Wstrząs u uczestnika mundialu. Pojadą bez bohatera. "Z nim szli jak taran"

Czas na trzeci artykuł z naszego mundialowego cyklu, w którym bierzemy pod lupę każdą grupę i moc grających w niej drużyn. Kto może uchodzić za faworyta do pierwszego miejsca? Dla kogo awans to w teorii formalność? Jakiej reprezentacji nie dajemy większych szans na przedarcie się do fazy pucharowej?
Codziennie, aż do 9 czerwca, będziemy analizować jedną grupę. Następnie, 10 czerwca, na dzień przed startem mundialu, opublikujemy natomiast ogólny ranking sił, wskazując najsilniejsze zespoły całych mistrzostw i faworytów do wygrania turnieju. W międzyczasie pojawi się oczywiście również wiele innych treści związanych z nadchodzącym mundialem.
Tym razem czas na grupę C, nieco mniej wyrównaną niż dwie poprzednie. Znajdziemy w niej prawdziwego giganta, ale też absolutnego kopciuszka. No i dwie drużyny z apetytem, by podczas tych mistrzostw trochę namieszać. Kolejność od najsłabszych do najlepszych.
4. Haiti
Reprezentacja Haiti weźmie udział w mistrzostwach świata po raz pierwszy od 1974 roku. Już sam awans jest dla niej ogromny osiągnięciem, a ugranie jakiegokolwiek punktu w fazie grupowej zostanie pewnie przyjęte jak wielkie święto. Tym bardziej, że rywale są naprawdę bardzo mocni. Jak to się w ogóle stało, że 83. zespół rankingu FIFA wywalczył przepustkę na mundial? Nie ma co kryć, jest to głównie efekt rozszerzenia turnieju, a co za tym idzie większej puli miejsc dla przedstawicieli strefy CONCACAF. Szansę trzeba natomiast było oczywiście wykorzystać i po drodze ograć mimo wszystko kilka wyżej notowanych drużyn. Haitańczycy zrobili to znakomicie. Wyprzedzili w grupie faworyzowane reprezentacje Hondurasu i Kostaryki.
Świetną pracę od 2024 roku wykonuje selekcjoner rodem z Francji - Sebastien Migne. W przeszłości prowadził on głównie afrykańskie kadry - Togo, Gwineę Równikową czy Kenię. Póki co w Haiti wykręca natomiast bardzo solidną średnią 1,88 punktu na mecz. Podczas marcowego zgrupowania jego zespół potrafił w towarzyskim starciu zatrzymać Islandię, tylko 0:1 przegrał też z Tunezją. To wcale nie musi być więc podczas nadchodzącego mundialu chłopiec do bicia, który będzie prosił o jak najmniejszy wymiar kary. Ostatnio Haiti “wzmocniło się” kilkoma piłkarzami, którzy przyjęli tamtejsze obywatelstwo. To choćby Wilson Isidor, wyceniany na 18 mln euro napastnik Sunderlandu, a także Jean-Ricner Bellegarde, ceniony pomocnik Wolverhampton. Obaj grali wcześniej w młodzieżowych reprezentacjach Francji.
3. Szkocja
Europejski średniak, który jednak w ostatnich latach zaczął coraz mocniej przepychać się na Starym Kontynencie z tymi teoretycznie mocniejszymi od siebie. Szkoci wracają na mundial po 28 latach przerwy. W ostatnim czasie meldowali się jedynie na mistrzostwach Europy, w obu przypadkach, w 2021 i 2024 roku, kończąc jednak zmagania jako najgorszy zespół swojej grupy, bez choćby jednego zwycięstwa. Teraz będą chcieli pierwszy raz w XXI wieku poznać smak triumfu na wielkiej imprezie reprezentacyjnej. Biorąc pod uwagę, że zagrają z Haiti - mają na to spore szanse. Celem głównym będzie bez wątpienia wyjście z grupy.
