Wygrani i przegrani meczu z Albanią. "Nierealne, że zostanie w składzie na finał"

Reprezentacja Polski męczyła się niemiłosiernie z Albanią, ale ostatecznie wygrała 2:1 i już za kilka dni powalczy o awans na mistrzostwa świata w wielkim finale baraży. Zanim jednak skupimy się na spotkaniu ze Szwecją, zastanówmy się jeszcze, kogo po czwartkowym starciu na Stadionie Narodowym możemy nazwać wygranym, kogo zaś przegranym. Kandydatów do obu grup nie brakuje.
To był mecz pełen dramaturgii i zwrotów akcji. Polska zaczęła z naprawdę dużym animuszem, ale on uleciał po kilku, może kilkunastu minutach. Później do głosu doszli goście, którzy niedługo przed przerwą objęli prowadzenie. Na nasze szczęście nie dowieźli go do końca, bo już w drugiej połowie losy spotkania swoimi trafieniami odmienili Robert Lewandowski i Piotr Zieliński.
Czy to jednak zdobywcy bramek powinni trafić do wybranego przez nas grona postaci wygranych? Raczej nie. I tak są pewniakami pierwszej jedenastki, a patrząc całościowo - wcale nie rozegrali wybitnego spotkania. Strzelone gole trochę uratowały ich od mało pochlebnych recenzji, które wisiały w powietrzu.
A teraz do rzeczy.
Najwięksi wygrani
Oskar Pietuszewski
Wiele osób, nie bez powodu, chciało zobaczyć go w podstawowej jedenastce. Ostatecznie Jan Urban posadził jednak rewelacyjnego 17-latka na ławce i dopiero w przerwie, gdy palił mu się grunt pod nogami, a rywale prowadzili 1:0, postanowił ratować się młokosem robiącym w ostatnich tygodniach prawdziwą furorę w barwach FC Porto. Pietuszewski wyszedł więc na drugą połowę i mocno rozruszał niemrawą do tej pory lewą flankę biało-czerwonych. Gola nie strzelił, asysty nie zaliczył, ale miał odważne wejścia, udane dryblingi, dał się sfaulować na kartkę, spróbował strzału. Wyglądał znacznie lepiej niż grający w pierwszej połowie na tej pozycji Filip Rózga. Bez wątpienia przeskoczył go więc w hierarchii. Czy wyjdzie w pierwszym składzie na spotkanie ze Szwecją? Jest na to duża szansa, choć trzeba pamiętać, że z kartkowej pauzy wraca Nicola Zalewski. Da się oczywiście zmieścić ich obu, ale nie mamy pewności, czy właśnie na taki wariant postawi Urban.
Kamil Grabara
Zaliczył dopiero swój czwarty, ale zdecydowanie najważniejszy mecz w reprezentacji Polski. I trzeba przyznać, że pod nieobecność Łukasza Skorupskiego udźwignął presję. Nie miał co prawda wiele pracy, ale w 72. minucie popisał się absolutnie znakomitą i kluczową interwencją. Jeszcze przy stanie 1:1 zatrzymał rywala w sytuacji sam na sam. Utrzymał wtedy zespół przy życiu. Strach pomyśleć, co byłoby, gdyby przegrał ten pojedynek. Za straconego gola natomiast trudno go winić. Wyjściem próbował naprawiać błąd Bednarka, ale nie był w stanie tego zrobić. Po meczu Grabarę oceniliśmy na “siódemkę” w dziesięciostopniowej skali. To najwyższa nota obok tej, którą przyznaliśmy Sebastianowi Szymańskiemu. Jeśli przed meczem ktoś zastanawiał się, czy to właśnie gracz Wolfsburga powinien być bramkarzem na baraże, to teraz nie ma już chyba żadnych wątpliwości. 27-latek “kupił” sobie trochę spokoju i zaufania. Na pewno, o ile dopisze mu zdrowie, zagra w finale.
Sebastian Szymański
Można odnieść wrażenie, że Szymański coraz lepiej poczyna sobie z orzełkiem na piersi. Kiedyś notorycznie był za swoje występy krytykowany, przechodził obok meczów, dawał drużynie niewiele konkretów, ale pod batutą Urbana zaliczył już kilka bardzo dobrych spotkań. Jedno z nich oglądaliśmy w czwartkowy wieczór na Stadionie Narodowym. 26-latek imponował grą w obu kierunkach. Był niezwykle skuteczny w odbiorze, pomagał w defensywie, a jednocześnie dołożył liczby z przodu. To on asystował przy obu golach dla Polski. Najpierw znakomicie dośrodkował z rzutu rożnego na głowę Lewandowskiego, potem przytomnie zagrał do czekającego w świetle bramki Zielińskiego. Szymański występem przeciwko Albanii ugruntował swoją pozycję w podstawowej jedenastce.
Najwięksi przegrani
Jan Bednarek
Aż jest nam go żal. Ma za sobą kapitalny czas w barwach FC Porto, niemal co miesiąc zgarnia tam tytuł najlepszego obrońcy ligi, po czym przyjeżdża na kadrę i… znów klops. Nie twierdzimy oczywiście, że Bednarek w każdym meczu kadry gra źle, bo notował też wiele udanych występów, ale trzeba przyznać, że przykleiła się do niego pewna łatka. Łatka kogoś, to w reprezentacji notorycznie popełnia błędy. No i akurat po tym meczu trudno będzie ją odkleić. Tuż przed przerwą 29-latek całkowicie zawalił, w zasadzie prezentując gola rywalom. Czy na tym straci? Ze składu nie wypadnie. Ale jakaś rysa pozostanie.
Filip Rózga
Otrzymał olbrzymią szansę, której pewnie jeszcze kilka dni temu sam by się nie spodziewał. Przed dzisiejszym wieczorem miał przecież na koncie tylko dwa symboliczne, minutowe epizody w reprezentacji, tymczasem na kluczowy mecz barażowy z Albanią wyszedł w podstawowym składzie. Selekcjonerowi nie przeszkadzał fakt, że Rózga nawet w swoim klubie, Sturmie Graz, nie zawsze gra w pierwszej jedenastce. Pod nieobecność Nicoli Zalewskiego to właśnie były gracz Cracovii zajął miejsce jednej z dwóch “dziesiątek”. I choć starał się bardzo, biegał jak po wiaderku witamin od Kazimierza Węgrzyna, to piłkarsko dał reprezentacji bardzo niewiele. Przegrywał pojedynki, notował straty, gubił się w dryblingach. Efekt? Został zmieniony już w przerwie przez Pietuszewskiego, który wypadł znacznie lepiej. Mało prawdopodobne, a w zasadzie nierealne, że Rózga pozostanie w pierwszym składzie na finał.