Wielki powrót do La Liga o krok! Czekają już 14 lat. Kiedyś bili Barcelonę 4:0

Wielki powrót do La Liga o krok! Czekają już 14 lat. Kiedyś bili Barcelonę 4:0
IMAGO / pressfocus
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykDzisiaj · 14:30
Cokolwiek nie sądzicie o kolejkach LaLiga i LaLiga2 w motywie retro, to jedno trzeba sobie powiedzieć jasno - przepięknie zgrały się one z aktualnym układem tabeli drugiej ligi hiszpańskiej. O awans do elity biją się bowiem trzy znane z dawnych lat ekipy, których nie widzieliśmy na najwyższym szczeblu przez naprawdę długi czas.
Dwa z nich - Malaga CF i Deportivo La Coruña - największe wspomnienia budzą z Ligą Mistrzów, odpowiednio u młodszych i nieco starszych kibiców. Oba jednak oglądają plecy liderującego Racingu Santander - klubu, który choć z europejskich występów nie słynie, to jest naprawdę ważną częścią historii hiszpańskiego futbolu.
Dalsza część tekstu pod wideo
5 kwietnia - wysoka porażka 2:6 ze średniakiem tabeli, FC Andorrą. 12 kwietnia - okazałe zwycięstwo 5:1 z bijącą się o awans Almerią. Nic nie jest w stanie lepiej opisać gry Racingu Santander w sezonie 2025/26. Historyczny klub, który w LaLiga ostatni raz grał w 2012 roku, wraca do łask w świetnym stylu - lata po tym, jak padł ofiarą hinduskiego inwestora-oszusta, którego działania doprowadziły do potężnego kryzysu.

Miodowe lata z polskim akcentem

Racing Santander jest jednym z zaledwie 10 klubów-założycieli LaLiga. Debiutował w najwyższej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii w 1928 roku, a 12 lat później zaliczył pierwszy spadek. Przez większość swojej historii lawirował między pierwszą a drugą ligą i raczej nie był klubem rzucającym się w oczy - w elicie pełnił co najwyżej rolę średniaka, bez większych aspiracji na górną połowę tabeli. Tak naprawdę przed startem XXI wieku jego jedynym sukcesem było wicemistrzostwo kraju z sezonu 1930/31, czyli wywalczone jeszcze przed drugą wojną światową. Ale już na początku lat dwutysięcznych zdarzały się imponujące zwycięstwa nad Barceloną (4:0 w 2001 roku i 3:0 w 2004) czy Realem Madryt (4:2 w 2000 i 2:0 w 2002).
W końcu przyszedł rok 2007, który zapoczątkował najlepszą erę. Ekipę Racingu objął wówczas Marcelino - człowiek, którego nazwisko dziś spokojnie można wpisać w czołówkę aktywnych hiszpańskich szkoleniowców. W tamtym momencie jego portfolio było jednak co najwyżej solidne. Miał za sobą jedynie dwa lata pracy w Sportingu Gijon oraz drugie tyle w Recreativo Huelva. Z drugim z tych klubów dopiero co udało mu się osiągnąć wynik ponad stan (ósme, najwyższe w historii klubu miejsce w LaLiga), więc mimo wszystko oczekiwania były spore.
A kto się wówczas przez Racing przewinął? Cóż, była to bez wątpienia kadra z potencjałem - rewelacyjny Nikola Zigić na szpicy, młody Ezequiel Garay w obronie, znany i lubiany Felipe Melo, a nawet Lionel Scaloni (co ciekawe będący wtedy boiskowym następcą innego znanego selekcjonera, który grał na prawej obronie w Racingu - Walida Regraguiego). Ekipa mocna, tylko trzeba było ją poskładać, co Marcelino zrobił kapitalnie. Już w pierwszym sezonie pracy wykręcił z Racingiem szóste miejsce w tabeli, a co za tym idzie, awansował z nim do Pucharu UEFA.
Hiszpańskie media rozpisywały się o największym sukcesie w dziejach klubu. Polscy kibice tymczasem liczyli na to, że swoją cegiełkę do tego sukcesu dołoży Euzebiusz Smolarek. Nasz rodak trafił do Racingu z Borussii Dortmund i bardzo liczono na to, że zastąpi Zigicia, który za 14 milionów euro przeszedł do Valencii. Nic bardziej mylnego - Ebi, choć miał wtedy kapitalny czas w reprezentacji (słynne mecze z Portugalią i Belgią w eliminacjach EURO 2008), na hiszpańskich boiskach zdecydowanie nie zachwycał. W 34 meczach LaLiga strzelił cztery gole. I tyle go w Santander widziano, bo później odszedł na wypożyczenie do Boltonu. Tak naprawdę jednym z jego najbardziej pamiętnych momentów w tym klubie okazał się debiut przeciwko FC Barcelonie, w którym wyleciał z boiska po 12 minutach z czerwoną kartką.
Definitywne odejście Polaka w 2009 roku nie nastąpiło w dobrej atmosferze. Ówczesny prezes klubu, Francisco Pernia, miał być zły na piłkarza po tym, jak ten stwierdził w mediach, że “Racing z nim w składzie był szósty w tabeli, a po jego wypożyczeniu do Boltonu spadł na 12. miejsce”.
- To są słowa, które wymagają wyjaśnienia przed kolegami. Ebi ma 28 lat i ma teraz pretensjonalne podejście do piłki. Zastanawia się, czy może jeszcze poprawić swoją grę, jest graczem pełnym kontrastów - przyznał na łamach AS.