Optymizmem nie napawają marcowe sparingi, przegrane z Japonią i Wybrzeżem Kości Słoniowej, ale te ważniejsze zmagania eliminacyjne, przecież nie aż tak odległe, wyglądały już znacznie lepiej. Szkocja wygrała swoją grupę, wyprzedzając Danię i Grecję, co bez wątpienia trzeba docenić. Duży kredyt zaufania, jaki otrzymał selekcjoner Steve Clarke, prowadzący zespół już siedem lat, po prostu się spłaca. Podczas nadchodzącego turnieju 62-latek będzie mógł liczyć na swoje gwiazdy. To przede wszystkim duet z Napoli - Scott McTominay i Billy Gilmour, doświadczony Andrew Robertson, który za moment ma przenieść się z Liverpoolu do Tottenhamu, czy John McGinn z Aston Villi.
2. Maroko
Rewelacja ostatniego mundialu, wtedy przed startem turnieju trochę niedoceniania, teraz traktowana już jako czarny koń imprezy. Na katarskich murawach Marokańczycy dotarli aż do półfinału, apetyty zatem mocno urosły i wywindowały oczekiwania przed startem nadchodzących mistrzostw. Mowa nie tylko o reprezentacji, która niespełna cztery lata temu eliminowała Hiszpanię i Portugalię, ale też drużynie stopniowo rozwijanej w mniej odległej przeszłości. To finalista tegorocznego Pucharu Narodów Afryki, na murawie przegrany, potem przy zielonym stoliku uznany za mistrza.
Przez eliminacje Marko przeszło jak taran. Wygrało wszystkie osiem meczów, notując przy tym bilans bramkowy 22:2. Rywale nie byli może z najwyższej półki, ale taki bilans i tak robi kolosalne wrażenie. Jeśli coś może martwić, to fakt, że w marcu doszło do prawdziwego wstrząsu i zmiany selekcjonera. Walid Regragui, architekt wielkich sukcesów marokańskiej kadry, jej bohater, podał się do dymisji, a ta w końcu została przyjęta. Podczas mundialu zespół poprowadzi Mohamed Ouahbi, wcześniej selekcjoner reprezentacji Maroka do lat 20. Póki co ma on za sobą trzy mecze towarzyskie w nowej roli - remis z Ekwadorem, zwycięstwa z Paragwajem i Burundi. Jakościowo Maroko to naprawdę mocna ekipa. Według portalu Transfermarkt aż 10 piłkarzy wartych jest przynajmniej 20 mln euro. Największe gwiazdy to oczywiście Achraf Hakimi (PSG) i Brahim Diaz (Real Madryt), ale głębia składu jest w tym zespole po prostu imponująca.
1. Brazylia
Jedna z tych reprezentacji, które zawsze celują tylko i wyłącznie w złoto. Nawet mimo tego, że ostatni raz “Canarinhos” mistrzami świata byli już szmat czasu temu, bo w 2002 roku. Głód zwycięstwa rośnie z turnieju na turniej, ale optymizmem w ostatnim czasie nie napawają wyniki. Brazylijczycy męczyli się w eliminacjach, w których zajęli dopiero piąte miejsce, oglądając nie tylko plecy odwiecznego rywala z Argentyny, ale także Ekwadoru, Kolumbii i Urugwaju. Potem wielkiego progresu nie było też widać w sparingach, bo podopieczni Carlo Ancelottiego nie potrafili pokonać Korei Południowej czy Tunezji. Nawet ostatnie triumfy z Chorwacją czy Panamą do końca nie wlewają w serca kibiców dużego spokoju.
Nadal to jednak wielka Brazylia. Z wielką postacią na ławce trenerskiej i wielkimi piłkarzami w kadrze. Wśród powołanych znalazł się choćby Neymar, co wśród wielu osób wzbudziło podekscytowanie i poczucie nostalgii, ale trudno wierzyć w to, że piłkarz od kilku lat częściej lądujący w gabinetach lekarzy, nie na murawie (obecnie też zmagający się z urazem), nagle poprowadzi “Canarinhos” do sukcesu. Jego kosztem powołania nie dostał choćby mający za sobą świetny sezon Joao Pedro z Chelsea. Nie zabrakło więc kadrowych zawirowań. Być może drużynę do medalu pociągną natomiast tacy gracze jak Vinicius czy Raphinha.
TUTAJ znajdziesz wszystkie artykuły z cyklu, w którym oceniamy siłę poszczególnych uczestników MŚ 2026. Grupa po grupa, drużyna po drużynie.