Wrócą do topowej ligi po 43 latach?! Został tylko finał baraży. "Ogromne podekscytowanie"

Wrócą do topowej ligi po 43 latach?! Został tylko finał baraży. "Ogromne podekscytowanie"
IPA / pressfocus
Piotrek - Przyborowski
Piotrek PrzyborowskiDzisiaj · 10:00
Przepiękne plaże, pikantna kuchnia czy mafia ’Ndrangheta to dziś znaki rozpoznawcze Kalabrii. Zmienić może się to za sprawą Catanzaro, które po czterech dekadach poza Serie A chce wrócić na piłkarskie salony. Pozostał już tylko finał baraży.
Kiedyś było stolicą jedwabiu, a przez to potęgą handlową i ekonomiczną. Później stało się - podobnie jak większość południowej Italii - synonimem biedy, masowej emigracji i ogólnego zapomnienia przez bogatszą północ. Dziś Catanzaro i Kalabria wciąż często są pomijane na głównych szlakach turystycznych, a to przecież jeden z najbardziej autentycznych regionów w całych Włoszech. I tak samo jest również z tamtejszym calcio. Chociaż kalabryjskie kluby nigdy nie zaliczały się do grona ligowych potentatów, dla lokalnej społeczności stanowią coś znacznie więcej niż tylko rozrywkę. I nie inaczej jest w przypadku “Giallorossich”, którzy mogą w tym sezonie napisać iście romantyczną historię.
Dalsza część tekstu pod wideo

Delikatesowy wiatr zmian

Na piłkarskiej mapie Włoch nie są żadnym nowym tworem. Dziś, poza mieszkańcami Kalabrii, mało kto pamięta, ale w Serie A spędzili w sumie siedem sezonów. Przez ich szatnię przewinęły się takie postacie jak Claudio Ranieri, Gianni Improta czy legendarny Massimo Palanca, znany z uwagi na gole strzelane bezpośrednio z rzutów rożnych. Catanzaro w latach 70. i 80. było prawdziwą wizytówką stolicy Kalabrii i dumą jej mieszkańców. Po raz ostatni w najwyższej klasie rozgrywkowej występowało w sezonie 1982/1983 roku. Później pogrążyło się w niższych ligach, a w XXI wieku już dwukrotnie zbankrutowało i musiało się odrodzić na nowo. Do klubu z miasta uważanego za jedno z najbardziej wietrznych w kraju, wiatr zmian miał zawitać dopiero za sprawą Floriano Noto.
- Dla wielu kibiców to były lata, a właściwie dziesięciolecia rozczarowań. Gra w trzeciej czy czwartej lidze, kłopoty finansowe i niepewność związana z sytuacją właścicielską klubu. A przecież wcześniejsze sukcesy sportowe miały dla tutejszych fanów znaczenie daleko wykraczające poza sam sport. Dlatego też po 2017 roku, kiedy władzę objął Noto, klub ponownie zaczynał odgrywać coraz ważniejszą rolę zarówno dla miasta, jak i jego mieszkańców. Kibice, którzy wcześniej odeszli od drużyny, zaczęli znów zapełniać Stadio Nicola Ceravolo. Awans do Serie B po sezonie okraszonym wieloma rekordami ostatecznie rozbudził entuzjazm - mówi nam Roberto Tolomeo, dziennikarz Catanzaro Informa.
Noto, potentat handlu detalicznego, którego sieć delikatesów i centrów handlowych działa prężnie w całej Kalabrii, nie rzucił wielkiej fortuny, ale postawił na stabilny i zrównoważony rozwój. To we Włoszech wciąż jest rzadkością, bo wiele klubów z niższych lig podąża od kryzysu do kryzysu, a bankructwa nawet uznanych marek zdarzają się tam praktycznie co sezon. Pochodzącemu z Catanzaro biznesmenowi los klubu nie był obojętny. Potraktował go jako długofalowy projekt i nigdy nie decydował się na gwałtowne ruchy, co pokazuje, jak obchodził się z trenerami. Zarówno Vincenzo Vivarini, jak i Fabio Caserta dostali cały sezon, aby udowodnić swoją wartość. Obaj zresztą w dwóch ostatnich latach doprowadzili zespół do baraży, ale odpadli z nich w półfinałach. Noto chciał wykonać kolejny krok. I dlatego ściągnął Alberto Aquilaniego.
- Za rozwojem klubu stoi przede wszystkim solidna stabilność finansowa i doskonała praca z młodymi zawodnikami. Aquilani ma za sobą długą karierę piłkarską, a tę trenerską również rozpoczął całkiem obiecująco. Przez ostatnie lata trenował Fiorentinę U-19 i wykazał się wielkim drygiem do rozwijania młodych piłkarzy. To widać również w Catanzaro, w którym pod jego okiem błyszczą takie talenty jak Alphadjo Cisse, Mattia Liberali, Costantino Favasuli czy Gabriele Alesi. W połączeniu z bardziej doświadczonymi zawodnikami w osobach bramkarza Mirko Pigliacelliego, obrońcy Nicolo Brighentiego czy pochodzącego z Catanzaro 34-letniego napastnika i idola kibiców Pietro Iemmello, udało się tu stworzyć naprawdę dobry zespół - dodaje.

