Koncert Polaka w wielkim hicie. Te słowa mówią wszystko. "Tytanowe nogi"

Szef, generał, dowódca. Można mnożyć określenia, które idealnie opisują rolę Jana Bednarka w FC Porto. Po poniedziałkowym hicie ligi portugalskiej stoper znów zasłużył na to, aby zasypać go komplementami.
Spotkanie Porto ze Sportingiem długimi okresami nie stało na najwyższym poziomie sportowym. Dominowała spora liczba fauli, przepychanek, przerw w grze. Czuć było napięcie między gigantami portugalskiej piłki, ale brakowało w tym wszystkim samej piłki w piłce. Właściwie wszystko, co najciekawsze, wydarzyło się w ostatnim kwadransie, kiedy najpierw Seko Fofana otworzył wynik debiutanckim trafieniem dla “Smoków”, a następnie Luis Suarez w 100. minucie zapewnił lizbończykom jeden punkt.
Remis sprawił, że na szczycie tabeli nie doszło do żadnych większych zmian. Podopieczni Francesco Fariolego nadal mają cztery punkty przewagi nad ekipą z Estadio Jose Alvalade, co stawia ich w doskonałej pozycji przed decydującym etapem wyścigu o mistrzostwo. A jednak jeden zawodnik Porto może czuć się niepocieszony po tym spotkaniu. I jest nim Jan Bednarek, który robił dosłownie wszystko, aby utrzymać czyste konto.
Zakaz wjazdu
Specyfika ligi portugalskiej polega na tym, że obrońcy Porto rzadko muszą mierzyć się z topowymi napastnikami. Raczej nie należy spodziewać się gwiazd światowego futbolu promieniujących blaskiem w Santa Clarze czy Tondeli. Ale akurat w poniedziałek na Estadio do Dragao przyjechał prawdziwy kozak, które nazwisko musi wzbudzać szacunek u obrońców. Luis Suarez, autor 18 goli w tym sezonie ligi portugalskiej i kolejnych czterech w Lidze Mistrzów, który potrafił skarcić PSG dubletem. Nie zdziwi nas, jeśli na koniec sezonu o Kolumbijczyka będzie zabiegało sporo klubów z absolutnej czołówki. I chociaż w poniedziałek uratował Sportingowi jeden punkt, to większość meczu spędził w kieszeni Jana Bednarka.
Były kapitan Southampton rewelacyjnie radził sobie z 28-letnim snajperem. W pierwszej połowie raz ofiarnym wślizgiem zatrzymał go, przerywając kontrę Sportingu. Kiedy tylko napastnik gości próbował coś wskórać, zaraz obok niego pojawiał się niezmordowany Polak. Można było tylko składać ręce do braw po kolejnych udanych akcjach naszego reprezentanta.
- Mówi się, że nie można chwalić obrońcy przed końcem meczu, ale na razie Jan Bednarek stoi na tytanowych nogach. Nie daje się przepychać, antycypuje zagrania rywali, potrafi rozwiązywać problemy w obronie. Bardzo pewny mecz Polaka - mówił Marcin Gazda, komentując spotkanie na antenie Eleven Sports.
- Występy Bednarka są godne pochwały. Kiedy przybył do Portugalii, był traktowany z dużym sceptycyzmem, biorąc pod uwagę jego sytuację w Anglii. Ale stał się kluczowym elementem defensywy. Dziś nie ustępuje Suarezowi ani na krok, jest najlepszy na boisku - opisał na gorąco Joao Pinto z Setentaeoito.pt. - "Generał" Bednarek jak zwykle wykazuje się cechami przywódczymi. Już w pierwszych 20 minutach wybił dwie ważne piłki, dzięki czemu Porto uniknęło komplikacji - wtórował portal Goalpoint.pt.
Bednarek utrzymał wysoki poziom koncentracji przez cały mecz. Na początku drugiej połowy w odstępie trzech minut zaliczył trzy ważne wybicia we własnym polu karnym. W 91. minucie umiejętnie zablokował strzał rywali, mając rękę tuż przy ciele. Lizbończycy domagali się karnego, ale w tamtej sytuacji nie było mowy o żadnym przewinieniu. Polak pokazał, w jaki sposób można odbić ręką w zgodzie z przepisami. Z lekcji nie skorzystał Francisco Moura, który w 98. minucie sprokurował jedenastkę. Wysiłek stopera niestety w pewien sposób został zmarnotrawiony przez nieostrożność zmiennika.
