Trener w mocnej lidze zachwycony Polakiem. "To mój najlepszy, najważniejszy piłkarz"

Trener w mocnej lidze zachwycony Polakiem. "To mój najlepszy, najważniejszy piłkarz"
IMAGO / pressfocus
Radosław  - Przybysz
Radosław PrzybyszWczoraj · 12:00
W najbliższą sobotę 1.FC Koeln zmierzy się w prestiżowym meczu z Borussią Dortmund. Dla Jakuba Kamińskiego będzie to 27. z rzędu występ w pierwszym składzie Koeln na 27 meczów w tym sezonie. Trener Lukas Kwasniok w rozmowie z Meczyki.pl zachwyca się Polakiem i tłumaczy, dlaczego wystawia go na tak wielu różnych pozycjach.
W przyszłym tygodniu na kanale Meczyki na YouTube ukaże się reportaż z Kolonii. Podczas odwiedzin u Jakuba Kamińskiego sprawdziliśmy, co słychać u 27-krotnego reprezentanta Polski. Mieliśmy możliwość obejrzeć ośrodek i cały trening "Koziołków" i porozmawiać z ich trenerem, pochodzącym z Polski Lukasem Kwasniokiem.
Dalsza część tekstu pod wideo
Urodzony w Gliwicach, 44-letni szkoleniowiec objął Koeln już po awansie do Bundesligi i od początku pracy mocno postawił na Kamińskiego. Choć jest on tylko wypożyczony z Wolfsburga, to beniaminek ma w umowie opcję wykupienia go za 5,5 miliona euro i bez wątpienia z niej skorzysta. Nic dziwnego - Polak rozegrał w tym sezonie najwięcej minut w drużynie. Wychodził w pierwszym składzie na każdy z 24 meczów ligowych i na oba w Pucharze Niemiec.
- Kuba dużo trenuje i chce się rozwijać. Dużo fachowo rozmawiamy. Jest przedłużeniem mojej ręki na boisku. Rozumie czego oczekuję od niego, od drużyny i próbuje to przekazywać zawodnikom. To mój najważniejszy i najlepszy piłkarz. Jestem bardzo szczęśliwy, że dla nas gra - powiedział nam Kwasniok po treningu, na którym drużyna przygotowywała się do prestiżowego starcia z lokalnym rywalem, BVB.

Nie ma innego wyjścia

Wszystko wskazuje na to, że na to spotkanie "Kamyk" wróci na swoją nominalną pozycję, jednego z ofensywnych pomocników ustawionych za napastnikiem w systemie 3-4-2-1. To podobna taktyka do tej, w której gra reprezentacja Polski. To również było jednym z powodów, dla których 23-latek wybrał wypożyczenie właśnie do Kolonii. Jest jednak tak uniwersalnym i solidnym graczem, że trener w ostatnich tygodniach "rzuca" go po pozycjach. W tym sezonie były piłkarz Lecha grał już choćby na obu wahadłach, jako środkowy pomocnik, a w jednym meczu nawet jako środkowy napastnik. To nie do końca podoba się kibicom. Ich zdaniem Kwasniok w ten sposób marnuje ofensywny potencjał swojego czołowego zawodnika.
- Mnie też to wkurza. Chciałbym go widzieć zawsze na jednej pozycji, a grał już chyba na ośmiu. Grał już na szóstce, na ósemce, w ostatnim meczu na prawym wahadle, bo nominalni zawodnicy na tę pozycję byli kontuzjowani. Wiem, że to też nie jest takie łatwe dla niego, ale ja wiem, że on da sobie radę na każdej pozycji. Nam to doraźnie pomaga, ale dla niego to nie jest przyjemne. Dla mnie też nie, on o tym wie. Nie chcę tego robić, ale czasami nie mam innego wyjścia - wytłumaczył Kwasniok.
- Może nie widzę go w trójce obrońców, ale poza tym na każdej pozycji może grać, bo jest inteligentny. Wiem, że Polska go potrzebuje bardziej z przodu. My normalnie też, ale czekam aż inni gracze wrócą z kontuzji. Wtedy będzie grał wyżej - obiecał.
Jego początek pracy w zasłużonym klubie był bardzo pozytywny, ale ostatnio Koeln ma problemy z regularnym punktowaniem - z ostatnich sześciu meczów wygrało tylko jeden (1:0 z Wolfsburgiem). Według niemieckich mediów, Kwasniok dostał ultimatum - w najbliższych trzech meczach przed przerwą na kadrę musi zdobyć co najmniej cztery punkty. Istotne będą zwłaszcza dwa kolejne starcia po Borussii Dortmund, bo Kolonia zmierzy się z bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie - HSV i Borussią Moenchengladbach (derby).

Żona chce wrócić

Niewykluczone więc, że Kamiński po powrocie z baraży o mundial będzie miał nowego trenera. Na pewno by tego nie chciał, bo oznaczałoby to, że Koeln jest jeszcze dalekie od utrzymania. Ale również dlatego, że z Kwasniokiem świetnie się dogadują - nie tylko po polsku, ale i po śląsku. Obaj pochodzą przecież z Górnego Śląska. Byłego trenera SC Paderborn zapytałem, czy śledzi polską Ekstraklasę i czy chciałby kiedyś popracować w ojczyźnie.
- Trzeba uczciwie powiedzieć, że nie oglądam polskiej ligi. Ale innych też nie, bo nie mam czasu, taka jest prawda. Czas na oglądanie jest tylko wtedy, gdy się nie ma pracy. W ostatnich latach nie byłem bezrobotny i mam nadzieję, że tak zostanie - wyznał.
- A w przyszłości, kto wie. Jak mój język się jeszcze poprawi, to może pojawi się możliwość powrotu do Polski. Wiem, że Piast kiedyś był mistrzem, a teraz jest nie za wysoko... Jest Górnik, rozmawialiśmy kiedyś już z Lukasem Podolskim... Oczywiście trochę żartuję, ale kto wie, co będzie za rok, za pięć, za dziesięć. Polska się rozwija, nie tylko pod względem piłki. Moja żona zawsze mówi "chodź, wrócimy do Polski". Zobaczymy, może się uda.
Na razie przed nim walka o utrzymanie w Bundeslidze. I o ofensywne odblokowanie swojego czołowego gracza, który ostatniego z pięciu goli w tym sezonie strzelił pod koniec listopada. A w marcu na jego formę na pewno będzie liczył Jan Urban, u którego też jest pewniakiem. Więcej w przyszłym tygodniu w naszym materiale wideo prosto z Kolonii.

Dyskusja

Przeczytaj również