Wielkie długi i puste obietnice

W rozgrywkach Pucharu UEFA 2008/09 Racing Santander nie rywalizował długo. Odpadł już na etapie fazy grupowej, w której zebrał pięć punktów w czterech meczach. O braku jego awansu dalej zadecydował tak naprawdę niekorzystny bilans bramkowy. Zabrakło mu zaledwie dwóch goli, by wyprzedzić w tabeli Paris Saint-Germain.
Całościowo za złoty okres klubu w XXI wieku uznaje się lata 2007-2010. Symbolem tej ery, nie licząc debiutanckiego sezonu Marcelino w lidze, bez dwóch zdań były dwie rewelacyjne kampanie w Pucharze Króla w sezonach 2007/08 i 2009/10. W obu edycjach drużynie udało się dotrzeć aż do półfinału. Później natomiast rozpoczęły się poważne problemy - w 2010 roku ujawniono, że Racing jest zadłużony na około 137 milionów euro. Ratunkiem miało być przybycie biznesmena z Indii, Ahsana Aliego Syeda, który obiecywał nie tylko spłatę zobowiązań, ale i stworzenie w Santander trzeciej piłkarskiej siły Hiszpanii.
Nie trzeba było czekać długi czas, by dojść do wniosku, że były to słowa rzucane na wiatr. Niecałe półtora roku władzy Syeda wystarczyło, by Racing spadł do drugiej ligi, zajmując ostatnie miejsce w tabeli. “Inwestor zbawca” nagle stał się “inwestorem zdrajcą”. Nie dość, że nie pomógł klubowi odbić się od dna, to sprawił, że ten zaczął tonąć głębiej. Co więcej, później wyszło na jaw, że Syed dokonywał wielkich oszustw finansowych na międzynarodową skalę. Wyłudzał miliony dolarów i euro z przekrętów związanych z prowizjami, a jego obszarem działań nie były tylko kluby piłkarskie. Celował także w pogrążonych w kryzysie przedsiębiorców z Australii czy Nowej Zelandii, którym próbował “pomóc” poprzez oferowanie niskooprocentowanych pożyczek. Spółka Western Gulf Advisory, przez którą działał, służyła jedynie do budowania wiarygodności - w praktyce wyglądało to tak, że obiecane pożyczki nigdy nie trafiały do klientów. Większość podmiotów po skorzystaniu z usług hinduskiego biznesmena najczęściej zaczynała mieć jeszcze większe problemy finansowe.
Racing był w tym gronie. Mimo że Ahsan Ali Syed ewakuował się już w 2013 roku, to pozostawiony przez niego klub znalazł się w ruinie. Był po dwóch spadkach z rzędu, a długi urosły do takich rozmiarów, że przestano wypłacać pensje zawodnikom. Ci, widząc, że sytuacja mimo upływu kilku miesięcy się nie zmienia, zaczęli odmawiać gry. Najgłośniej było o proteście ze stycznia 2014 roku, kiedy Racing miał podjąć Real Sociedad w rewanżu ćwierćfinałowego meczu Pucharu Króla. Piłkarze gospodarzy wyszli na boisko, ale po pierwszym gwizdku zebrali się w kole środkowym, podczas gdy ich rywale wymieniali podania na własnej połowie. Gdy piłka wyszła za linię boczną i nikt nie kwapił się do wznowienia gry, sędzia odbył krótką rozmowę z jednym z graczy Racingu, a następnie zakończył spotkanie. Real Sociedad wygrał walkowerem.
- W tej chwili czujemy zarazem smutek, jak i zadowolenie. To jednak wstyd, że musiało dojść do czegoś takiego. Pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Mam nadzieję, że wszystko się poukłada, bo po prostu chcemy wrócić do grania. Zrobiliśmy to dla dobra piłki nożnej, dla dobra miasta i dla całej Hiszpanii. Jest mnóstwo podobnych przypadków. My chcieliśmy dać przykład innym - zwierzał się po tej sytuacji mediom pomocnik drużyny z Santander, Javi Soria.

