Wielka zmiana w Realu Madryt? W tle dwa potężne nazwiska. "Nawiązali kontakt"

Wielka zmiana w Realu Madryt? W tle dwa potężne nazwiska. "Nawiązali kontakt"
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 08:39
Florentino Perez pozostaje prezesem Realu Madryt nieprzerwanie od 2009 roku. Potencjalnie może się to zmienić już za parę tygodni. Enrique Riquelme podjął się próby zdetronizowania jednego z najpotężniejszych działaczy w historii futbolu.
12 maja Florentino Perez zorganizował konferencję prasową, która będzie wspominana jeszcze przez długie lata. Jego wystąpienie w dużej mierze opierało się na krytyce mediów i dementowaniu rewelacji kolportowanych przez dziennikarzy ABC. Ważnym punktem przemówienia było też ogłoszenie przedwczesnych wyborów na stanowisko prezesa. Obecna kadencja mogłaby potrwać do 2029 roku, ale 79-latek podkreślił, że skoro inni uważają, że w Realu jest źle, to niech staną z nim w szranki.
Dalsza część tekstu pod wideo
- Niech ujawni się ten pan, który rozmawia z firmami energetycznymi i najwyraźniej chce startować w wyborach. Ten z południowoamerykańskim akcentem. Może to akcent meksykański - powiedział wówczas Perez.
Nieco kpiące słowa sternika “Królewskich” były skierowane pod adresem Enrique Riquelme. To właśnie on został wywołany do odpowiedzi i w pewien sposób zaproszony do walki o stołek. Słowa Florentino spotkały się z błyskawiczną reakcją. W miniony weekend 37-letni inwestor oficjalnie zgłosił kandydaturę w wyborach. Już 7 czerwca socios Realu będą mogli stawić się w lokalu wyborczym, postawić krzyżyk przy wybranym kandydacie i wrzucić głos do urny. Czegoś takiego na Santiago Bernabeu nie było od 20 lat.

Moc energii

Kim jest Enrique Riquelme? Przyszedł na świat w Alicante jako członek bardzo majętnej rodziny. W młodym wieku wyruszył do Ameryki Południowej, gdzie najpierw założył firmę fotowoltaiczną Grupo Sol. Następnie prowadzone przez niego podmioty brały udział m.in. w rozbudowie Kanału Panamskiego oraz projektach budowlanych związanych z organizacją mundialu w Brazylii. W 2014 roku stworzył markę Cox Group, która zajęła się działalnością energetyczną ze źródeł odnawialnych. W kolejnych latach dorobił się na tym fortuny, wpływy firmy obejmują obecnie m.in. Hiszpanię, Chile, Ekwador, Kolumbię, Maroko, RPA czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. W ubiegłym roku powiększył swoje portfolio, kupując Iberdrola Mexico za prawie 3,5 mld euro. Od 2024 roku Cox funkcjonuje na giełdzie, a prezes jest właścicielem 75% akcji. Według danych El Mundo majątek netto 37-latka wynosi 460 mln euro. Magazyn Forbes nadał mu przydomek “Król Słońce” nawiązujący do czasów Ludwika XIV.
Riquelme jest też obecny w świecie sportu. Cox Group od lat pozostaje jednym ze sponsorów prestiżowych wyścigów NASCAR oraz akademii Rafaela Nadala. Pięć lat temu inwestor zgłosił zaś chęć walki o stanowisko prezesa Realu Madryt. Już wtedy podkreślał, że czasy Florentino Pereza, chociaż obfitujące w sukcesy i trofea, powinny dobiec końca.
- Czy to teraz, czy w przyszłości, chciałbym zostać prezesem Realu Madryt. Uważam, że możliwość wykorzystania wiedzy i współpraca z wysoko wykwalifikowanym zarządem, a nie grupą przyjaciół, przeniosłyby klub na wyższy poziom. Jeśli w ciągu najbliższych lat klub nie dokona większej profesjonalizacji w zakresie zarządzania, pojawią się pewne problemy. Praca nad globalizacją marki nie polega tylko na podróżowaniu po Stanach Zjednoczonych. Santiago Bernabeu położył podwaliny pod Real Madryt, bez wątpienia to najlepszy prezes w historii klubu. Florentino Perez zbudował projekt Real 2.0, również zrobił bardzo wiele dla tej instytucji. Ale teraz Real potrzebuje zmian - mówił w 2021 roku na łamach El Confidencial.

