Wielki klub cmentarzyskiem trenerów. Kolejny zapomniał o złotej zasadzie

Wielki klub cmentarzyskiem trenerów. Kolejny zapomniał o złotej zasadzie
IMAGO / pressfocus
Radosław  - Przybysz
Radosław Przybysz04 Jan · 06:50
Trener odchodzi z Chelsea. Z innych wiadomości: śnieg jest biały, a zima zaskoczyła drogowców.
Enzo Maresca mógł się tego spodziewać. On chyba nawet sam tego chciał. Tak przynajmniej twierdzą będący najbliżej klubu dziennikarze, którzy jak zawsze o niczym nie wiedzieli, dopóki mleko nie wykipiało, ale po fakcie zalewają nas coraz to bardziej pikantnymi szczegółami na temat rozłamu, który dokonał się w Chelsea.
Dalsza część tekstu pod wideo
Wykipiało 1 stycznia, dwa dni po remisie z Bournemouth. To był kolejny rozczarowujący, niedojrzały występ niedojrzałej drużyny i kolejna strata punktów - już szósta w ostatnich siedmiu meczach. Od początku sezonu próbujący kontrolować mecze zespół stracił 20 punktów z pozycji prowadzącego. U siebie nie potrafił pokonać nie tylko Bournemouth, ale też Brighton, Crystal Palace czy Sunderlandu.
Można było mieć zarzuty do kwestii sportowych, ale to nie one były głównym powodem rozstania. Po ostatnim meczu (w trakcie którego kibice na niego buczeli i krzyczeli, że "nie ma pojęcia, co robi") Maresca w ogóle nie wyszedł na konferencję prasową, wysłał asystenta. To się prawie nie zdarza. Dwa tygodnie wcześniej - przed jedyną wygraną w grudniu z Evertonem - wyszedł, ale wypalił, że ma za sobą najgorsze 48 godzin, odkąd pracuje w Chelsea i że nie może liczyć na wsparcie. Nigdy nie wyjaśnił publicznie, o co i o kogo chodziło. Już wtedy można było jednak się spodziewać, czym to się skończy.
Dzisiaj czytamy, że wewnątrz klubu napięcie rosło od listopada. Maresca narzekał nie tylko na politykę transferową (za młody skład, niewielu doświadczonych liderów, brak klasowych stoperów), ale przede wszystkim ingerencję pionu sportowego w zarządzanie kadrą. Przy napiętym terminarzu szefowie oczekiwali od trenera większej rotacji, by uniknąć plagi kontuzji, które w ostatnich latach nawiedzały Chelsea. On był skupiony na wyniku, dlatego wystawiał jak najczęściej Reece'a Jamesa, Moisesa Caicedo czy Cole'a Palmera.
Te wyniki zapewnił - to mu trzeba oddać. Przynajmniej w kwestii gabloty, a to w Chelsea zawsze jest ważne. W lidze zespół robił powolne - zwłaszcza ostatnio - postępy, ale przecież wrócił do Ligi Mistrzów. Jednocześnie wygrał Ligę Konferencji. Latem wygrał Klubowe Mistrzostwa Świata. W tym sezonie pozostaje w grze o Puchar Ligi, Puchar Anglii i ma tylko trzy punkty straty do czwartego miejsca.
Może dlatego Maresca poczuł się za mocny. Może dlatego zapomniał, na co się umawiał, gdy podpisywał ten pięcioletni kontrakt. Ja pamiętam doskonale, jak przedstawiano go w klubie i prasie - to miał być trener na lata. Trener idealny do projektu, jakim za rządów Todda Boehly'ego i Clearlake Capital stała się Chelsea - projektu, który ma łączyć wyniki z promowaniem i zarabianiem na młodych talentach. Skala, w jakiej to robią, sprawia, że coraz częściej mówi się o nich jako o fliperach piłkarzami.
Maresca zdawał sobie z tego sprawę, ale urósł na tyle, że zaczął grać na siebie. Zmienił agenta na Jorge Mendesa. Poinformował klub o wstępnych rozmowach, które miał prowadzić z Juventusem i Manchesterem City. Gigant z Etihad ma go widzieć jako jednego z kandydatów na następcę Pepa Guardioli. Albo chciał odejść, albo chciał nowego kontraktu, zależy od interpretacji. Jak zauważył w swoim felietonie w Guardianie Jacob Steinberg, "Maresca zapomniał złotą zasadę Chelsea: to nie trener dyktuje warunki".
Bo w tym jednym amerykańscy właściciele na pewno kontynuują dzieło Romana Abramowicza. Rosyjski miliarder zmieniał trenerów jak rękawiczki w poszukiwaniu coraz lepszych wyników. "The Blues" nie mieli jednego trenera przez trzy lata od pierwszej kadencji Jose Mourinho. Następcy Abramowicza pod tym względem jeszcze przyspieszyli. Odkąd przejęli klub w 2022 roku, zmienili szkoleniowca już po raz szósty.
Flipowanie trenerami tym się różni od flipowania piłkarzami, że na odejściach tych pierwszych raczej się traci. Na razie finansowo, ale rozstanie z Marescą i zastąpienie go jeszcze bardziej niedoświadczonym Liamem Roseniorem w środku sezonu, tuż przed kolejnym nagromadzeniem spotkań, to duże ryzyko. To może być sezon na straty. Gaszenie pożaru z Włochem u steru byłoby jednak zapewne ryzykiem jeszcze większym.
Maresca wierzy, że latem ustawi się do niego kolejka chętnych klubów. Zobaczymy, czy nie przelicytował. Kolejka chętnych do pracy w Chelsea - takiej marce, z takimi możliwościami i ambicjami - też zawsze będzie długa. Muszą oni jednak pamiętać o złotej zasadzie. W tym klubie nie rządzi trener.

Dyskusja

Przeczytaj również