Król czekał na swój moment

Aquilani piłkarzem był co najmniej solidnym. Występował w Romie, Liverpoolu, Juventusie czy Milanie. Zagrał też 38-krotnie w reprezentacji Włoch. Choć doświadczenie boiskowe nie zawsze idzie w parze z talentem trenerskim, czego przykładów akurat we Włoszech mamy na pęczki, w tym przypadku może być inaczej. Mimo że jego początek w Catanzaro nie był łatwy, a na premierową wygraną musiał czekać aż do dziewiątej kolejki, ostatecznie zdołał wprowadzić drużynę na ten właściwy szlak. Porównania do takich trenerów jak Roberto De Zerbi czy Thiago Motta mówią chyba zresztą same za siebie.
- W obecnym sezonie w przypadku Catanzaro tych jasnych punktów jest sporo. Oprócz samego Aquilaniego ja też bym podkreślił rolę młodych Cisse i Liberaliego oraz dołożył takich graczy jak Simone Pontisso czy Filippo Pittarello. Bez wątpienia punktem zwrotnym w najnowszej historii klubu był jednak powrót Pietro Iemmello. Doświadczony napastnik po latach postanowił znów zameldować się w rodzinnych stronach, aby to właśnie w domu odnieść wreszcie jakiś sukces. I to już mu się udało, bo do drużyny trafił, kiedy jeszcze występowała w Serie C, prowadząc ją do awansu na zaplecze elity. Kibice nazywają go tam królem, co chyba najlepiej określa jego status - opowiada nam Oscar Maresca, dziennikarz La Gazzetta dello Sport.
I mimo że w sezonie zasadniczym najlepszym strzelcem zespołu był Pittarello, kiedy przyszła pora na kluczową fazę rozgrywek, tu znów bohaterem okazał się Iemmello. Najpierw trafił do siatki w meczu fazy przedwstępnej baraży z Avellino, który Catanzaro wygrało gładko 3:0. To było tylko preludium do jego popisu w pierwszym spotkaniu przeciwko faworyzowanemu Palermo. 34-latek zanotował dublet, a drużyna z Kalabrii pokonała rywala 3:0 i chociaż w rewanżu na Sycylii to gospodarze okazali się lepsi, 2:0 nie wystarczyło im do wyeliminowania “Aquile del Sud”, czyli “Orłów Południa”. Te mogły więc wreszcie rozpocząć swój lot w kierunku finału.
- Na tak dobrą postawę zespołu w obecnym sezonie składają się dwa główne czynniki. Po pierwsze, w drużynie panuje niezwykły duch, który często rekompensował różnicę techniczną w porównaniu z większymi zespołami z ligowej stawki. Po drugie, w obecnym sezonie “Giallorossi” mogą liczyć na ogromne wsparcie ze strony kibiców - i to nie tylko na własnym stadionie, ale również na wyjazdach. Praktycznie w całych Włoszech można spotkać kibiców z Catanzaro. Bardzo często zdarza się też, że stadiony rywali są wypełnione przez kibiców pochodzących z Kalabrii, którzy pozostali wierni żółto-czerwonym barwom. Na to też wszyscy liczą w Monzy - podkreśla z kolei Tolomeo.

