Upadły gigant wraca do łask. Sprowadził legendę, a ta już strzela! Idą po awans

Upadły gigant wraca do łask. Sprowadził legendę, a ta już strzela! Idą po awans
IMAGO / pressfocus
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykDzisiaj · 19:00
Siedem mistrzostw kraju, pięć triumfów w DFB Pokal oraz jeden wygrany Puchar UEFA - FC Schalke 04 Gelsenkirchen to jedna z najbardziej utytułowanych niemieckich drużyn piłkarskich. Klub, którego siedziba mieści się w północnej części Zagłębia Ruhry, przez ostatnie lata był pogrążony w wielkim kryzysie, jednak ostatnio jego sytuacja wyraźnie się poprawiła. Nie dość, że jest liderem 2. Bundesligi, to jeszcze sprowadził legendarnego Edina Dżeko.
Gdy przeciętny kibic słyszy nazwę Schalke, to przed jego oczami najczęściej malują się dwa oblicza klubu z Gelsenkirchen. Pierwszym jest to z sezonu 2010/11, kiedy był on wicemistrzem Niemiec i podbijał Europę, mając w składzie takie gwiazdy jak Raul, Jefferson Farfan, Manuel Neuer czy młody Ivan Rakitić. “Die Koenigsblauen” dotarli aż do półfinału, a poza nimi w czwórce znaleźli się sami najsilniejsi - Real Madryt pod wodzą Jose Mourinho, FC Barcelona z Pepem Guardiolą na sterach i Manchester United prowadzony przez Sir Alexa Fergusona. To właśnie “Czerwone Diabły” kosztem Schalke awansowały do finału, demonstrując swoją potęgę w dwumeczu (2:0, 4:1). O wstydzie jednak nie było mowy, biorąc pod uwagę, że w poprzednich rundach zespół z Bundesligi upokarzał na boisku m.in. broniący tytułu Inter Mediolan (5:2) czy mający w składzie Hugo Llorisa i Yoanna Gourcuffa Olympique Lyon (3:0).
Dalsza część tekstu pod wideo
W 10. rocznicę tych sukcesów nad Veltins Areną zawisły czarne chmury. Na niemieckich boiskach Schalke nie liczyło się już w żadnej walce - nawet tej o utrzymanie. Sezon ligowy zakończyło na dnie tabeli, z 16 punktami i horrendalnym bilansem bramkowym -61. Dla porównania przedostatni Werder Brema nazbierał już 31 “oczek” - prawie dwa razy więcej. Właśnie to oblicze klubu jest drugim, który kibice wizualizują sobie najczęściej.

Kronika kryzysu: Złe transfery, COVID i Gazprom

Spadek z hukiem na drugi poziom rozgrywkowy był skutkiem wieloletnich zaniedbań finansowych, których pierwsze efekty można było zaobserwować jeszcze przed pandemią. Wyjątkowo często zdarzało się, że najbardziej kluczowi piłkarze Schalke odchodzili z klubu za darmo. W ten sposób Joel Matip trafił do Liverpoolu, Sead Kolasinac do Arsenalu, Max Meyer do Crystal Palace, a Alexander Nuebel i Leon Goretzka - do Bayernu Monachium.
Transfer ostatniego z wymienionych wzbudził największe kontrowersje. Pół roku przed oficjalnym odejściem do bawarskiego giganta Goretzka wychodził na boisko, czytając wymowne treści rozwieszonych na stadionie transparentów.
- Ani pieniądze, ani tytuły nie są warte więcej niż nasz klub! Kto tego nie docenia, może natychmiast wypi**dalać - taki przekaz skierowali do pomocnika wściekli kibice, którzy nie mogli się pogodzić z faktem, że ten odchodzi do lokalnego rywala.
Z transferami przychodzącymi wcale nie było lepiej. Gdy spojrzymy na listę 10 zawodników, którzy okazywali się dla klubu z Gelsenkirchen największymi inwestycjami w historii, zauważymy, że żaden z nich nie został później sprzedany z nadwyżką. I choć większość ruchów trudno było uznać za przepłacone w momencie ich przeprowadzania, to poziomem sportowym uchronili się tylko nieliczni. Ci zaś, którzy kosztowali najwięcej, okazali się największymi niewypałami - Breel Embolo nękały poważne kontuzje, Nabil Bentaleb miał więcej problemów dyscyplinarnych niż udanych występów, a Sebastian Rudy po niecałym roku spędzonym w klubie został odesłany na wypożyczenie do Hoffenheim, gdzie ostatecznie spędził całą resztę kariery.
Schalke 04
Transfermarkt
Samo zarządzanie finansami wyglądało w Schalke na tyle fatalnie, że klub wpadł w poważne tarapaty jeszcze przed pamiętnym sezonem 2020/21. Wcześniej, przez dwa lata z rzędu, rzutem na taśmę udawało mu się utrzymać w Bundeslidze. Pandemia po prostu przyspieszyła nieuniknione. Kolejnym ważnym i przełomowym dniem w historii klubu był 28 lutego 2022 roku - to wtedy bowiem, cztery dni po starcie rosyjskiej inwazji na Ukrainę, władze klubu podjęły decyzję o zakończeniu współpracy z Gazpromem, który był głównym sponsorem Schalke od 15 lat. Tym samym sytuacja finansowa klubu jeszcze bardziej się pogorszyła, bo stracił kluczowe źródło wpływów. Mimo to, do Bundesligi awansował ponownie już po roku przerwy, zostając najlepszą drużyną na drugim szczeblu rozgrywkowym.

