Wisła Kraków sprowadziła kozaka. "Gość z innego piłkarskiego świata"

Nie jest najbardziej widowiskowy, nie strzela goli, póki co nawet nie notuje asyst. A mimo to zachwyca kibiców Wisły Kraków swoją grą. Twardą, nieustępliwą, dojrzałą, pełną jakości. Raoul Giger rozkręcał się już jesienią, ale na wiosnę to po prostu najlepszy piłkarz w ekipie prowadzonej przez Mariusza Jopa.
Gdyby w drugiej kolejce bieżącego sezonu poważnej kontuzji kolana nie nabawił się Bartosz Jaroch, dziś Raoul Giger nie byłby piłkarzem krakowskiej Wisły. Nieszczęście tego pierwszego, wyłączonego z gry na długie miesiące, sprawiło natomiast, że klub musiał poszukać nowego prawego obrońcy.
Warto było poczekać
Ostatecznie, choć dopiero po kilku tygodniach, padło właśnie na 27-letniego Szwajcara. Trzeba przyznać, że “Biała Gwiazda” nie tylko wypatrzyła na rynku ciekawą opcję, ale też wykazała się sporą cierpliwością. Nie próbowała łatać dziury jak najszybciej i byle jak. Wolała poczekać nieco dłużej, ale sprowadzić piłkarza o odpowiedniej jakości. I dziś zbiera owoce takiego podejścia.
Giger przychodził do drużyny w defensywie mocno przetrzebionej kontuzjami (oprócz Jarocha od początku sezonu pauzował też m.in. grający na drugiej stronie obrony Rafał Mikulec), ale wcale nie mógł liczyć na to, że z miejsca wskoczy do podstawowej jedenastki. Kilka tygodni wcześniej Wisła sprowadziła bowiem Juliana Lelievelda, a on zaliczył naprawdę mocne wejście do drużyny.
Prowadzący zespół Mariusz Jop szybko dostrzegł jednak, że Giger nie może marnować się na ławce. Mając do dyspozycji w zasadzie trzech bocznych obrońców, licząc obie flanki, rotować zaczął na tej lewej, czasami stawiając tam na Jakuba Krzyżanowskiego, a czasami przesuwając z drugiej strony wspomnianego Lelievelda. Tymczasem Szwajcar absolutnie zabetonował miejsce na prawej stronie defensywy.
Od kiedy wskoczył do podstawowego składu, a miało to miejsce w 11. kolejce podczas meczu z Polonią Bytom, gra praktycznie od deski do deski. Tylko raz nie wyszedł na ligowe spotkanie w pierwszej jedenastce, ale nawet wówczas zameldował się na murawie już w przerwie. Poza tym, w zasadzie co mecz przebywał na placu gry od początku do końca.
Stara szkoła
Giger niejako uosabia bocznego obrońcę z dawnej epoki. Nie jest typem ofensywnego wahadłowego, który teoretycznie broni, ale więcej daje z przodu. On imponuje przede wszystkim bliżej własnej bramki. Jest silny, szybki, dobrze się ustawia, wygrywa większość pojedynków. Dla rywali próbujących przedzierać się pod bramkę “Białej Gwiazdy” taki piłkarz to prawdziwe utrapienie.
Nie jest oczywiście nieomylny, czego przykład zobaczyliśmy w miniony weekend, gdy to po jego stracie rywale zapoczątkowali akcję przed golem na 2:1, ale takie wpadki zdarzają mu się od wielkiego dzwonu. Podczas starcia z Miedzią sam wiedział chyba, że trochę zawiódł, dlatego szybko przystąpił do procesu rehabilitacji. To on znakomicie dośrodkował na głowę Jordiego Sancheza, Hiszpan trafił w słupek, po czym do pustej bramki futbolówkę dobił Angel Rodado, zapewniając drużynie zwycięstwo.
Trochę szkoda, że już ten pierwszy strzał nie znalazł drogi do siatki, bo Giger miałby swoją pierwszą asystę w barwach Wisły. Liczb faktycznie mu brakuje. Po rozegraniu 17 spotkań i spędzeniu na murawie 1364 minut nie ma na koncie ani gola, ani decydującego podania przy bramce któregoś z kolegów. W teorii trener czy kibice mogliby na to narzekać, ale w rzeczywistości doceniają Szwajcara za jego inne walory. Szczególnie wiosną, gdy wskoczył on na bardzo wysokie obroty i zdaniem wielu jest najlepszym zawodnikiem “Białej Gwiazdy”.
- Raoul Giger. Niezmiennie najlepszy zawodnik Wisły na wiosnę. To jest po prostu gość z innego piłkarskiego świata. Szybkość, siła, niesamowita pewność w obronie, do tego świetne dośrodkowania. Transfer sezonu w 1 lidze - pisze na X Karol Michalak.
Nie wziął się znikąd
W zasadzie trudno dziwić się, że Giger w pierwszoligowych realiach jest piłkarzem aż tak dobrym. Nie pojawił się przecież znikąd, bo w dwóch poprzednich sezonach bardzo regularnie grał w szwajcarskiej ekstraklasie. Był podstawowym zawodnikiem Lausanne, czyli piątej drużyny kampanii 2024/25. Wywalczył z nią przepustkę do gry w eliminacjach Ligi Konferencji. Niedługo po transferze do Wisły mógł obserwować, jak jego koledzy wyrzucają za burtę Besiktas i meldują się w fazie ligowej wspomnianych rozgrywek, później - po drodze do fazy play-off, z której już odpadli - pokonując też m.in. Fiorentinę.
Giger podpisał z Wisłą kontrakt do końca sezonu, ale na szczęście dla “Białej Gwiazdy” posiada on opcję przedłużenia. Najprawdopodobniej Szwajcar będzie kontynuował przygodę z krakowskim klubem już w Ekstraklasie, bo tylko jakiś kataklizm mógłby odebrać podopiecznym Jopa awans do elity. A tam 28-latek powinien bez problemu sobie poradzić. O ile drużyna na pewno zostanie odpowiednio wzmocniona, akurat o prawą stronę defensywy nie powinna się szczególnie martwić.