Urban po prostu musi powołać tę dwójkę. Kapitalna forma, a mamy tam braki

Urban po prostu musi powołać tę dwójkę. Kapitalna forma, a mamy tam braki
Tomasz Jastrzebowski / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 19:00
Jan Urban nie chce przejść w reprezentacji na ustawienie z czwórką obrońców dlatego, że - jak twierdzi - nie mamy klasowych lewych defensorów. Takie tłumaczenia możemy jednak powoli wkładać między bajki. W barwach Lecha Poznań coraz lepiej radzi sobie Michał Gurgul, a prawdziwą furorę w rewelacyjnym ostatnio Sabah Baku robi Tymoteusz Puchacz, który prowadzi swój klub do Ligi Mistrzów.
- Zmieniając na czwórkę z tyłu nie mamy takiego typowego lewego obrońcy, więc nie wiem, czy to by wyglądało lepiej, ale to zostanie w sferze dyskusji. Może znajdziemy takiego typowego lewego obrońcę. Jeśli będziemy do tego przekonani, wtedy nie widzę problemu - mówił Jan Urban na konferencji prasowej w maju tego roku.
Dalsza część tekstu pod wideo
Dyskusja dotycząca przejścia kadry na ustawienie z czwórką obrońców wraca jak bumerang. Zazwyczaj po kolejnych “popisach” defensywy, która - co tu ukrywać - od dawna nie jest mocną stroną biało-czerwonych. Ostatnie czyste konto drużyna pod wodzą Urbana zachowała ponad 10 miesięcy temu w meczu z Litwą. Potem gole traciła wręcz masowo. Nawet przeciwko słabiutkiej Malcie.
Na dobrą sprawę reprezentacja Polski nigdy nie ustabilizowała formy na dobrym poziomie, kiedy grała trójką środkowych obrońców i wahadłowymi. Dwa najlepsze pod względem wyników turnieje w XXI wieku - EURO 2016 i MŚ 2022 - rozgrywała właśnie w ustawieniu z czwórką z tyłu. Na odejściu od tego pomysłu sparzyli się już i Adam Nawałka (który zaczął eksperymentować po pamiętnej porażce z Danią), i Michał Probierz, i ostatnio Jan Urban. Paulo Sousa, choć był chwalony, też ostatecznie prochu nie wymyślił, odpadając w fazie grupowej mistrzostw Europy.
Może więc przeznaczeniem biało-czerwonych jest, nazwijmy to, klasyka. Matty Cash, nasz najlepszy prawy obrońca, w Aston Villi gra (i to od dłuższego czasu świetnie) właśnie w ustawieniu z czwórką w tyłach. Podobnie jak coraz bardziej zgrany duet z FC Porto (Jan Bednarek i Jakub Kiwior). Wystarczy dorzucić czwartego do brydża na lewą stronę. I tu właśnie selekcjoner woła wszem wobec - nie ma kogo!

Czas na Gurgula

Jeśli takie tłumaczenie jakiś czas temu można było poniekąd zrozumieć, bo faktycznie panowała pewna klęska urodzaju na tej pozycji, to obecnie wcale nie jest pod tym względem tak źle. Na myśl od razu przychodzą dwie postacie, które przy okazji nadchodzącego zgrupowania po prostu trzeba sprawdzić w boju. To Michał Gurgul i Tymoteusz Puchacz.
Dwaj wychowankowie Lecha Poznań mają po prostu bardzo dobry czas. Pierwszy z wymienionych nie jest już tym nieopierzonym młokosem z Bułgarskiej, tylko czołowym (najlepszym?) lewym obrońcą Ekstraklasy, sprawdzonym też w boju na europejskim gruncie. Za moment dobije do bariery 100 spotkań w barwach “Kolejorza” i niechybnie zbliża się do zagranicznego transferu. Już teraz portal Transfermarkt wycenia go na 4,5 mln euro.
- Jestem wielkim fanem tego, co się z nim stało od początku roku. Jego rola w rundzie wiosennej była bardzo niedoceniona. Lech idący po mistrzostwo zbiegł się z formą Gurgula - mówił całkiem niedawno na kanale Meczyki Damian Smyk.
Gurgula po prostu w kadrze sprawdzić trzeba. Czy idealny moment był w czerwcu, kiedy graliśmy towarzysko? Pewnie tak. Wtedy jednak, niestety, Urban nie widział zawodnika Lecha w swoich planach. Nadchodzi więc kolejna okazja w postaci maratonu meczów Ligi Narodów. Biało-czerwoni na przełomie września i października rozegrają aż cztery spotkania - po jednym ze Szwecją i Rumunią, ponadto dwa z Bośnią. Nie są to żadne ważne eliminacje, a zatem nie warto traktować tych starć tylko i wyłącznie jako grę o wynik.

