejdą przez okno transferowe nie uszczuplając portfela.
Thiago wants to join Liverpool and Bayern expect around €30m. However, the English club has doubts over Thiago's age & whether he'd fit into the team. In addition, LFC are working within a limited budget, which is why they didn't sign Werner although Klopp wanted him [Kicker] pic.twitter.com/8xu4TviRNb— Bayern & Germany (@iMiaSanMia) July 22, 2020
Potęga zbudowana na lata?
Jeśli istnieje jakiś klub, który może sobie pozwolić na złamanie konwencjonalnej logiki legendarnego menedżera Manchesteru United, to jest nim właśnie team z Anfield. Dwa finały z rzędu w Lidze Mistrzów, w tym jeden wygrany. Zdobycie mistrzowskiego tytułu po raz pierwszy od 30 lat z rekordową, 23-punktową przewagą, przy zaledwie trzech ligowych porażkach. Przejście przez sezon praktycznie bez głębszego kryzysu i podtrzymywanie imponującego stylu. To wszystko wskazuje, że formuła Kloppa wcale się nie skończyła.
I owszem, byłoby cokolwiek dziwne, gdyby nagle zrezygnowano z systemowych zmian, poczynionych właśnie po przyjściu Niemca do drużyny. Sukces osiągnięto bowiem dzięki zastosowaniu zrównoważonego modelu przy strategicznej rekrutacji i przy stosunkowo niewielkich inwestycjach w porównaniu do największych rywali. Czy warto porzucić to wszystko i wejść z oboma Manchesterami, Chelsea czy nawet Tottenhamem w morderczy “wyścig zbrojeń”?
Wygląda na to, że Liverpool wciąż znajduje się w swoim pierwszym cyklu, a co za tym idzie, patrząc per analogiam na pracę Alexa Fergusona, ciągle nie dostarczył do składu swych wychowanków. A Szkot dokonał tego po sześciu latach od przejęciu sterów na Old Trafford.
Kto wie, może tak starannie budowani w rezerwach i drużynach młodzieżowych zawodnicy, jak Curtis Jones czy Harvey Elliott, będą czymś w rodzaju manchesterowskiej “Class ‘92”, czyli wspaniałej i zwycięskiej młodzieży z Davidem Beckhamem, Ryanem Giggsem i Paulem Scholesem na czele? Jeśli Klopp zdecyduje się na tak romantyczny wybieg, nie powinniśmy być zaskoczeni, jeśli i w tym roku, i w kolejnych latach, nie zobaczymy wielkich transferów do Liverpoolu.
Dwa kroki przed resztą
Jeśli Klopp faktycznie nie będzie widział potrzeby wydawania ogromnej gotówki, trzeba mu zaufać. To nadal nieugięty szkoleniowiec, u którego niebezpieczeństwo samozadowolenia praktycznie nie występuje. Nigdy nie spoczywa na laurach. Kiedy prowadząc Borussię Dortmund strącił z tronu Bayern Monachium w sezonie 2010/11, w kolejnym zawiesił sobie poprzeczkę jeszcze wyżej. Chciał obronić tytuł, nie zmieniając jednocześnie kręgosłupa drużyny. Poszedł na wojnę z tymi samymi generałami, Robertem Lewandowskim i Mario Goetze, i znów ją wygrał. Bo czuł, że w starym składzie nadal tkwią pokłady do autopoprawy.
Zero po stronie wydatków na nowych piłkarzy oznaczałaby drugie takie lato z rzędu, w którym Liverpool robi sobie przerwę od wzmocnień. A inni nie zamierzają spoglądać na mistrza, bo nie chcą znowu widzieć jego pleców kilka kolejek po starcie rozgrywek.
Manchester City wyciąga wnioski z zeszłego roku, kiedy zapłacił wysoką cenę za brak następcy Vincenta Kompany’ego. “Obywatele” są już na ostatniej prostej w negocjacjach w sprawie młodego środkowego obrońcy z Bournemouth, Nathana Ake. United z kolei robi wszystko, by wzmocnić siłę ognia i podpisać kontrakt z Jadonem Sancho.. A wygłodniała od braku transferów ekipa Chelsea rzuciła się do nadrabiania strat jeszcze przed ostatnimi kolejkami Premier League, kiedy to sprowadziła Timo Wernera, a wcześniej Hakima Ziyecha. Dopiero teraz rekompensują sobie sprzedaż Edena Hazarda i Alvaro Moraty. Wszyscy napinają świeżo wyrzeźbione bicepsy, Liverpool zaś zawierza sezon starym organom.