Złudny awans i początek zmian

Radość z powrotu do elity nie potrwała długo, bo sezon 2022/23 udowodnił, że Schalke wciąż nie było drużyną nadającą się na ten poziom. Miało nieprzystosowaną do realiów Bundesligi i szytą wypożyczeniami kadrę, ale przede wszystkim wciąż walczyło z dużymi długami, co odbiło się na postawie sportowej. Po raz kolejny zaliczyło spadek do drugiej ligi, i choć tym razem zabrakło mu zaledwie trzech punktów do bezpiecznej strefy, to prognozy na przyszłość zdecydowanie nie były dobre.
Przez następne dwa sezony zespół z Gelsenkirchen ponownie musiał walczyć o ligowy byt. Kolejna relegacja mogła się skończyć katastrofalnie - nie dość, że klub po raz pierwszy w swojej historii musiałby grać w trzeciej lidze, to istnieje spora szansa, że malejące wpływy z praw telewizyjnych doprowadziłyby go do bankructwa. Koniec końców udało się na drugim szczeblu pozostać, lecz by utrzymać tendencję spadkową wysokości zadłużenia, kluczowe były regularne zyski z transferów. Duży zastrzyk gotówki dało lato 2024 roku i sprzedaż dwóch wychowanków - Assan Ouedraogo i Keke Topp przynieśli klubowi łącznie 12 milionów euro, zasilając odpowiednio RB Lipsk i Werder Brema.
Wyjątkowo istotna była zmiana na stanowisku dyrektora generalnego, a zarazem głowy zarządu Schalke. W styczniu 2024 roku został nim Mathias Tillmann, który otrzymał za zadanie przywrócić klubowi względną stabilność finansową przy umiejętnym wykorzystaniu dostępnych środków. Jego poprzednikowi, Berndowi Schroederowi, nie wyszło to najlepiej - jednym z głównych zarzutów wobec niego były kłopoty z pozyskaniem nowego, stałego sponsora koszulek. Tillmann zaś zaledwie po dwóch miesiącach pracy nawiązał współpracę z agencją marketingową, która pomogła klubowi w podpisaniu długoterminowej umowy z nowymi partnerami. Tym samym od dwóch lat stałym sponsorem na trykotach S04 jest Sun Minimeal.
Obecny prezes zarządu zatrudnił także do roli dyrektora sportowego Franka Baumanna - legendę Werderu Brema i 28-krotnego reprezentanta Niemiec. 50-latek podjął wiele dobrych i przemyślanych decyzji w kwestii budowy drużyny, począwszy od roszady na ławce trenerskiej. Tymczasowy szkoleniowiec Jakob Fimpel został zastąpiony przez Mirona Muslicia, człowieka znanego przede wszystkim z owocnych lat pracy w Cercle Brugge. To właśnie pod jego wodzą belgijski klub awansował do Ligi Konferencji 2024/25, gdzie w 1/8 finału wyeliminowała go Jagiellonia. W samym dwumeczu z “Jagą” Cercle jednak nie prowadził - drugą połowę poprzedniego sezonu spędził w Plymouth Argyle, które przejął po fatalnie radzącym sobie Wayne’ie Rooneyu. Przywrócił drużynę do walki o utrzymanie, ale ostatecznie go nie wywalczył, więc władze klubu zakończyły z nim współpracę.