Kiełbasa wyborcza

W 2021 roku “pan z meksykańskim akcentem” nie zdążył dopiąć formalności i odpuścił. W pięciu wyborach z rzędu Perez wygrywał, nie mając ani jednego kontrkandydata. Ostatnie, w których zaistniała jakakolwiek konkurencja, miały miejsce w 2006 roku. Wtedy z wynikiem ponad 90% głosów triumfował Ramon Calderon, a jako ciekawostkę można dodać, że członkiem zarządu poprzedniego prezesa był ojciec Riquelme. Pomogło mu to w spełnieniu jednego z podpunktów, które wymagane są od kandydata na prezesa. Od ponad 20 lat jest on socio “Los Blancos”, zatem spełnia kryteria dotyczące stażu w klubie.
Inny i znacznie trudniejszy warunek to konieczność przedstawienia gwarancji bankowej na poziomie 15% budżetu klubu. W hiszpańskich mediach podano, że pięć lat temu to właśnie kwestie finansowe uniemożliwiły Riquelme rzucenie wyzwania Perezowi. Wyciągnął on wnioski i wykorzystał ostatnie lata na pomnażanie majątku. Dzięki temu przedstawił gwarancję w wysokości 190 mln euro i oficjalnie zgłosił swoją kandydaturę. O konieczności zmiany opowiedział w liście otwartym, który opublikowała Marca, a także inne źródła.
- Szanowny Prezesie, przede wszystkim chciałbym wyrazić szacunek i wdzięczność za wszystko, czego dokonał Pan w Realu w ostatnich latach. Pod Pańskimi rządami Real nie tylko świętował tytuły i zdominował światową piłkę, ale też umocnił swoją niezależność, prestiż instytucjonalny i pozycję najbardziej podziwianego podmiotu sportowego. Właśnie ze względu na ogromny szacunek, na jaki zasługuje Pańska postać, pozwalam sobie napisać te słowa z Meksyku, gdzie przebywam obecnie z powodów zawodowych i gdzie dowiedziałem się o możliwości rychłego zwołania wyborów na stanowisko prezesa. W pełni rozumiem, że każda podjęta przez Pana decyzja jest podyktowana miłością do Realu i chęcią ochrony tej instytucji - napisał Riquelme.
- Po prawie 20 latach bez partycypacyjnego procesu wyborczego członkowie naszego klubu zasługują na czas i debatę o przyszłości. Czas na dyskusję o tym, jak zachować wartości, który zapewniły tej instytucji nieśmiertelność, czyli charakter, elegancja, szacunek dla przeciwnika, jedność i ambicja, aby pozostać światowym punktem odniesienia w sporcie. Z tego powodu wyrażam pełną gotowość do podjęcia w najbliższych dniach wspólnego dialogu, co zachęci i umożliwi Madridismo wzięcie udziału w kształtowaniu przyszłości. Aby uniknąć insynuacji, które mogłyby odwrócić uwagę od ostatecznego celu, chciałbym jasno podkreślić, że spełniam wszystkie wymogi niezbędne, aby zgłosić kandydaturę. Prawdziwie wieczne instytucje to te, które potrafią łączyć doświadczenie z innowacją, przeszłość i przyszłość, dziedzictwo i ciągłość. Niewiele instytucji na świecie wiąże się z tak historyczną odpowiedzialnością, jak Real Madryt - dodał.
Riquelme pracuje już nad kształtem potencjalnego zarządu. Dziennik AS informował, że jego członkami mieliby być m.in. David Mesonero, dyrektor firmy energetycznej Iberdrola, Angel Martin, właściciel renomowanych klinik chirurgii estetycznej oraz Damaso Quintana, prezes Cunext, hiszpańskiej grupy przemysłowej zajmującej się obróbką surowców. Mówimy o bajecznie bogatych inwestorach, których nazwiska mogą jednak nie mówić wiele przeciętnemu Kowalskiemu czy Garcii. Konkurent Pereza wie, że głosy zdobywa się w inny sposób.
Na łamach El Confidencial podano, że Riquelme chce oprzeć kandydaturę na dwóch potężnych nazwiskach, w tym przypadku filarach sportowych. Mieliby to być Juergen Klopp i Erling Haaland. Według doniesień przedstawiciele biznesmena nawiązali już kontakt z otoczeniem legendarnego trenera oraz napastnika Manchesteru City. 37-latek chce, aby kibice stanęli przed konkretnym wyborem - Real z Mourinho i Mbappe czy z Kloppem i Haalandem. Ewentualne odpowiedzi mogłyby nie być najbardziej korzystne dla następcy Arbeloi i obecnej “dziesiątki” z Bernabeu.