Czerwona lampka przed barażami
Liczby potwierdzają praktycznie bezbłędny występ Bednarka. Zebrał 14 interwencji w obronie, wygrał cztery pojedynki powietrzne, miał pięć odbiorów i jeden zablokowany strzał. Do tego dołożył 75 celnych podań na 79 prób. Luis Suarez wyglądał przy nim jak przeciętny napastnik, a nie prawdziwa gwiazda ligi portugalskiej. W porównaniu z kolegą z klubu i reprezentacji Jakub Kiwior tym razem wypadł bladziej. Miał mniej obowiązków w defensywie i głównie skupiał się na rozegraniu. Kilka razy piłki po jego przerzutach lądowały jednak w rękawicach Rui Silvy. W 47. minucie niepewnie zachował się we własnej szesnastce, przez co Bednarek musiał awaryjnie wybić piłkę na rzut rożny.
- Pierwsza połowa doskonale odzwierciedliła to, jak uzupełniają się obrońcy Porto. Bednarek jest silniejszy, dobry w pojedynkach fizycznych i przewidywaniu gry. Kiwior lepiej radzi sobie na etapie posiadania piłki i przy cierpliwym budowaniu akcji - opisał profil Remate Cruzado.
Kiwior najmocniej przydał się w obronie, kiedy zablokował uderzenie Ivana Fresnedy. Niestety tuż po tej akcji złapał się za udo. Dograł jeszcze kilka minut, ale w końcu usiadł na murawie i musiał zostać zmieniony przez Thiago Silvę. Wyglądało to tak, jakby naruszył mięsień dwugłowy. Z pewnością w najbliższym czasie przejdzie badania, które miejmy nadzieję, że wykluczą jakikolwiek poważniejszy uraz. Baraże o awans na mistrzostwa świata już za 1,5 miesiąca i z pewnością reprezentacja potrzebuje zdrowego Kiwiora.
- Kiwior powiedział, że poczuł coś w udzie, ale wydawał się nastawiony pozytywnie do całej sytuacji. Samu Aghehowa zgłosił problem z kolanem i nie chciał ryzykować. Dotychczas udawało nam się unikać kontuzji w tym sezonie i musimy to kontynuować - powiedział po ostatnim gwizdku Farioli, cytowany przez Record.
Gdzie trzeci z muszkieterów?
Było Bednarku, było o Kiwiorze. Trzeba też wspomnieć o Oskarze Pietuszewskim, który przecież wkroczył do Porto z ogromnym animuszem. Wciąż mamy przecież w pamięci jego znakomite wejście z Vitorią Guimaraes, kiedy wywalczył rzut karny i po kolejnym faulu na nim rywal zarobił czerwoną kartkę. Ostatnie dni niestety nie były już tak spektakularne. Najpierw Farioli podjął decyzję o niewpisaniu Polaka na listę piłkarzy zgłoszonych do gry w fazie pucharowej Ligi Europy. Spośród nowych nabytków wolał postawić na znacznie bardziej doświadczonych Thiago Silvę, Seko Fofanę i Terema Moffiego.
W poniedziałek 17-latek nie dostał zaś ani minuty, chociaż okoliczności były sprzyjające. William Gomes nie mógł zagrać z powodu zawieszenia za bandycki faul w meczu z Casa Pią. Z kolei Pepe i Borja Sainz nie rozegrali wybitnych zawodów. I nie chodzi tu o sztuczne pompowanie rodaka. Po prostu podstawowi skrzydłowi “Smoków” zapewnili mało konkretów, przegrywali większość pojedynków, więc naturalnym ruchem mogło być ożywienie bocznej strefy. Kibice Porto w mediach społecznościowych otwarcie sugerowali jednak, że w tym spotkaniu delikatnie brakowało zawodnika, który zagrałby w przebojowy sposób, szukając ciągłych pojedynków z bocznymi obrońcami rywali. Pietuszewski idealnie wpisuje się w ten profil.
Porto do końca lutego ma dość przyjemny terminarz. Zagra z Nacionalem, Rio Ave i Aroucą, czyli rywalami z miejsc 12-14 w tabeli. Od zespołu, który w 21 kolejkach wykręcił 19 zwycięstw, jeden remis i jedną porażkę, można oczekiwać kolejnych kompletów punktów. Chociaż “Smoki” wypuściły zwycięstwo ze Sportingiem, wciąż pozostają faworytem do mistrzostwo. Kibice na Estadio do Dragao czekają na tytuł od 2022 roku i naprawdę wiele wskazuje na to, że posucha dobiegnie końca. A ewentualny sukces z pewnością nie byłby możliwy bez Jana Bednarka. Dziś to on jest bez wątpienia najlepszym stoperem w lidze portugalskiej. W takiej formie bardzo trudno będzie odebrać mu ten tytuł.