Z Ekstraklasy do III ligi. Pogrążyła ich afera. A w kadrze wciąż duże nazwiska
Nieco ponad dwie dekady temu Górnik Polkowice rozegrał swój jedyny jak do tej pory sezon na boiskach Ekstraklasy. Choć miał możliwości, by pozostać w elicie na dłużej, pogrążyła go afera korupcyjna. Miała ona dobić klub, który jednak nie po raz pierwszy, i nie ostatni, zdołał się odrodzić. Teraz znów może wrócić na poziom centralny.
Zagłębie Miedziowe nie od dziś zalicza się do najbogatszych regionów w naszym kraju. Silne zaplecze finansowe ma wyraźny wpływ na rozwój tamtejszego sportu, w tym również piłki nożnej. Zagłębie Lubin to dwukrotny mistrz Polski, który rywalizuje o tytuł także w obecnym sezonie. O historyczny awans do Ekstraklasy walczy Chrobry Głogów, a powrócić do niej chciałaby też Miedź Legnica. Dziś mało kto już pamięta, ale na początku XXI wieku przydarzył się sezon, kiedy jedynym przedstawicielem tego regionu w najwyższej klasie rozgrywkowej był Górnik Polkowice. Jego pobyt w elicie, mimo że krótki, okazał się istotnym wątkiem w jednym z najczarniejszych rozdziałów polskiego futbolu.
Nie chodziło o umiejętności
Początki futbolu w Polkowicach sięgają czasów powojennych. To właśnie wtedy miasto powróciło pod polską administrację i osiedlili się w nim nowi mieszkańcy z różnych rejonów kraju. Zdecydowana większość z nich pochodziła jednak z Kresów Wschodnich, gdzie piłka nożna stanowiła ważny element życia codziennego. W 1947 roku powstał więc klub, który w końcówce lat 60. zyskał nowego patrona w postaci Kombinatu Górniczo-Hutniczego Miedzi. Ten przez lata występował głównie w rozgrywkach regionalnych. Do drugiej ligi, czyli na ówczesny drugi poziom, awansował po raz pierwszy dopiero w 2000 roku. W kolejnym otarł się o elitę, ale przegrał baraż ze Stomilem Olsztyn. Do grona najlepszych ostatecznie dostał się po sezonie 2002/2003.
- Trzeba pamiętać, że to właśnie wtedy Zagłębie spadło z Ekstraklasy. Na początku mecze beniaminka z Polkowic cieszyły się zatem sporym zainteresowaniem, bo przyjeżdżali tam również kibice z Lubina, żądni obejrzenia futbolu na najwyższym poziomie. Sam Górnik nigdy nie był jakiś bardzo mocny pod względem kibicowskim w regionie. Znacznie więcej ludzi od zawsze chodziło na Zagłębie i to niezależnie od jego wyników. W Polkowicach nawet na inauguracji z Amicą Wronki nie pojawił się tam komplet widzów. To był trochę taki kaprys lokalnych władz, choć pewnie gdyby były wyniki, a klub utrzymałby się wśród najlepszych przez kilka sezonów, ta sytuacja mogłaby wyglądać nieco inaczej - mówi nam Robert Radczak, dziennikarz Radia Wrocław, który był korespondentem na spotkaniach Górnika w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Sam awans Górnika do ówczesnej I ligi nie był dziełem przypadku. W szeregach zespołu nie brakowało piłkarzy ogranych na wysokim poziomie, takich jak Zbigniew Szewczyk czy Jacek Kasprzak, którzy mieli w swoich CV mistrzostwa Polski. Chociaż po awansie ten duet odszedł z zespołu, trener Mirosław Dragan wciąż dysponował solidną ekipą. W elicie przez polkowicką szatnię przewinęli się m.in. Bartłomiej Jamróz, Daniel Dubicki, Grzegorz Pater czy Tomasz Moskal, którzy na przestrzeni całych swoich karier zanotowali po ponad 200 występów w najwyższej klasie rozgrywkowej. To nie umiejętności były problemem tamtej drużyny, która w sezonie 2003/2004 w 14-drużynowej stawce zajęła ostatecznie 12. miejsce, a w barażu o utrzymanie wyraźnie uległa Cracovii, przegrywając z nią dwukrotnie po 0:4.
