To czarny koń mundialu? Wracają po 16 latach, ogrywają kolejne potęgi

To czarny koń mundialu? Wracają po 16 latach, ogrywają kolejne potęgi
Fitria Ramli / shutterstock
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 20:30
Kontynuujemy nasz cykl, w którym dzień po dniu analizujemy każdą grupę nadchodzących mistrzostw świata. Kto tym razem może uchodzić za najmocniejszy zespół w stawce? Dla kogo awans to obowiązek? W jakiej drużyny widzimy kandydata do szybkiego pożegnania się z czempionatem?
Przypomnijmy - codziennie, aż do 9 czerwca, będziemy brać pod lupę jedną grupę. Następnie, 10 czerwca, na dzień przed startem mundialu, opublikujemy także ogólny ranking sił, wskazując najmocniejsze zespoły całych mistrzostw i faworytów do zdobycia złota. W międzyczasie pojawi się oczywiście również wiele innych artykułów związanych z nadchodzącym mundialem. Bądźcie z nami.
Dalsza część tekstu pod wideo
Tym razem czas na grupę D. Niezwykle ciekawą, bo składającą się z przedstawicieli czterech różnych kontynentów. A przy tym naprawdę wyrównaną. Zaczynamy od naszym zdaniem najsłabszej ekipy, kończymy na tej najlepszej.

4. Australia

Cztery lata temu Australia niespodziewanie podczas katarskiego mundialu dotarła aż do 1/8 finału, w grupie wyprzedzając Tunezję i Danię. Teraz będzie pewnie miała apetyt na przynajmniej podobny wynik, ale nie leci za ocean jako faworyt swojej grupy. Wręcz przeciwnie - wydaje się, że w tym gronie ma mimo wszystko najmniej piłkarskiej jakości. Przez eliminacje w strefie azjatyckiej, gdzie występuje od dłuższego czasu, przedarła się bez większych problemów, trzecią Arabię Saudyjską wyprzedzając o sześć punktów, ale zmagania kończąc za Japonią. O dziwo z tymi w teorii najmocniejszymi rywalami Australijczycy radzili sobie bardzo dobrze. Problemem okazały się wpadki w rywalizacjach z Bahrajnem czy Indonezją. Od roku podopieczni Tony’ego Popovicia grają już tylko sparingi. Z różnym skutkiem. W ostatnim, sprzed kilku dni, przegrali 0:1 z Meksykiem, ale w marcu odnieśli dwa zwycięstwa - z Kamerunem (1:0) i Curacao (5:1).
Selekcjonerem Australii od września 2024 roku jest Tony Popovic, który niegdyś jako piłkarz zaliczył z tą kadrą epizod na mundialu 2006 w Niemczech, a teraz solidnie radzi sobie w nowej roli. Póki co w 17 spotkaniach wykręcił średnią 1,94 punktu na mecz. Co ciekawe - nie przegrał jeszcze żadnego starcia o stawkę. Do dyspozycji nie ma może gwiazdozbioru, ale przynajmniej kilku piłkarzy na co dzień solidnie radzi sobie w europejskich klubach. Jordan Bos to etatowy lewy obrońca Feyenoordu, w Serie A regularnie grają Alessandro Circati (Parma) i Cristian Volpato (Sassuolo), jest też ekipa z Anglii - Mohamed Toure (Norwich), Nestory Irankunda (Watford) czy Harry Soutar (Leicester). No i nieśmiertelny, mający w kadrze już 104 występy, Matthew Ryan między słupkami.