Muszą pokonać mistrza Europy

O tym, która z drużyn wywalczy ostatnie wolne miejsce we włoskiej elicie, zadecyduje finałowy dwumecz. W nim Catanzaro zmierzy się właśnie z Monzą. Ekipa z Lombardii za sprawą Silvia Berlusconiego i Adriano Gallianiego w 2022 roku po raz pierwszy w historii awansowała do Serie A. Po śmierci byłego premiera Włoch klub zupełnie się posypał i w zeszłym sezonie spadł. Choć “Biancorossi” w obecnych rozgrywkach nie mieli już tak mocarstwowych planów jak za życia “Il Cavaliere”, to wciąż ich celem był powrót na salony. Tyle że podopieczni Paolo Bianco na samym finiszu dali się wyprzedzić nie tylko Venezii, ale również Frosinone.
- Monza stworzyła kadrę, która miała uzyskać w tym sezonie bezpośredni awans. I właściwie do ostatniej kolejki była w grze o ten cel, a przez długi czas utrzymywała się na miejscu, które pozwoliłoby jej go zrealizować. W ich szeregach nie brakuje piłkarzy naprawdę wysokiej klasy. Jest Andrea Colpani, były reprezentant Włoch - Patrick Cutrone czy Matteo Pessina, który wraz ze “Squadra Azzurra” w 2021 roku sięgnął przecież po mistrzostwo Europy. Celem tej ekipy od początku było jak najszybsze wyrwanie się z Serie B i w Cataranzo wszyscy zdają sobie sprawy ze skali wyzwania - przyznaje Tolomeo.
Zadanie, które stoi teraz przed “Giallorossi” jest tym większe, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w obecnym sezonie wciąż czekają na wygraną z tym rywalem. W jesiennym meczu w Lombardii minimalnie lepsi byli gospodarze (2:1), z kolei w kwietniowym spotkaniu na Stadio Nicola Ceravolo podopieczni Aquilaniego zdołali wyrwać sobie zwycięstwo w 96. minucie (1:1). Zresztą na sześć meczów z czołową trójką sezonu zasadniczego Serie B, piłkarze z Kalabrii byli w stanie wygrać tylko raz - z Venezią. Z drugiej strony, na ostatnie pięć sezonów tylko raz zdarzyło się, aby baraże wygrała drużyna, która przystępowała do nich z trzeciego miejsca w lidze. Tak czy inaczej, Catanzaro w niedzielę i przyszły piątek musi wzbić się na wyżyny swoich umiejętności.
- W obozie Catanzaro wszyscy są świadomi, że osiągnięcie sukcesu będzie wymagało sprawienia prawdziwej sensacji. To beztroski zespół, co może im w zasadzie pomóc w tym dwumeczu, bo ci piłkarze już teraz wiedzą, że osiągnęli naprawdę wiele. Dzięki takiemu poczuciu spokoju i swobody mają nadzieję pokonać przeciwności losu. I to pomimo tego, że w tym wyścigu o Serie A są w zasadzie outsiderami. Przy czym w Kalabrii nikt nie traci wiary. Bilety na niedzielny mecz wyprzedały się w pół godziny. W mieście panuje ogromne podekscytowanie i fani liczą, że ten entuzjazm również może odegrać swoją rolę - podsumowuje Tolomeo.

Dyskusja

Przeczytaj również