Puchacz w formie życia?

Ustawienie z czwórką w tyłach przetestować warto tym bardziej, że Gurgul nie jest dziś “rodzynkiem” na lewej flance. Kto wie, czy jeszcze bardziej na szansę (kolejną) w kadrze nie zasłużył Tymoteusz Puchacz. Była z niego trochę szydera, gdy rok temu wędrował do Sabah Baku, rezygnując w ostatniej chwili z transferu do GKS-u Katowice, ale czas pokazał, że była to znakomita decyzja.
27-latek w sezonie 2025/26 znacząco przyczynił się do zdobycia mistrzostwa Azerbejdżanu i przerwania wieloletniej hegemonii Karabachu. Tego samego Karabachu, który w poprzedniej kampanii nie tylko awansował do Ligi Mistrzów, ale przedarł się w niej do fazy pucharowej, po drodze pokonując m.in. Benficę na Estadio da Luz.
Sabach pierwszy w swojej historii tytuł mistrzowski w zasadzie zdobyło w cuglach, wyprzedzając wspomniany Karabach aż o dziewięć punktów. Puchacz był jednym z najważniejszych zawodników drużyny, która miała w stawce i najlepszą defensywę, i najlepszą ofensywę. Co imponujące - Polak zaliczył 12 ligowych asyst w 28 meczach! Był pod tym względem najlepszym zawodnikiem rozgrywek.

Krok od Ligi Mistrzów

Z tonu nie spuszcza też na starcie kampanii 2026/27. Co prawda liga azerska dopiero wystartowała, ale Sabah od kilku tygodni zażarcie walczy o awans do Ligi Mistrzów. I jest na dobrej drodze, by swój cel osiągnąć. Wyeliminowało już walijskie TNS, fińskie KuPS i przede wszystkim duńskie Aarhus, pokonując je w dwumeczu aż 5:2. Nie trzeba chyba przypominać, kogo ten ostatni rywal wyrzucił za burtę rundę wcześniej.
Teraz mistrzowie Azerbejdżanu są w trakcie decydującego dwumeczu z Hapoelem Beer Szewa. Wyjazdowe starcie przegrali co prawda 1:2, ale u siebie są w stanie tę skromnę stratę odrobić, co robili już choćby, w imponującym stylu, podczas dwumeczu z Aarhus, gdy najpierw przegrali 1:2, a potem zwyciężyli aż 4:0. Puchacz ma zatem naprawdę spore szanse, by już za moment zagrać przeciwko najlepszym klubom Europy w Champions League. Co ważne - Polak miałby ogromny wkład w taki sukces. W tych eliminacjach zaliczył już cztery asysty. Nikt nie zgromadził ich więcej.
Wychowanek Lecha na występ w reprezentacji czeka od listopada 2024 roku. Rozegrał wtedy 27 minut w meczu Ligi Narodów ze Szkocją. Od Urbana żadnej szansy jeszcze nie dostał, co powinno zmienić się podczas wrześniowo-październikowego zgrupowania. Warto pamiętać, że Puchacz w kadrze potrafił notować już naprawdę dobre mecze i to nie przeciwko byle komu. Radził sobie z Hiszpanią na mistrzostwach Europy czy z Anglią w eliminacjach do mundialu.

Czas go powołać

- Nie chcę mówić, że czekam na telefon. To jest bez sensu. Jak trener obejrzy mecz i powie „kurde, dobry ten Puchacz, przyda mi się”, to mnie powoła. Jeśli uzna, że ktoś inny mu się przyda i widzi to inaczej, to powoła innego. To też jest piękno piłki, że wiele osób widzi ją w inny sposób. Czekam na to, co się będzie działo. Gram w piłkę i to daje mi niesamowitą satysfakcję - mówił ostatnio sam piłkarz w Kanale Sportowym.
Jeśli natomiast selekcjoner na najbliższe zgrupowanie znów nie powoła ani Gurgula, ani Puchacza, a temat ewentualnego przetestowania innej formacji porzuci w kąt, będziemy chyba mogli mówić już o podejściu pod tytułem “na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Urban nie lubi nacisków i presji, często woli iść pod prąd i pokazać swój upór, na czym czasami wychodzi gorzej, czasami lepiej, ale nawet to musi mieć swoje granice.

Przeczytaj również