Trener Wisły Kraków zaskoczy. Nie grał od 2024 roku, teraz dostanie szansę
Wisła Kraków nie tylko zagwarantowała już sobie awans do Ekstraklasy, ale jest też pewna tego, że zajmie w bieżącym sezonie Betclic 1 Ligi pierwsze miejsce. To zatem idealna okazja, aby w dwóch ostatnich meczach przetestować tych, którzy grali w tym sezonie niewiele, a wciąż przy ich nazwiskach stawia się znaki zapytania w kontekście przyszłości.
W miniony piątek Wisła Kraków pokonała Chrobrego Głogów i mogła świętować powrót do Ekstraklasy po czterech latach spędzonych na jej zapleczu. Później dla “Białej Gwiazdy” dobrze ułożył się też mecz Śląska Wrocław, który jedynie zremisował z ŁKS-em, w efekcie tracąc jakiekolwiek szanse na wyprzedzenie w tym sezonie ekipy z Reymonta. Dziś wiemy zatem, że podopieczni Mariusza Jopa wygrają ligę. Dlatego ostatnie mecze sezonu szkoleniowiec Wisły może potraktować jak swego rodzaju poligon doświadczalny.
Latem “Białą Gwiazdę” bez wątpienia czekają liczne zmiany kadrowe. Część piłkarzy odejdzie, a będą to głównie gracze z wygasającymi kontraktami, niektórzy dostaną nowe umowy, spodziewać można się też niezbędnych wzmocnień przed startem rywalizacji w elicie. Piłkarska wiosna, choć ostatecznie zwieńczona przez Wisłę happy-endem, wyeksponowała bowiem wciąż liczne wyrwy w zespole.
Klub z Reymonta po sezonie stanie z pewnością przed szeregiem dylematów. Kogo pożegnać? Z kim przedłużyć umowę? Można prognozować, że z klubu odejdą tacy piłkarze jak Kamil Broda, Bartosz Jaroch, Joseph Colley, Bartosz Talar, Piotr Starzyński, Dawid Olejarka czy Ardit Nikaj. W tym gronie będzie też pewnie Marc Carbo, a pod dużym znakiem zapytania stoi przyszłość Antona Czyczkana czy Jordiego Sancheza.
Jeśli Mariusz Jop i jego współpracownicy mają jeszcze jakieś wątpliwości, pomóc w rozwiązaniu ich mogą dwie ostatnie kolejki. Wisła, co tu ukrywać, gra już o pietruszkę. W starciach z Polonią Warszawa i Pogonią Siedlce powinna pozwolić sobie na eksperymentalny skład. Dla kogo mogą być to szczególnie istotne spotkania?
Anton Czyczkan
Wisła po sezonie chce pożegnać Kamila Brodę, bo ten spadł w hierarchii bramkarzy na miejsce trzecie. W klubie zamelduje się zapewne nowy golkiper, który dołączy do Patryka Letkiewicza i… no właśnie. Być może także Antona Czyczkana. Chociaż Białorusin w bieżącym sezonie nie rozegrał żadnego meczu w pierwszej drużynie (ostatni w grudniu 2024), a jego kontrakt wygasa już 30 czerwca, to być może i tak pozostanie w klubie na dłużej.
Czyczkan w przeszłości udowodnił już, że kiedy dostaje szanse, zazwyczaj gra solidnie. Nie jest może szczególnie perspektywiczny, ale z godnością znosi brak gry, przywiązał się do klubu, może być dobrą opcją awaryjną. Wisła ponoć wciąż zastanawia się nad kwestią przedłużenia kontraktu Białorusina, a pomóc w podjęciu decyzji mogą dwa ostatnie spotkania sezonu. Mariusz Jop zapowiedział już nawet, że Czyczkan pojawi się na murawie. Być może będą to dla niego mecze o przyszłość pod Wawelem.
Jordi Sanchez
Nieco inny przypadek, wszak Jordi Sanchez gra ostatnio regularnie, ale i on wciąż ma coś do udowodnienia. Przyszedł do klubu w środku sezonu, początkowo był głównie zmiennikiem niezastąpionego Angela Rodado, potem przez kontuzję ominął kilka spotkań. W efekcie do tej pory rozegrał dla Wisły tylko 395 minut. Miał w tym czasie przebłyski, strzelił dwa gole, zaliczył też ważną asystę w Rzeszowie, ale widać, że to dość ograniczony piłkarsko zawodnik. Czy odpowiedni na Ekstraklasę? Kilka lat temu, jeszcze jako gracz Widzewa, wyglądał w niej nieźle. Potem jednak jego kariera wyraźnie wyhamowała. A Wisła za moment będzie musiała zdecydować. Pożegnać czy przedłużyć wygasający 30 czerwca kontrakt? Bardziej prawdopodobna wydaje się ta pierwsza opcja, choć kto wie. Jeśli Sanchez marzy o pozostaniu przy Reymonta, ma teraz dwie ostatnie okazje, by przekonać do siebie klub i trenera.
Ervin Omić
Omić, w przeciwieństwie do Czyczkana i Sancheza, ma dłuższy, bo wygasający dopiero latem 2027 roku kontrakt. Nie damy sobie jednak uciąć ręki, że w Wiśle zostanie, bo póki co jego związek z “Białą Gwiazdą” wygląda na bardzo skomplikowany. Były piłkarz akademii Juventusu i gracz solidnie ograny w austriackiej ekstraklasie miał być wielkim wzmocnieniem Wisły, potencjalnie nawet gwiazdą całej ligi. Przychodził już po starcie sezonu, można było spodziewać się, że będzie potrzebował trochę czasu na aklimatyzację, ale jego sytuacja nie uległa zmianie praktycznie przez całą kampanię 2025/26.
Omić nie wygryzł ani Jamesa Igbekeme, ani Kacpra Dudy, a więcej szans w środku pola dostawał też Marc Carbo. W efekcie były reprezentant austriackich młodzieżówek tylko jeden mecz Betclic 1 Ligi rozpoczynał w podstawowym składzie, łącznie spędzając na murawie 500 minut (z czego 270 w Pucharze Polski). Widać, że ma spory potencjał i ciekawe umiejętności, ale jego głównym problemem wydaje się mocna konkurencja.
Teraz Omić powinien wskoczyć do jedenastki na mecze z Polonią i Pogonią. Lepszej okazji, żeby przekonać do siebie trenera, nie będzie. Potem można zastanawiać się, co z Austriakiem zrobić.