Karius i Dżeko - nazwiska, które dają nadzieję

To, co charakteryzuje zespoły prowadzone przez Muslicia najbardziej, to gra na dużym ryzyku, z wykorzystaniem wysokiego pressingu. W kontekście Schalke okazało się to złotą formułą. Za nami już 19 kolejek sezonu, a “Die Koenigsblauen” są liderami tabeli drugiej Bundesligi z 39 punktami na koncie i dwoma “oczkami” przewagi nad drugim Darmstadtem. Bardzo wiele dobrego zrobiły tu oczywiście transfery - Nikola Katić i Hasan Kurucay są liderami defensywy, a potężne wrażenie w środku pola robi Soufiane El-Faouzi, czyli 23-latek wyciągnięty za grosze z trzecioligowej Alemannii Aachen.
Prawdziwy renesans formy przeżywa z kolei Loris Karius. Były bramkarz Liverpoolu zszedł na piłkarskie manowce po pamiętnym finale Ligi Mistrzów z sezonu 2017/18, jednak od dłuższego czasu można oberwować, jak odbudowuje się w drugiej lidze niemieckiej. Warto zaznaczyć, że zawodnikiem Schalke został po roku bez gry na profesjonalnym poziomie. Pod koniec tego okresu zmagał się z poważną kontuzją, co imponuje jeszcze bardziej, patrząc na jego obecną dyspozycję. 32-latek zachował już 10 czystych kont, czyli najwięcej spośród wszystkich golkiperów w lidze. Trudno wskazać innego piłkarza S04, który jest obecnie w lepszej formie.
Pion sportowy klubu nie spuszcza nogi z gazu. Zimowe okno transferowe jest na ten moment dla niego jeszcze bardziej udane. Wiele wskazuje na to, że do klubowej kasy wpłynie duża kwota za sprzedaż napastnika Moussy Sylli. Jak poinformował Florian Plettenberg, po Malijczyka zgłosiło się New York City FC, które zaoferowało aż siedem milionów euro. Z perspektywy Schalke to świetny ruch - nie dość, że wyjdą cztery i pół miliona na plus, to Sylla nie jest obecnie ani gwiazdą zespołu, ani ważnym ogniwem, którego nie można zastąpić. Ba, zastępstwo już jest, i to nie byle jakie, bo w zeszłym tygodniu nowym piłkarzem S04 został ogłoszony Edin Dżeko.

Sam chciał przyjść

Już na pierwszej konferencji prasowej Bośniak kupił sobie szacunek kibiców. Przyznał, że od zawsze chciał grać w Schalke i sam zainicjował transfer, odpuszczając bardziej dogodne oferty z innych klubów.
- Przyjechałem wczoraj wieczorem. W sumie zajęło to prawie trzy tygodnie, ponieważ wiele rzeczy musiało się ułożyć. Ale od pierwszego dnia byłem zdecydowany, chciałem tylko przyjechać do Schalke. Wiele osób mówiło, że oszalałem, ale ja tak tego nie postrzegam, jestem w pełni oddany nowemu klubowi. Z czasów spędzonych w Wolfsburgu wiem, jak niesamowite jest granie tutaj - powiedział.
- Rozmawiałem z Nikolą Katiciem, Mironem Musliciem i Seadem Kolasinacem, wszyscy mówili mi, żebym tu przyszedł. Z kolei Robin Gosens powiedział, że powinienem natychmiast podjąć tę decyzję i był bardzo pozytywnie nastawiony do tego pomysłu - dodał.
Poszło więc szybko i sprawnie, przy pomocy rodaków i kolegów z reprezentacji. Były snajper Manchesteru City, Romy i Interu zadebiutował w nowych barwach w ligowym meczu z Kaiserslautern (2:2). Zdobył nawet swoją pierwszą bramkę - do siatki trafił 20 minut po wejściu na boisko.
Poza Dżeko do Schalke dołączył także Dejan Ljubicić, czyli pomocnik, którego można kojarzyć z występów dla FC Koeln. Dla “Koziołków” był kluczowy, więc oczekiwania są duże także teraz. Szczególnie, że przyszedł z Dinama Zagrzeb za 750 tysięcy euro, co uznawane jest za kwotę wręcz promocyjną. Nic dziwnego więc, że kibice po transferach swojego klubu wiele sobie obiecują.
Schalke wreszcie staje się mocniejsze i wygląda na znacznie bardziej stabilny zespół niż kilka lat temu. Oczywiście do końca sezonu jeszcze mnóstwo czasu, ale sposób, w jaki władze klubu rozporządzają funduszami i budują drużynę, napawa optymizmem i podsyca nadzieje na kolejny powrót do Bundesligi. Długi kurczą się bardzo powoli, ale według oficjalnych raportów z roku na rok jest coraz lepiej - w pięć lat udało się zejść z 217 do 150 milionów euro, co można uznać za duży sukces. Malutkimi kroczkami, ale upadły gigant powoli ożywa.

Przeczytaj również