Widzew się nie zatrzymuje. Kolejna bomba transferowa. "Zawodnik innej klasy"

Widzew się nie zatrzymuje. Kolejna bomba transferowa. "Zawodnik innej klasy"
brunocoelho / shutterstock
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 18:00
Widzew spróbuje z czwartym bramkarzem w tym sezonie. Przy okazji spróbuje z nazwiskiem najgłośniejszym, ale czy to wystarczy, aby uznać transfer Bartłomieja Drągowskiego za pozbawiony wad i zżymać się na jakiekolwiek kwestionowanie?
Robert Dobrzycki ma luźne podejście do pieniędzy przeznaczanych na Widzew. Dzięki temu działacze Łodzian mają dużą swobodę w testowaniu różnych koncepcji, często stojących ze sobą w pewnej sprzeczności. Drużyna bardziej ryzykuje brakiem zdobywanych punktów niż wyczerpaniem się źródła zaczynającego bieg w portfelu właściciela. Już teraz Widzew przeznaczył ponad 13 milionów euro na wzmocnienia, a przecież kwota ta będzie znacznie wyższa.
Dalsza część tekstu pod wideo
Mówi się choćby o transferze Emila Kornviga za przeszło trzy miliony (szczegóły TUTAJ), do tego należy też doliczyć Bartłomieja Drągowskiego, którego Panathinaikos nie puści za ładny uśmiech. Pod względem wydatków Widzew już zdominował Ekstraklasę, ale teraz zasadza się na sporą część Europy. W Czechach więcej wyłożyła tylko Slavia, na Ukrainie Szachtar, w Danii Kopenhaga, w Szwajcarii FC Basel, na Cyprze, a także w Austrii, Norwegii i Szwecji, nikt. Jednostkowe przypadki w ligach goniących Ekstraklasę w rankingu UEFA.
Szkopuł w tym, że rozliczenia z jakości kadra Widzewa nie wytrzymuje. Przynajmniej na ten moment zawodnicy nie dowożą wyników usprawiedliwiających skalę takich nakładów finansowych. Może się to oczywiście zmienić, Łodzianie mają młody zespół, odpowiednio poprowadzony ma szansę zaprocentować. Ale kilka błędów jest ewidentnych - jednym z nich obsada bramki. Sezon zaczynano z Rafałem Gikiewiczem, później z Maciejem Kikolskim, a także Veljko Iliciem. Żaden się nie sprawdził - Gikiewicza już w zespole nie ma, Kikolskiego zaraz nie będzie, zostanie wypożyczony, bo Ilić w tym sezonie zagrał dla dwóch klubów, więc kolejna zmiana barw nie ma sensu. W nowej rundzie między słupkami ma stać wspomniany Drągowski.
To trzeci transfer Widzewa na pozycję bramkarza. Sporo ich, nawet jeśli podejdziemy do tematu ze szkodliwym założeniem - Widzew może, bo go stać. Ja jednak bardziej skłaniam się ku stwierdzeniu, że każda pomyłka boli i celem powinno być ich unikanie, a nie powtarzanie, bo przecież konsekwencje wydają się żadne. Jaki sens porażki, jeśli nie wyciągnie się z niej żadnych wniosków?
Jednocześnie przyznać muszę, że na papierze Drągowski to zawodnik innej klasy niż cała trójka dotychczasowych golkiperów Łodzian. Nie ponosi mnie przy tym, że mowa o reprezentancie Polski. Nie jesteśmy w Australii, Nigerii albo Argentynie, żeby zachwycać się tym transferem ze względu na występy w kadrze, bo wszyscy wiemy, że nie były one najlepsze, a ponadto selekcjonerów krytykowano, gdy bramkarz Panathinaikosu otrzymywał powołanie. Krytyka brała się przede wszystkim z faktu, że Drągowski pozycję w Grecji stracił, natomiast w drużynie narodowej miał więcej podań w aut niż imponujących interwencji.
28-latek wraca do Polski, bo musi. Potrzebuje stabilizacji, podobnie jak jego nowa drużyna. W tym zakresie obie strony mogą sobie wydatnie pomóc. Widzew walczy przecież o utrzymanie, bo nawet jeśli strata do czołowej piątki wynosi tylko osiem punktów, no to strefa spadkowa widnieje znacznie bliżej, a przewaga nad GKS-em Katowice jest iluzoryczna. Drągowski natomiast niby wchodzi w najlepszy wiek dla bramkarza, ale cóż z niego, jeśli okres ten spędziłby w najlepszym razie na ławce rezerwowych? A taki los najpewniej czekałby go w drużynie Rafaela Beniteza. Kadrowicz rozegrał w tym sezonie raptem 14 spotkań, ostatnie jeszcze w listopadzie.
Należy przy tym pamiętać, że to zawodnik wciąż obdarzony określonym zestawem umiejętności. Wyciąganie wniosków wyłącznie na podstawie spotkań z Nową Zelandią i Maltą jest po prostu błędne. Analiza Macieja Skuchy wykazała, że "Drążek" ma spore kompetencje do rozgrywania piłki, czuje się nieźle przy średnich i długich podaniach, a za kadencji Igora Jovićevicia Widzew nie poświęca się całkowicie w rozpoczynaniu akcji od bramki.
Ponadto - nawet jeśli w tym sezonie popełnił kilka błędów w ustawieniu, co poskutkowało golem dla rywala - reprezentant Polski stracił niewiele więcej bramek niż powinien. WyScout podaje, że różnica wyniosła raptem -0,79, natomiast w poprzednich rozgrywkach Drągowski był 13,76... na plusie. Nie podejmuje też niepotrzebnego ryzyka i chociaż musi poprawić się przy dośrodkowaniach, co jest bolączką całej drużyny z centrum Polski, powinien wnieść sporo dobrego. Nie biję pokłonów, bo to zawodnik z przeszło setką meczów w Serie A i reprezentant kraju, ale doceniam, bo za dużym nazwiskiem idą tym razem mocne kompetencje. Tym razem wiele wskazuje na to, że Widzewowi może się udać.

Przeczytaj również