Właściciel klubu Premier League kompletnie oszalał. "Główny szkodnik"
Evangelos Marinakis, czyli właściciel Nottingham Forest, nigdy nie przyzna się, że to on wysadził piekarnię sędziego w Grecji. Nigdy też nie powie, że zatrudnienie czwartego trenera w sezonie to coś surrealistycznego, bo w piłce od zawsze kierował się emocjami i najgorzej na tym nie wychodził. Grecki szaleniec ostatnio znowu podpala media. To on bije właśnie niechlubny rekord Premier League.
Teoretycznie ten sezon nie jest jeszcze pogrzebany. Forest pierwszy raz od 30 lat grają w europejskich pucharach, a w kalendarzu mają spotkanie z Fenerbahce. Marinakis zdążył już zapunktować u fanów, bo obiecał, że pokryje im koszty podróży do Turcji. W tle cały czas trwa jedna szopka z rotacją trenerów. W historii ligi zdarzały się kluby, które w trakcie jednego sezonu posiłkowały się czterema szkoleniowcami, ale przynajmniej jeden z nich był tymczasowy. Nottingham Forest idzie o krok dalej. Portugalczyk Vitor Pereira został ich czwartym stałym szkoleniowcem w tych rozgrywkach.
Fotel katapultowy
Dla Marinakisa nie jest to nic nadzwyczajnego, bo już w Olympiakosie ekstremalnie żonglował ludźmi. Dziewięciu jego trenerów nie przetrwało nawet pół roku. Największą cierpliwość miał do Pedro Martinsa, któremu pozwolił pracować cztery lata. Prawda jest jednak taka, że to pieniądze Marinakisa pozwoliły Olympiakosowi zostać hegemonem greckiej piłki, a potem wygrać Ligę Konferencji. Fani Forest też nie mogą narzekać, ponieważ ich wzrost ewidentnie połączony jest z rządami greckiego magnata. Z drugiej strony - chaos w klubie staje się tak duży, że prędzej czy później może skończyć się katastrofą. Winę za stan ponosi wyłącznie właściciel.
Chronologia zamieszania wygląda następująco: Forest rok temu przeżywali wspaniałe chwile, kiedy Nuno Espirito Santo zbudował jedność w zespole. Był czas, że liczyli się nawet w walce o grę w lidze Mistrzów. Na początku sezonu 25/26 Portugalczyk posprzeczał się jednak z właścicielem i odszedł. Jego następca Ange Postecoglou wytrwał zalewie 39 dni. Potem nastąpił zwrot ku pragmatycznemu Seanowi Dyche’owi, ale Anglik przepracował ciut ponad cztery miesiące. Został zwolniony po meczu, w którym Forest oddali 35 strzałów, a i tak zremisowali bezbramkowo z najgorszą drużyną w lidze. Marinakis nie wytrzymał i znowu wsadził trenera na fotel katapultowy. Następnie z premedytacją wcisnął czerwony przycisk.
Zła spirala
Mamy więc typową opowieść o człowieku, który bohatersko rozwiązuje problemy, które sam tworzy. Marinakis rządzi żelazną ręką i kipiącymi emocjami, ale w głębi duszy pewnie sam już wie, że nigdy nie powinien dopuścić do rozstania z Nuno Espirito Santo. Portugalczyk wydawał się idealnie skrojony pod Forest. Świetnie radził sobie w lidze, awansował do Ligi Europy, dotarł dotarł też do półfinału Pucharu Anglii. Marinakis w tym momencie walczy, by tuszować swoje błędne decyzje, ale im mocniej wiruje w tym szale, tym większą krzywdę sobie wyrządza. Paradoksem jest to, że Sean Dyche jeszcze w styczniu był nominowany do nagrody trenera miesiąca w Premier League. W lutym nie ma go już na planszy.
