Wypluły go dwie znane ekipy, dziś to absolutny kozak. Możliwy wielki transfer

Wypluły go dwie znane ekipy, dziś to absolutny kozak. Możliwy wielki transfer
Icon Sport / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz Jankowski02 Jan · 11:00
W 2024 roku dwa kluby pokazały mu drzwi wyjściowe. Zmienił barwy, pozycję i trajektorię kariery. Dziś Valentin Barco jest jednym z najbardziej ekscytujących piłkarzy w lidze francuskiej.
Strasbourg to prawdziwa rewelacja ostatnich miesięcy. Ekipa ze Stade de la Meinau wygrała fazę ligową Ligi Konferencji, a na krajowym podwórku znów walczy o lokatę gwarantującą grę w pucharach. Sukcesy oczywiście nie wzięły się znikąd. W dużej mierze wynikają z tego, że klub trafił w ręce BlueCo, które zarządza też Chelsea. W efekcie “The Blues” albo oddają do zespołu Liama Roseniora niepotrzebnych piłkarzy (Mike Penders, Ben Chilwell), albo ogrywają tam tych, którzy w przyszłości mają brylować na Stamford Bridge (Emmanuel Emegha czy Kendry Paez).
Dalsza część tekstu pod wideo
Londyńczycy bez wątpienia nadają kształt kadry Strasbourga. Mimo to włodarze z Alzacji potrafią złowić na rynku także prawdziwe perełki niezwiązane z CFC. Jedną z nich jest Valentin Barco, który po wielu zawirowaniach wyszedł na prostą. Dokładnie rok temu był na uboczu wielkiej piłki, miał za sobą dwa kompletnie nieudane epizody w Brighton i Sevilli. Jedną ławkę rezerwowych zamienił na drugą, kolejni trenerzy nie mieli czasu ani ochoty, aby skorzystać z ogromnych pokładów jego potencjału. Na szczęście Ligue 1 okazała się ziemią obiecaną dla “El Colo”.

Cudowne dziecko argentyńskiej piłki

Valentin Barco przebył dość daleką drogę przed wyruszeniem na podbój Europy. I to dosłownie. Chłopiec urodzony w 25 de Mayo musiał codziennie jeździć po 100 kilometrów w jedną stronę, aby móc trenować w Boca Juniors. Spełnienie sportowych marzeń miało swoją cenę.
- Bywały takie miesiące, kiedy pieniędzy starczało nam tylko na benzynę. Dzień zaczynał pobudką o piątej rano, a z treningów wracał dopiero o dziesiątej wieczorem - opowiadała jego mama, Patricia, dla Convergencias.
Stosunkowo szybko role się odwróciły i to syn zaczął utrzymywać rodzinę. W juniorach wyróżniał się tak ogromnym talentem, że już jako 14-latek podpisał kontrakt z adidasem. W wieku 16 lat został czwartym najmłodszym debiutantem w historii Boca Juniors, trzy sezony później grał w finale Copa Libertadores. Wszystko toczyło się w zabójczym tempie, nie potrzebował on wiele czasu, aby stać się bohaterem La Bombonery. Kibice zakochali się w rudowłosym czarodzieju, który potrafił przemienić futbol w sztukę. Grał tak, jakby w jego słowniku brakowało wyrazu “presja”. Wychodził na znacznie starszych i bardziej doświadczonych rywali, po czym ich ośmieszał.
Efektowne popisy oczywiście nie przemknęły niezauważone w Europie. Barco wylądował na liście życzeń wielu uznanych marek, ze szczególnym uwzględnieniem Brighton. Na początku 2024 roku Gaston Edul informował, że “Mewy” zaoferowały 10 mln euro, ponieważ tyle wynosiła opcja wykupu lewego obrońcy. Boca Juniors odrzuciło propozycję, oczekując jeszcze wysokiego procentu od kolejnego transferu. Negocjacje się przeciągały, czas uciekał, więc w końcu piłkarz sam skorzystał z prawa uruchomienia klauzuli. Rozwścieczyło to Juana Riquelme, który publicznie skrytykował postępowanie młodziana. Prezes klubu podkreślał, że piłkarz odszedł bez słowa i okazał wszystkim brak szacunku.
- Nie ma sensu odpowiadać Riquelme. Jego słowa mnie nie zdziwiły, ale to już przeszłość. Ja chciałem dogadać się polubownie, ale w pewnym momencie klub nawet nie odbierał ode mnie telefonu. Wiem, że kibice Boca mnie zrozumieli, a to jest najważniejsze. W przyszłości chętnie wrócę do klubu, bo to mój dom - odpowiedział zawodnik na w TyC Sports.

