Wygrani i przegrani meczu z Ukrainą. "Poległ całkowicie. Powoływany z przyzwyczajenia"

Wygrani i przegrani meczu z Ukrainą. "Poległ całkowicie. Powoływany z przyzwyczajenia"
Mateusz Porzucek / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 11:35
Reprezentacja Polski rozegrała beznadziejny, senny sparing z Ukrainą (0:2). Chociaż godzina i stawka spotkania nie sprzyjały gwałtownym emocjom, biało-czerwoni i tak zdołali wyprowadzić z równowagi swoich kibiców. Przed meczem z Nigerią nastroje niebezpiecznie zbliżają się do dna. Wybór zawodników, którzy coś wygrali w niedzielnej potyczce jest niemal niemożliwy, natomiast wśród przegranych trzeba było zrobić ostrą selekcję.
Kusiło, przyznaję, aby wśród wygranych wstawić tych zawodników, których Jan Urban nie zabrał do reprezentacji kierując się przede wszystkim własnym postrzeganiem rzeczywistości. Chodzi przede wszystkim o Wojciecha Mońkę i Bartosza Nowaka - ich notowania tylko urosły, w czym pomogły słabiutkie występy innych stoperów i środkowych pomocników. Ostatecznie jednak padło na faktycznych uczestników zdarzeń we Wrocławiu, chociaż nawet wskazanie dwóch było problematyczne.
Dalsza część tekstu pod wideo
Inaczej, jako się rzekło, wyglądała kwestia przegranych. Tutaj można było przebierać niemal wśród wszystkich piłkarzy. Trudno jednak wskazać, aby Piotr Zieliński czy Robert Lewandowski coś faktycznie stracili na niedzielnym sparingu. Ot, zaprezentowali się słabo, ale nikt o zdrowych zmysłach nie wymyśli kadry bez pomocnika Interu i napastnika poszukującego nowego klubu. Odmiennie z zawodnikami, których do tej reprezentacji stara się wcisnąć selekcjoner. Jest kilku zawodników o nieprzekonującym dotąd statusie, a teraz jeszcze pogorszonym po meczu z Ukrainą. Wreszcie zaś jest sam selekcjoner.
Karty na stół.

Najwięksi wygrani

Norbert Wojtuszek

Był, przynajmniej naszym zdaniem, najlepszym z biało-czerwonych. Poprzeczka leżała na podłodze, jednak Wojtuszek przeskoczył ją nader sprawnie. Po jego występie nikt nie obiecywał sobie zbyt wiele, ale zawodnik Jagiellonii okazał się bardzo skoncentrowany, a to robiło wrażenie wobec ogólnego chaosu na boisku. Swoją obecność na placu zaznaczył dobrym odbiorem, później dokładał kolejne interwencje, ubezpieczył też Jakuba Kiwiora. Pokazał, że w kadrze już teraz jest dla niego miejsce, co powinno być dla Jana Urbana istotnym sygnałem wobec częstych nieobecności Matty’ego Casha. Z Nigerią ma spore szanse na pierwszy skład i jeśli w tym sparingu też potwierdzi jakość, powinien w hierarchii wskoczyć nad Pawła Wszołka czy Bartosza Bereszyńskiego, których selekcjoner przecież wciąż rozpatruje w kontekście kadry.

Mateusz Żukowski

Im więcej czasu minęło od felernego spotkania, tym przychylniejszym okiem patrzę na poczynania Żukowskiego. Przypadła mu przecież bardzo niewdzięczna rola, gra kolegów zupełnie nie sprzyjała dochodzeniu do okazji bramkowych. Mimo tego napastnik znalazł sobie miejsce przy rzucie wolnym, zablokował uderzenie rywala, a nade wszystko bardzo ciężko pracował. Kadra, ogółem, wypadła jako zbiór zblazowanych indywiduów. Na tym tle Żukowski wyróżnił się zdecydowanie na plus, próbował pressingu, uprzykrzał Ukraińcom życie. Szkoda jedynie, że selekcjoner neguje szansę gry 24-latka z Robertem Lewandowskim. Nie poparł tego wprawdzie żadnymi twardymi argumentami, najwyraźniej należy przyjąć, że niechęć do odejścia od ustawienia 3-4-3 to główne założenie kadencji Urbana. Żukowskiego, w każdym razie, warto mieć na celowniku, zwłaszcza wobec bardzo realnego transferu do Bundesligi.

Najwięksi przegrani

Bartosz Kapustka

Powołanie kapitana Legii budziło kontrowersje, selekcjoner upierał się, że to zawodnik, który go nie zawodzi, który idealnie pasuje do systemu. Jeśli po starciu z Ukrainą trener Urban podtrzyma swoje argumenty, naprawdę przestanę przywiązywać jakąkolwiek wagę do jego słów. Występ Kapustki był może nie tyle dyskwalifikujący sam w sobie, ale pokazał, że zaproszenie na majowo-czerwcowe zgrupowanie to kwestia przyzwyczajenia, na pewno nie formy. Jeśli Kapustka miał kogoś przekonać tymi 45 minutami, poległ całkowicie. Zagwarantował sobie dalsze nieprzychylne komentarze za każdym razem, kiedy wyląduje w kadrze. Ale to nie jest tak, że negatywne podejście wzięło się z niczego. Zmianę dał słabiutką, a zastąpił przecież apatycznego Piotra Zielińskiego. Trudno wskazać udane zagranie 29-latka. Pozostaje żal, po meczu z Ukrainą i popisach poszczególnych zawodników jeszcze trudniej zrozumieć pominięcie Bartosza Nowaka.