Marinakis mimo swojego szaleństwa ciągle pozostaje popularny wśród fanów. Gdy przejmował klub w 2017 roku, ten był bardzo bliski spadku do League Two. Nikt nie zakładał wtedy, że pięć lat później Nottingham Forest po dwóch dekadach czekania wróci do Premier League. Klub z City Ground dwa razy wygrał kiedyś Puchar Europy i kocha wzdychać do wielkich chwil. Marinakis pasuje do tego miejsca pod tym względem, że nie boi się głośno wypowiadać swoich marzeń i ma wizję powrotu do tej wielkości. Tatuaż na jego lewym ramieniu brzmi: “Marz, Kochaj, Twórz, Walcz, Przetrwaj, Wygrywaj”. To nie tylko motto - to styl życia. On sam mówi: “Nie chcę uczyć się z porażek, chcę po prostu wygrywać”.
Greckie wesele
Jego lista “odpałów” w Grecji jest już legendarna. To on w 2018 roku po słabszej serii zespołu powiedział: “Powinienem życzyć wam dobrych wakacji, ale wolę żebyście się utopili”. Innym razem krzyczał, że jego zawodnicy nie nadają się do tego, by być papierem toaletowym w ośrodku treningowym. Co jakiś czas jego nazwisko było wplątywane w ustawianie meczów i handel narkotykami, ale Grek i tak zawsze wypływał na powierzchnię. Jako telewizyjny magnat i boss ogromnej floty statków w Pireusie kontroluje ogromne przepływy pieniędzy. Zna też wszystkich najważniejszych ludzi w Grecji i może robić, co mu się podoba. Ten styl przeniósł na Anglię, gdzie zdarzało mu się schodzić na boisko i splunąć pod buty arbitra.
W ostatnim czasie nie można odmówić mu inwestycji. Słynne było lato 2022, kiedy wydał więcej pieniędzy na transfery niż Forest przez całe swoje istnienie (157 lat). Przebił wtedy Real Madryt i Barcelonę, a trener Steve Cooper łapał się za głowę, bo drzwi obrotowe w klubie praktycznie cały czas były w ruchu. Od tamtego czasu w Nottingham było pięciu różnych dyrektorów komunikacji. Jeden z nich pracował tylko siedem tygodni. Zmieniają się też dyrektorzy sportowi i ludzie w skautingu. Wydawało się, że oazą spokoju będzie Brazylijczyk Edu wyciągnięty z Arsenalu. Ten jednak zarządza globalną siatką klubów Marinakisa (ma jeszcze Rio Ave), więc na razie pozostaje nietknięty. Nikt jednak nie ma wątpliwości, że żonglerka właściciela wkrótce dotknie i jego.
Główny szkodnik
Marinakis miał już kiedy sezon, kiedy ściskał dłoń czterem trenerom. Działo się w czasie batalii o Ligę Konferencji. Olympiakos w lutym zatrudnił Jose Luisa Mendilibara, a ten posprzątał bałagan i pazernie poszedł po puchar. Marinakis lubi tego typu odważne decyzje, bo to jeszcze bardziej utwierdza go w przekonaniu bycia władcą swojego imperium. Jego fotel, na którym często pokazuje go realizator transmisji czasami wygląda jak tron. Grek z podwiniętymi rękawami i w przepoconej koszuli mógłby jak Cezar w Koloseum machać kciukami w dół albo w górę, strącając tym samym głowy trenerów. Tak zresztą często widzą go angielskie media.
Vitor Pereira, który podpisał z Forest umowę na półtora roku, będzie dziewiątym trenerem klubu od 2017 roku. W tym momencie nie ma w Anglii bardziej chybotliwej posady i nie ma też bardziej szalonego właściciela. Jeśli klub z miasta Robin Hooda spadnie ostatecznie z ligi, nie będzie to wina ani Pereiry, a ani też Dyche’a czy Postecoglou. Głównym winowajcą będzie Marinakis, który sam sobie zafundował ten cyrk.