Niewypał

Wychowanek Boca trafił do Brighton, czyli klubu ze znakomitą historią sprzedażową. Udane występy na The Amex zwykle stanowią trampolinę do ekip ze ścisłego topu. Wystarczy przypomnieć losy Marca Cucurelli, którego “Mewy” kupiły za 18 mln euro, a po roku sprzedały za 65. Historia lewego obrońcy z Argentyny nie ułożyła się tak pomyślnie.
Po przenosinach do Anglii Barco dał się poznać jako zawodnik, który nie potrafi bronić. O ile był w stanie napędzać ataki, robić wiatr na skrzydle, kreować kolegom sytuacje, o tyle zostawiał za sobą autostradę do bramki. W Brighton rozegrał tylko dwa spotkania w pełnym wymiarze czasowym, którymi były dotkliwe porażki 0:4 z Manchesterem City i 0:3 z Bournemouth. Łącznie wystąpił w siedmiu meczach “Mew” przed tym, jak pokazano mu drzwi wyjściowe. Na lewej flance po prostu nie było już miejsca. W 2024 roku klub zatrzymał Pervisa Estupinana i ściągnął za 30 mln euro Ferdiego Kadioglu, objawienie mistrzostw Europy. “Colo” musiał szukać szczęścia gdzie indziej.
- Mój styl gry idealnie pasuje do ligi hiszpańskiej. Bardziej lubię atakować niż bronić, ale oczywiście potrafię też pracować w defensywie. Rozmawiałem z trenerem Pimientą i spodobała mi się jego wizja gry. Wytłumaczył, gdzie widzi mnie w swoim zespole. Do tego Ansu Fati przekonał mnie, że Sevilla to ofensywnie grający zespół, w którym świetnie się odnajdę. To wszystko sprawiło, że wiem, że podjąłem dobrą decyzję - powiedział po podpisaniu umowy w Sewilli.
Garcia Pimienta miał zapewnić Barco swobodę na lewej flance. Cierpliwość szkoleniowca zakończyła się po zaledwie paru tygodniach. W debiucie w lidze hiszpańskiej Argentyńczyk przyczynił się do porażki 0:2 z Gironą, popełniając spore błędy w kryciu. Później dostawał ogony z ławki, po czym całkowicie wypadł z rotacji. Trener wolał wystawiać na lewej obronie kolejno Kike Salasa, Adrię Pedrosę, Jose Carmonę i Gonzalo Montiela. Każdego, byle nie Argentyńczyka.
- Valentin Barco to kolejny nieudany transfer dyrektora Victora Orty. Nie przekonał trenera ani jako lewy obrońca, ani pomocnik, ani skrzydłowy. Najlepszym rozwiązaniem było skrócenie wypożyczenia. "Colo" opuści Pizjuan, gdzie zupełnie się nie sprawdził - pisał w styczniu 2025 roku portal Vamosmisevillafc.com.
- Nie każde wypożyczenie kończy się sukcesem. Czasami piłkarz się rozwinie, a czasami otrzyma informację zwrotną odnośnie tego, co może poprawić. Sytuacja Barco nie jest oczywiście łatwa. Na pewno ma wielki potencjał i wiele osiągnie. Jednak czasami nie jest łatwo przystosować się do nowego klubu, innej ligi. Myślę, że może teraz czuć frustrację - komentował wówczas Fabian Huerzeler, cytowany przez Theargus.uk.