W opozycji siła

Łatwo zrozumieć zamysł Riquelme, ale problem polega na wiarygodności. Aby fani mogli uwierzyć w ambitne plany, musieliby dostać jakiś konkret. Dla przykładu, Klopp i Haaland zwołują dziennikarzy, po czym mówią: “Tak, jesteśmy dogadani z Enrique, to idealny materiał na prezesa Realu. Jeśli pokona Pereza, dzień później stawiamy się w Valdebebas”. Coś takiego nigdy się nie wydarzy. To nierealne. A tym samym nawet najbardziej intrygujące obietnice pozostają jedynie w sferze domysłów.
Przypomina to nieco niedawne wybory w FC Barcelonie. Victor Font miał tę przewagę w porównaniu z Riquelme, że prowadził kampanię przez wiele miesięcy. Kontrował błędy Joana Laporty, zyskał poparcie Xaviego, podkreślał konieczność odbudowania przez klub relacji z Leo Messim. Jego wysłannicy też odbyli spotkanie z agentami Haalanda, co miało być zwiastunem potencjalnego transferu. I czym te wszystkie działania się skończyły? Deklasacją. Laporta zmiażdżył Fonta, dostając ponad 68% głosów.
Riquelme znalazł się w jeszcze gorszym położeniu, ponieważ nie miał tyle czasu, co Font w Barcelonie. Sam przyznał, że początkowo jego kampania wyborcza miała ruszyć na pełnych obrotach w 2028 roku. Przedwczesne zwołanie wyborów sprawiło, że dostał niecały miesiąc na załatwienie formalności, gwarancji bankowych, poręczeń etc., a także próbę przekonania socios. Wygląda to trochę tak, jakby Perez intencjonalnie zmusił rywala do pośpiechu, wiedząc, że nie ma on szans. A tym samym obniżył jego wartość w oczach kibiców przed następnymi wyborami, kiedy groźba detronizacji byłaby bardziej realna.
Kolejnym problemem Riquelme jest jego aktywność. W 2021 roku zasygnalizował chęć startu w wyborach, po czym praktycznie zniknął z mediów sportowych na pięć lat. W tym czasie oczywiście zajmował się swoją firmą, odnosił z nią ogromne sukcesy, zarobił kwoty, od których może zakręcić się w głowie. Ale liczba zer na jego koncie nie obchodzi zwykłego kibica. Wszyscy w świecie piłki znają Pereza, jego poglądy, przekonania, a Riquelme dla większości jest postacią nieco anonimową. Co zrozumiałe, ostatnio zaczął udzielać większej liczby wywiadów, ale wydaje się, że to wciąż za mało. Aby myśleć o pokonaniu Florentino, powinien wyskakiwać z ekranów, być w możliwie każdej stacji, rozgłośni radiowej. Agitować na własną korzyść poprzez próbę zdominowania przekazu medialnego.
- Na miejscu Riquelme skorzystałbym z każdego mikrofonu, z jakiego się da. Tak, aby każdy mnie zobaczył. On bardzo ostrożnie podchodzi do kwestii publicznych wystąpień. Może zbyt ostrożnie - przyznał Juanma Castano, dziennikarz stacji Cope.
Czy Riquelme ma szanse na wygranie wyborów? Jeśli już, to mikroskopijne. Wybory wstępnie zaplanowano na 7 czerwca, więc naprawdę trudno spodziewać się, aby tak krótki okres wystarczył do budowy i przedstawienia konkurencyjnego projektu. Nadchodzące głosowanie raczej można potraktować jako badanie nastrojów, na zasadzie, ilu kibiców zagłosuje na Pereza, a ilu przeciwko. Może taki wybór jest lepszy niż żaden.

Przeczytaj również