- Gra Górnika w Ekstraklasie była efektem konsekwentnej budowy tego klubu przez kilka lat. Zagłębie Miedziowe może się przecież pochwalić kilkoma naprawdę solidnymi ekipami i dla kogoś, kto zna realia tego regionu, to nie było nic nadzwyczajnego. Jego spadek z elity nie był z kolei wyłącznie wynikiem postawy na boisku. W dużej mierze zadecydowała o nim afera korupcyjna. Polkowiczanie dużo meczów kupowali, ale też sporo sprzedawali i po prostu chcieli zarobić. Dochodziło do sytuacji kuriozalnych, które trudno jest dziś logicznie wytłumaczyć. W tamtym zespole było przecież naprawdę wielu bardzo doświadczonych i ogranych na najwyższym poziomie zawodników. Ta drużyna miała możliwości, aby utrzymać się na dłużej w tej lidze. Sęk w tym, że nie wiemy, ile z tych spotkań zostało przegranych w sposób sportowy, a ile nie - dodaje nasz rozmówca.
Fala za falą
Lada chwila wybuchła bowiem największa w historii polskiego futbolu afera korupcyjna, a w wyniku śledztwa ustalono, że klub z Polkowic był jednym z jej głównych aktorów. Miał ustawić aż 60 meczów, wśród których były nie tylko te decydujące o awansie do elity, ale nawet wspomniany barażowy dwumecz z Cracovią. W kwietniu 2007 Wydział Dyscypliny PZPN ogłosił wyrok wobec pięciu klubów, w tym właśnie występującego wówczas na drugim poziomie Górnika. Początkowo miał on zostać zdegradowany o jedną klasę i wystartować w niej z minus 10 punktami, a także zapłacić 50 tysięcy złotych kary. Klub od tej decyzji odwołał się do Związkowego Trybunału Piłkarskiego. Jego wyrok był jeszcze brutalniejszy - degradacja o dwie klasy rozgrywkowe, minus sześć punktów i 70 tysięcy do zapłaty.
- Korupcja znacząco wpłynęła na losy Górnika. Wielu piłkarzy zaczęło stamtąd odchodzić, bo tracili pieniądze, które musieli przeznaczyć na łapówki, a za tym i tak nie zawsze stał sukces na boisku, bo ktoś inny zawsze mógł ich przebić. Jak wybuchła afera i klub został karnie zdegradowany, w Polkowicach nikt nie myślał już o awansie do Ekstraklasy. Chyba najbardziej chore jest, to, że niektóre zespoły nie spotkały się wtedy z żadnymi sankcjami, a sposób, w jaki wówczas karano za korupcję, to był jakiś hit. Oczywiście Górnik był jednym z tych klubów, który był najbardziej umoczony w tę aferę, ale dlaczego innym uszło to płazem? - zastanawia się Radek Radczak ze Sportowego Słowa, prywatnie syn Roberta, który ze swoim tatą obserwował na żywo spotkania Polkowiczan w elicie.
Po karnej degradacji rozpoczął w dziejach Górnika okres, który dla jego kibiców był jedną wielką huśtawką nastrojów. W czwartej lidze klub spędził tylko sezon, a pod wodzą Dominika Nowaka, który właśnie na Dolnym Śląsku wypłynął na szerokie wody, w trzy lata zrobił trzy awanse i ponownie zameldował się na zapleczu Ekstraklasy. Na nim przetrwał dwa sezony, po czym już pod nazwą KS Polkowice najpierw spadł do drugiej ligi, a pod koniec 2013 roku z uwagi na zmniejszenie dotacji z gminy całkowicie wycofał się z rozgrywek. Tym razem wylądował aż na piątym poziomie, ale i z niego zdołał się szybko podnieść. Z Januszem Niedźwiedziem na ławce w sezonie 2020/2021 po raz kolejny awansował na zaplecze Ekstraklasy. Ta pierwszoligowa przygoda za długa już nie była. “Zielono-czarni” po roku spadli, a po kolejnym - mimo takich nazwisk jak Arkadiusz Piech czy Mateusz Piątkowski w składzie - znaleźli się znów w trzeciej lidze.