Transfery? Ale jakie?
Nie ma sensu wyważać otwartych drzwi, więc trzeba zadać sobie pytanie, czy “The Reds” w ogóle potrzebują wzmocnień i, ewentualnie, w jakich obszarach. Największe zagrożenie widać zwłaszcza w środku defensywy, gdzie, po pozbyciu się Dejana Lovrena (przeszedł do Zenitu za 12 mln euro), pozostanie trzech zawodników i w przypadku kontuzji któregokolwiek z nich, sytuacja stanie się napięta. A sezon będzie wyjątkowo intensywny. Mówi się o kupnie Aissy Mandiego z Betisu. Do tego nadal nierozwiązaną kwestią są backupy dla dwóch bocznych defensorów: Andy’ego Robertsona z lewej i Trenta Alexandra-Arnolda z prawej. Klopp nie może sobie pozwolić, by drugi rok z rzędu dziury w tych miejscach łatał 34-letni James Milner.
Klopp został zapytany o to, który transfer zrobił na nim największe wrażenie: "Trent. Nie musieliśmy go kupować, ale Pep Lijnders pokazał mi go i powiedział, że w akademii występuje on w pomocy, na boku obrony oraz na obu skrzydłach.
?https://t.co/2R4SIm8Gi7 pic.twitter.com/fx096vY14V— LFC.pl (@LFC_pl) April 7, 2020
Środek pomocy to dalej monolit, nawet po stracie Adama Lallany, który zawędrował do Brighton. Ciągle można liczyć na rezerwowych Alexa Oxlade’a-Chamberlaina, Naby’ego Keitę czy Xherdana Shaqiriego, o ile ten ostatni ostatecznie potwierdzi chęć kontynuowania pracy przy tym projekcie. Jeśli nie, to opcjami są powracający z wypożyczeń Marko Grujić i Harry Wilson. Mimo większej liczby kreatywnych pomocników w drugiej linii, to Manchester City stracił 20 punktów. Wniosek nasuwa się sam: a może to Pep Guardiola powinien zebrać więcej ciężko pracujących pomocników, aby złapać Liverpool?
Względny spokój panuje również w ataku. Trio Roberto Firmino, Sadio Mane i Mohamed Salah strzeliło ponad 250 goli pod wodzą Kloppa i nikt się nie zastanawia nad jego wymianą. Kwestią jest, jak rozdzielić minuty między Divocka Origiego, Minamino czy 17-letniego Harveya Elliotta, nieśmiało pukającego do drzwi pierwszej drużyny. Przed pandemią Liverpool miał spore obawy co do Pucharu Afryki w 2021 roku, przez który na cały miesiąc prawdopodobnie straciłby zarówno Salaha, jak i Mane, ale po decyzji o przełożeniu turnieju nie ma już powodu, aby sądzić, że wyborowi strzelcy nie mogą się dalej rozwijać.
Największe gwiazdy, czyli van Dijk, Salah, Mane i Firmino mają po 28-29 lat. Nie generuje to niepotrzebnego pośpiechu w poszukiwaniu alternatywy. Powoduje to natomiast pewnego rodzaju rozgoryczenie u przeciwników: cała czwórka może nawet jeszcze nie osiągnęła szczytu dyspozycji. Czy któryś z menedżerów na świecie myślałby teraz o odsunięciu ich od pierwszej jedenastki?
Dziewiczy triumf w Premier League nie przyszedł może w najlepszym momencie, gdy na świecie szalał wirus, a piłkarze nie mogli cieszyć się wraz z kibicami. Nie znaczy to jednak, że głód wygrywania i chęci poprawiania się nagle znikną. W rzeczywistości dziwne okoliczności związane z tytułem mogą uczynić ich tylko silniejszymi. A “Formuła Fergusona”? Klopp jest wystarczająco dojrzałym menedżerem, by zmierzyć się mądrościami ludzi z przeszłości. I napisać własny podręcznik idealnego prowadzenia drużyny piłkarskiej.