Wybitny występ na mundialu! Poszalał w nocy. A transfer do hiszpańskiego giganta o krok
Korea Południowa całkowicie zasłużenie w swoim pierwszym meczu rozpoczętego w czwartkowy wieczór mundialu pokonała Czechy (2:1). Bohaterów miała kilku, ale na pierwszy plan wybijają się dwie postacie.
Póki co do gry weszły cztery reprezentacje i trzeba przyznać, że zdecydowanie najlepsze wrażenie zrobiła Korea Południowa. Przez pierwszy kwadrans wręcz stłamsiła ona bezradnych Czechów, zamykając ich na własnej połowie. Przewagi nie potrafiła jednak udokumentować golem, a w końcu i nasi południowi sąsiedzi z nieco większą odwagę zaczęli dochodzić do głosu.
Prawdziwym królem murawy o tej nieludzkiej dla nas porze był zawodnik, który nie bez przyczyny na co dzień zakładka koszulkę wielkiego PSG. Lee Kang-in, bo o nim mowa, opanował środek pola, co rusz posyłając do kolegów ciekawe podania. Sam też próbował zaskoczyć czeskiego bramkarza, ale po strzale z dystansu został przez niego zatrzymany.
Swoje okazje miał również zdecydowanie najbardziej znany z Koreańczyków. Heung-min Son jakiś czas temu trochę zniknął nam z radarów, gdy po latach Tottenham zamienił na Los Angeles FC, ale dla kadry wciąż jest postacią niezwykle ważną. Próbował przed przerwą, ale najlepszą szansę zmarnował już w drugiej połowie, jeszcze przy stanie 0:0, gdy przegrał pojedynek oko w oko z bramkarzem.
Jak mawia stare piłkarskie porzekadło - niewykorzystane sytuacje się mszczą. I tak też było w tym przypadku. Trzy minuty później Czesi objęli prowadzenie, choć absolutnie nic na to nie wskazywało. Użytek podopieczni Miroslava Koubeka zrobili ze swojego największego atutu - stałego fragmentu. Vladimir Coufal daleko i precyzyjnie wyrzucił piłkę z autu, a głową do siatki posłał ją Ladislav Krejci.
Koreańczycy mogli czuć się wyjątkowo zirytowani, bo choć przez dobre kilkadziesiąt minut mieli przewagę i prowadzili grę, nagle dostali “gonga” w zupełnie niepozornej sytuacji. Niejednokrotnie w takich momentach przegrywające zespoły spuszczają głowy, tracą animusz, są coraz bardziej nerwowe. Tymczasem Azjaci podeszli do tego na chłodno. I szybko odzyskali równowagę. Gol na 1:1, strzelony osiem minut po otwierającej wynik bramce rywali, znów pokazał klasę Lee Kang-ina. 25-latek posłał znakomite prostopadłe podanie, Hwang-in Beom jeszcze przełożył obrońcę i bramkarza, po czym popisał się skuteczną podcinką.
Gola wypracował duet piłkarzy PSG i Feyenoordu. To oni grali w tym meczu pierwsze skrzypce. Autor gola na 1:0 potem miał też swój wkład, i to bardzo duży, w ostatecznie zwycięską bramkę na 2:1. Z prawego skrzydła znakomicie dograł w pole karne, a jego podanie wykorzystał wprowadzony z ławki Oh-Hyeon-Gyu, na co dzień zawodnik Besiktasu.
Co ciekawe, dosłownie chwilę wcześniej do siatki trafili Czesi, znów po stałym fragmencie, ale arbiter słusznie dopatrzył się spalonego.
Patrząc na najważniejsze liczby, bohaterem Koreańczyków był zatem autor gola i asysty. W rzeczywistości jednak większe wrażenie robił Lee Kang-in. Zaliczył występ po prostu kapitalny, co widać też, gdy nieco bardziej zagłębimy się w statystyki. Miał on… 100% skuteczności podań, aż pięć udanych dryblingów przy sześciu próbach (drugi piłkarz pod tym względem dwa), zaliczył trzy kluczowe podania i - uwaga - 18 na 18 udanych zagrań w tercję ataku. Rewelacja. Wybitny występ.
Warto dodać, że Lee Kang-in jest blisko odejścia z PSG. W stolicy Francji trudno wywalczyć mu na stałe miejsce w składzie, co chce wykorzystać Atletico Madryt. Cadena SER informuje, że piłkarz jest już dogadany z "Los Colchoneros", a do dopięcia transakcji brakuje ostatecznej zgody między klubami. Mówi się o transferze nawet za 35 mln euro. Jeśli jednak Koreańczyk wciąż będzie tak błyszczał na mundialu, Paryżanie mogą wywindować cenę lub nawet stwierdzić, że piłkarz tej klasy po prostu będzie im potrzebny.
Pochwalić można też koreańskiego bramkarza, bo choć Czesi raczej nie stwarzali sobie wielu sytuacji, to kiedy już faktycznie zbliżyli się pod pole karne Koreańczyków, kilka razy byli groźni. Stojący między słupkami Kim Seung-Gyu dość nerwowo grał nogami, ale na linii był wyjątkowo zwinny i przynajmniej dwa razy, w tym raz w samej końcówce, uratował drużynę.
Korea zgarnęła więc pierwsze trzy punkty i może z optymizmem spoglądać w przyszłość. Ta drużyna ma naprawdę wiele jakości. W starciu ze słabiutkim RPA będzie absolutnym faworytem, a patrząc na to, co pokazał Meksyk, także z gospodarzami jest w stanie powalczyć o pełną pulę. Czyżby rodził nam się czarny koń imprezy?