- W przypadku Górnika Polkowice to zawsze były takie fale, kiedy raz wchodził gdzieś wyżej, aby chwilę później znów spaść do niższych lig. Tym klubem od lat rządzi pewnego rodzaju sinusoida. W Polkowicach sporym problemem jest też frekwencja, bo tam po prostu nie ma zbytnio dla kogo budować tego futbolu na najwyższym poziomie. Po tym, jak miasto pozwoliło upaść ekstraklasowej koszykówce kobiet, skupiło się mocniej na piłce nożnej, ale wydaje się, że najbardziej postawili na jej halową odmianę. Plan jest, aby Górnik awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej, ale właśnie w futsalu, natomiast na trawie ma po prostu znowu zagrać na szczeblu centralnym - uważa starszy z Radczaków.
Ekstraklasa - tak, ale na hali
Faktycznie futsalowy Górnik ma spore ambicje, w sezonie 2021/2022 występował nawet w Ekstraklasie, a teraz gra na jej zapleczu i był nawet bliski strefy barażowej o wejście do elity. Piłkarze, ci z trawy, na takie wyniki mogą spoglądać z lekką nutą zazdrości. Aktualnie walczą o awans do drugiej ligi i na sześć kolejek przed końcem jako wicelider mają tyle samo punktów co pierwsza w tabeli Lechia Zielona Góra, z którą przegrywają jedynie bilansem bramkowym. Warto dodać, że bezpośredni promocję szczebel wyżej wywalczy tylko jeden zespół, a drugi zagra w barażach. Wciąż do rozegrania został też rewanżowy mecz bezpośredni między tymi drużynami, do którego dojdzie w ostatnim meczu sezonu. A pikanterii dodaje fakt, że trenerem Polkowiczan jest aktualnie Andrzej Sawicki, który w latach 2018-2024 prowadził… Zielonogórzan.
- Ten sezon jest dla Górnika Polkowice naprawdę dziwny. Tabeli przewodzi Lechia, która kilka razy w tym sezonie się potknęła, ale nawet jeśli przydarzały się jej jakiejś mniejsze lub większe wpadki, to ich dolnośląscy rywale nie byli w stanie tego wykorzystać. Dość powiedzieć, że przecież przez moment nad nimi w tabeli znalazła się nawet Sparta Katowice, która wiosnę ma już jednak znacznie słabszą. Jeśli Górnik wejdzie do baraży, a na tę chwilę sporo na to wskazuje, ich droga do drugiej ligi wcale nie będzie taka prosta. Czekają ich jeszcze kolejne dwa, niezwykle ciężkie mecze - zauważa Radek Radczak.
Drużynie znów nie brakuje uznanych na rynku nazwisk. Doświadczenie mają jej zapewnić Bartosz Rymaniak, Szymon Skrzypczak i Filip Starzyński, którzy łącznie rozegrali w Ekstraklasie blisko 700 meczów. Obiecująco spisują się też młodsi - napastnik Michał Nagrodzki czy stoper Jakub Rogalski. Ta mieszanka ma dać Górnikowi kolejną już w ostatnich latach przepustkę do poważnej piłki. A ewentualny powrót jeszcze wyżej? Gminę Polkowice z finansowego punktu widzenia byłoby pewnie stać nawet na grę w Ekstraklasie. Najpierw musiałaby jednak mieć powód ku pakowaniu jeszcze większej kasy w klub, a przede wszystkim jego infrastrukturę.
- Ta rzeczywiście jest obecnie największym problemem Górnika. Jego stadion od ponad 20 lat nie był w żaden sposób modernizowany i nie jestem pewny, czy w ogóle spełniałby warunki licencyjne nawet na poziomie I ligi, a co dopiero Ekstraklasy. Do tego nie można zapominać, że obecnie Górnik to klub partnerski dla Zagłębia Lubin, z którym ma podpisaną umowę o współpracy. Dlatego być może dobrą drogą dla niego byłoby zostanie drużyną satelicką dla “Miedziowych”, do której ci wysyłaliby swoje największe talenty, aby się tam ogrywały. Tak to zresztą już w przeszłości wyglądało. Jeśli ktoś z ratusza będzie miał większe ambicje, wszystko jest możliwe. Pytanie tylko, czy to by miało w ogóle sens - podsumowuje.