Mieszanka Marcelo i Pedriego

W środku poprzedniego sezonu Sevilla przerwała wypożyczenie i odesłała Barco z powrotem do Brighton. Piłkarz nie figurował jednak w planach Huerzelera, więc musiał znaleźć kolejnego pracodawcę. Po Argentyńczyka, który miał za sobą praktycznie stracony rok, zgłosił się Strasbourg. “Mewy” zaakceptowały ofertę wypożyczenia z opcją wykupu za 10 mln euro. Anglicy nie stracili pieniędzy, a Francuzi zyskali boiskowego lidera.
Barco doskonale odnalazł się w układance Liama Roseniora. Anglik został pierwszym trenerem w Europie, który zaakceptował wyraźne braki “Colo” w defensywie. Zawodnik, którego w Brighton i Sevilli raczej trzymano przy linii bocznej, został przesunięty bliżej środka, a tam jego błędy w kryciu czy przegrane pojedynki nie ważyły aż tak dużo, jak na lewej stronie defensywy. Uwolniła się zaś jego dusza boiskowego artysty. Kogoś, kto nie tylko minie rywala, ale na dodatek zrobi to w możliwie jak najbardziej efektowny sposób. Uwidoczniła się wyraźna inspiracja popisami Marcelo czy Pedriego.
- Myślę, że 90% osób, które wypowiada się na temat piłki, nie ogląda jej lub nie rozumie. Kiedy przyszedłem do Strasbourga, wszyscy mówili, że mogę być wyłącznie bocznym obrońcą. Nie wiedzieli, że mogę grać bliżej środka, że to nie jest dla mnie nowość. W tym sezonie mogę być traktowany jako pomocnik, ale nie jestem przywiązany do jednego miejsca. Czasem ustawiam się bliżej prawej, czasem lewej strony, w zależności od przeciwnika okupuję różne sektory, ponieważ trener zapewnił mi ogromną swobodę. Czuję się komfortowo na każdej pozycji. Powiedzenie, że jestem bocznym obrońcą lub pomocnikiem, byłoby uproszczeniem - opowiedział w wywiadzie dla dziennika AS.
- W dzieciństwie moją inspiracją był Marcelo. Teraz śledzę grę Pedriego, Vitinhi i Caicedo, bo są najlepszymi pomocnikami. Staram się obserwować ich i wyciągać to, co najlepsze, a potem wdrażać do swojej gry. Moim zdaniem piłka stała się teraz o wiele bardziej taktyczna niż w przeszłości, ale ja jestem inny. Wychodząc na boisko, chcę się dobrze bawić. Dopóki służy to drużynie, nie zmienię swojego stylu - dodał.

Klucz do sukcesu

Barco wreszcie otrzymał to, czego zabrakło mu w poprzednich dwóch klubach, czyli zaufanie. W tym sezonie jest trzecim najczęściej grającym piłkarzu w Strasbourgu. Nieznacznie więcej minut otrzymali jedynie bramkarz Mike Penders i Joaquin Panichelli, najlepszy strzelec drużyny. Ale w środku pola i na lewej flance 21-latek praktycznie nie ma konkurencji, ponieważ nie widać też żadnych powodów, aby odsuwać go od pierwszego składu. W bieżących rozgrywkach zebrał już jednego gola i sześć asyst. Jest klubowym liderem w liczbie prób dryblingu, progresywnych podań, zagrań w ofensywną tercję i oczekiwanych asyst. Dostał od trenera kierownicę i usłyszał: “Prowadź nas do sukcesu”.
- To zawodnik o dużej jakości i jeszcze większym potencjale. Przede wszystkim cechuje go mentalność zwycięzcy. Jest bardzo wszechstronny, co ułatwia nam życie. Pozycja nie jest najważniejsza, liczy się to, co faktycznie robi na boisku. Jeśli zapytasz młodego zawodnika, co kocha najbardziej, odpowie, że moment, kiedy ma piłkę przy nodze. U Valentina widać tę naturalną radość, kiedy może decydować o losach akcji - chwalił Rosenior.
Strasbourg dokonał fantastycznego interesu, kupując Barco za 10 mln euro. Z pełnym przekonaniem można założyć, że Francuzi sprzedadzą go z kilkukrotną przebitką. Kilka tygodni temu dziennikarze TZ Muenchen informowali, że Bayern uważnie obserwuje rozwój 21-latka, a nawet rozważa złożenie oferty. Polityka transferowa BlueCo sprawia, że pojawiły się też pojedyncze doniesienia o zainteresowaniu Chelsea. Niewykluczone, że latem pod biurami na Stade de la Meinau ustawi się kolejka kontrahentów. Ruch zimą raczej nie wchodzi w grę, ponieważ Argentyńczyk chce pozostać w stabilnym miejscu i szlifować formę w nadziei na wiadomość od Lionela Scaloniego.
- Moje marzenie? Mistrzostwa świata. Każdy piłkarz chce zagrać na mundialu. Jesteśmy mistrzami, mamy najlepszą drużyną, więc nie będzie łatwo. Ale zrobię wszystko, aby wywalczyć powołanie - podkreślił na antenie ESPN.
Barco przyznał kiedyś, że nie ma większej presji niż gra na La Bombonerze. Obiecał też, że pewnego dnia wróci do Boca Juniors, chociaż to na razie melodia bardzo odległej przyszłości. Wszechstronny zawodnik ma bowiem jeszcze bardzo wiele do ugrania w Europie. Jego początki na Starym Kontynencie nie były usłane różami, raczej naznaczone niespełnionymi oczekiwaniami i poczuciem straconego czasu. Na szczęście wreszcie znalazł klub, w którym uwierzono w jego potencjał i jeden czy drugi błąd nie zakończył się zsyłką w niebyt ławki rezerwowych. W Brighton i Sewilli mogą jedynie pluć sobie w brodę. Wypuścili prawdziwego kozaka.

Dyskusja

Przeczytaj również