3. Paragwaj

W pierwszej połowie XXI wieku Paragwaj regularnie meldował się na mistrzostwach świata, zazwyczaj wychodząc nawet z grupy. Potem jednak przyszedł gorszy okres, który na szczęścia dla “La Albirroja” dobiegł końca. Powracają oni w szeregi uczestników mundialu po 16 latach i bez wątpienia nie będą chcieli być tylko tłem dla swoich rywali. Tym bardziej, że trafili do grupy bez gigantów. W eliminacjach Paragwajczycy radzili sobie naprawdę bardzo dobrze. Co prawda zajęli szóste miejsce, ostatnie premiowane bezpośrednim awansem, ale zgromadzili tyle samo punktów co ulokowane wyżej reprezentacje Brazylii, Urugwaju i Kolumbii. A takie postawienie się ekipom pełnym gwiazd już o czymś świadczy. Ostatnie sparingi? Słodko-gorzkie. Były zwycięstwa z Grecją czy Meksykiem, ale i porażki z USA (które teraz trafia do tej samej grupy), Koreą Południową czy Marokiem.
Wyjątkowo dobrą robotę z 40. aktualnie reprezentacją rankingu FIFA wykonuje jej 63-letni selekcjoner, Gustavo Alvaro. Były sternik Ekwadoru czy Kostaryki przejął Paragwaj w sierpniu 2024 roku, już w trakcie eliminacji do mundialu. I momentalnie wyprowadził drużynę na prostą. W kolejnych 12 meczach jego podopieczni przegrali tylko raz - na wyjeździe z Brazylią. U siebie już ją jednak pokonali, podobnie zresztą jak Argentynę i Urugwaj. Minęły co prawda czasy Roque Santa Cruza, Nelsona Valdeza czy Oscara Cardozo, ale Paragwaj doczekał się pokolenia nowych gwiazd. Diego Gomez świetnie radzi sobie w Brighton, Julio Enciso w Strasbourgu, a Omar Alderete w Sunderlandzie. Jest też choćby Miguel Almiron, kiedyś gracz Newcastle, a obecnie Atlanty United.

2. Turcja

Aż trudno w to uwierzyć, ale Turcja powraca na mistrzostwa świata po 24 latach. W ostatnim czasie, jeśli widywaliśmy ją na wielkich turniejach, to jedynie podczas EURO. Tam, przede wszystkim w 2024 roku, potrafiła pokazać kawał dobrego futbolu. Nie tylko wyszła z grupy, ale w 1/8 finału pokonała wtedy bardzo chwaloną Austrię, a potem długo stawiała się też naszpikowanej gwiazdami Holandii. W eliminacjach do nadchodzącego czempionatu także radziła sobie solidnie, pomijając wyjazdową klęską z Hiszpanią (0:6), do której ostatecznie straciła trzy punkty. “Gwiazdy Półksiężyca” musiały przedzierać się przez baraże, ale na drodze nie stanęła im ani Rumunia, ani Kosowo.
Selekcjonerem Turków wciąż jest Vincenzo Montella, który za moment zaliczy swój drugi wielki turniej z tym zespołem. Nie ma tu więc mowy o żadnej budowie czy rewolucji. Za ocean rusza zgrany, znający automatyzmy, naszpikowany gwiazdami zespół. Te najgorętsze postacie to oczywiście Arda Guller (Real Madryt), Kenan Yildiz (Juventus) i Hakan Calhanoglu (Inter), ale tam naprawdę roi się od znakomitych piłkarzy.

1. USA

Jeden z trzech gospodarzy nadchodzącej imprezy. Oczekiwania z miejsca wędrują więc kolosalnie w górę, ale czy “Jankesi” je udźwigną? Udziału w eliminacjach oczywiście brać nie musieli, o punkty ostatnio grali rok temu, gdy podczas Gold Cup dotarli do ostatecznie przegranego finału z Meksykiem. Potem rywalizowali już jedynie towarzysko. Od września 2025 roku do teraz zdążyli rozegrać dziewięć sparingów. Wygrali pięć z nich (Japonia, Australia, Paragwaj, Urugwaj, Senegal), raz zremisowali (Ekwador), a trzykrotnie dali się pokonać (Korea Południowa, Belgia, Portugalia).
Bywało więc różnie, ale ostatnio podopieczni Mauricio Pochettino wlali w serca kibiców trochę optymizmu. Dosłownie dwa dni temu rozegrali bardzo dobry mecz przeciwko Senegalowi. Wygrali 3:2, po długim czasie w kadrze przełamał się jej kluczowy piłkarz - Christian Pulisić, który do gola dorzucił też asystę. Bramki zdobywali też znani z gry w mocnych klubach Folarin Balogun i Serginio Dest. Mauricio Pochettino, a więc bardzo uznany szkoleniowiec, który funkcję selekcjonera pełni od września 2024 roku, ma w kim wybierać. To nie tylko wspomniane już gwiazdy, ale też choćby Weston McKennie (Juventus), Malik Tillman (Bayer Leverkusen) czy mający za sobą znakomity sezon Ricardo Pepi (PSV).
USA czy Turcja? Kto jest silniejszy? To naprawdę trudne pytanie, ale ostatecznie ze względu na atut gry u siebie stawiamy na gospodarzy.
TUTAJ znajdziesz wszystkie artykuły z cyklu, w którym oceniamy siłę poszczególnych uczestników MŚ 2026. Grupa po grupa, drużyna po drużynie.

Przeczytaj również