Jakub Piotrowski

Szkoda mi gracza Udinese - do momentu straconego gola starał się za dwóch, odbierał, pracował, kreował, właściwie wszystko robił dobrze. Później jednak nie opanował źle zagranej piłki, Ukraińcy trafili do siatki, a Piotrowski grał już tylko słabiej. To woda na młyn dla wszystkich negatywnie nastawionych do powołania 28-latka, a to przecież bardzo liczne grono. Cóż jednak zrobić, skoro nawet w teorii przyzwoitym występie środkowemu pomocnikowi bardzo mocno powinęła się noga, a kibice są zmęczeni kolejnymi zawodnikami niezdolnymi do rozegrania całego spotkania na satysfakcjonująco wysokim poziomie. Nie chciałbym wyciągać wniosków jedynie na podstawie towarzyskiego meczu, tym bardziej, że mowa o piłkarzu regularnie występującym w Serie A, ale ten rozdział w reprezentacji powoli chyba należy zamknąć.

Marcin Bułka

Kolejny, bo to samo dotyczy choćby Oskara Pietuszewskiego, który nie potrafił wykorzystać szansy. Urban wciąż szuka swojej niekwestionowanej “jedynki”, wyciągnął więc rękę nawet po występującego w Arabii Saudyjskiej Bułkę. Ten jednak zawiódł, chociaż niewiele mógł zrobić przy pierwszym golu. Przy drugim jednak zaspał (podobnie jak reszta defensywy), a w oczy zaczęła rzucać się naprawdę słaba gra nogami. Zwłaszcza wtedy, gdy tylko delikatnie zaatakowany golkiper kopnął na rzut rożny. Dla 26-latka był to już szósty mecz w kadrze i znów raczej kiepski. Wcześniej nie zrobił wrażenia z Portugalią, Chorwacją i Szkocją. Należy zakładać, że poszukiwania podstawowego bramkarza będą trwały, a nam, wbrew wielu głosom, zdecydowanie brakuje komfortu na tej pozycji. Z polskimi bramkarzami jest znacznie gorzej niż się wydawało.

Jan Urban

Każde kolejne spotkanie, każda konferencja, niemal każda decyzja powoduje, że kibice z narastająca niechęcią patrzą na selekcjonera. Jak po takim widowisku we Wrocławiu można stwierdzić, że zawodnicy walczyli? To określenie pasuje może do trzech, czterech zawodników ze wszystkich, którzy pojawili się na murawie. Z Ukrainą znów nie obroniły się decyzje personalne selekcjonera - Kapustka słaby, Piotrowski słaby, system słaby, ustawienie defensywy nietrafione, Zalewski oddelegowany do gry obronnej nietrafiony. Urban trzyma się taktyki 3-4-3, powtarza, że brakuje lewych obrońców, że Jakub Kiwior nie daje mu gwarancji spokoju na tej pozycji. Przepraszam bardzo, ale czy zmuszony do wracania się Zalewski taką gwarancję daje, chociaż ani tego nie potrafi, ani za bardzo nie chce? Poza tym, cóż w naszej sytuacji zaszkodzi spróbować? Zakładam, że więcej z tego pożytku niż z fikuśnej zmiany Bartosza Slisza za Piotrowskiego w 87. minucie. Co taka zmiana ma właściwie na celu? Czy jakkolwiek wypełnia definicję słowa “zmiana”, czy jedynie służyła wykorzystaniu limitu wprowadzenia nowych zawodników?
Urban kolejny raz może zostać sklasyfikowany jako przegrany konkretnego meczu, prawdopodobnie też całego zgrupowania. Nie robi nic, aby przekonać dotąd trzymających neutralność kibiców, zwolennikom wytrąca z rąk argumenty, natomiast przeciwników tylko skutecznie nakręca. Tej drużynie z Ukrainą zabrakło wszystkiego. Zostaliśmy przeczytani jak otwarta książka przez sztab szkoleniowy debiutanta. Dwie najlepsze sytuacje mieliśmy po dobrym odegraniu przez Piotrowskiego, a następnie gigantycznym błędzie rywala niewykorzystanym przez Karola Świderskiego. W pewnym sensie dobrze, że nie jedziemy na mundial, w dostawaniu białej gorączki o trzeciej nad ranem nie ma nic przyjemnego. Przede wszystkim jednak my na ten mundial po prostu nie zasługujemy. Nie z taką grą, jaką znów prezentujemy za kadencji Urbana. Ożywienia reprezentacji starczyło na jakieś trzy mecze. Ukrainę w ładny sposób był w stanie pokonać nawet Michał Probierz.

Przeczytaj również