Wielki powrót na horyzoncie?

Przez następne kilka lat Racing błąkał się po niższych poziomach rozgrywkowych. Tym “magicznym”, z którego na dłuższą metę nie potrafił się wydostać, była trzecia liga. Od 2014 roku spędził w niej aż siedem sezonów, a każdy z pojedynczych awansów do Segunda Division kończył się natychmiastowym spadkiem sezon później. Trend ten zmienił się dopiero po 2022 roku. Racing na zapleczu hiszpańskiej elity pozostaje do dziś, a z biegiem czasu radzi sobie coraz lepiej. Jako beniaminek zakończył ligową kampanię na 12. miejscu w tabeli, w kolejnych dwóch latach zaś stał się odpowiednio siódmą i piątą siłą ligi. W trwającym obecnie sezonie 2025/26 ustawił sobie poprzeczkę jeszcze wyżej - na sześć kolejek przed końcem ligi okupuje bowiem fotel lidera, z czteropunktową przewagą nad Deportivo i Almerią.
Kolosalny wkład w tę przemianę ma obecny trener, Jose Alberto Lopez. 43-latek objął drużynę w grudniu 2022 roku i poukładał ją w taki sposób, że ta gra dziś bardzo ofensywny i atrakcyjny dla oka futbol. Jego styl porównuje się z tym, co w Manchesterze City zaimplementował Pep Guardiola - z tą różnicą, że Racing jest na boisku bardziej agresywny, a jego piłkarze nie muszą trzymać się sztywnych struktur.
- To styl gry atrakcyjny dla kibica. Chcemy być odważni zarówno w fazie ataku, jak i obrony. W fazie ofensywnej koncentrujemy się na relacjach i interakcjach między zawodnikami. Zresztą jesteśmy drużyną z największą liczbą krótkich podań w lidze. Wszystkie te modele gry pozycyjnej, które stały się trendem, są bardzo wartościowe, ale jednocześnie mają tendencję do „przywiązywania” zawodników do określonych pozycji na boisku - stwierdził szkoleniowiec w zeszłorocznym wywiadzie dla Total Football Analysis.
- My robimy to zupełnie inaczej. Skracamy odległości między zawodnikami i organizujemy ich w sposób zapewniający stałe wsparcie w różnych sektorach boiska. Gracze pełnią rolę łączników między liniami, dzięki czemu ich działania nie są izolowane i wynikają z gry kombinacyjnej. Tworzymy przewagi liczebne i pozycyjne, co pozwala progresować akcję, utrzymywać ciągłość posiadania i generować wysoką liczbę sytuacji bramkowych - wyjaśnił.
Taki system okazał się być świetny dla kilku ofensywnych zawodników, którzy pod batutą Alberto rozwinęli skrzydła i otworzyli sobie furtkę do większych klubów. Przed dwoma laty gwiazdą i objawieniem zespołu został Peque Fernandez, którego za cztery miliony euro wykupiła Sevilla. Obecnie zaś łatka odkrycia sezonu przypadła ekwadorskiemu napastnikowi, Jeremy’emu Arevalo. 21-latek odszedł już zimą, bowiem bardzo zainteresowany jego usługami był Stuttgart, który zapłacił Racingowi siedem i pół miliona euro za transfer. To piąta najdroższa sprzedaż w historii klubu. A dziś, kogo w tej drużynie można wyróżnić najbardziej? Oczywiście ofensywny duet Inigo Vicente - Andres Martin. Pierwszy z wymienionych walczy o tytuł króla asyst, drugi o koronę króla strzelców. Sumując ich statystyki, zanotowali aż 27 goli i 25 ostatnich podań.
Ewentualny powrót Racingu Santander na boiska LaLiga może okazać się ogromnym powiewem świeżości. Nie tylko dlatego, że drużyny tej nie widzieliśmy w hiszpańskiej elicie od 14 lat, ale i przez to, że może ona ubarwić ligę swoim stylem gry. Po awans pędzi klub o naprawdę zasłużonej marce i ciekawej historii, który dziś pokazuje światu zupełnie nowe oblicze.

Dyskusja

Przeczytaj również