Kosmos, 19-letni Polak zadebiutował w LM! Niedawno grał w III lidze. "Jest zdolny do dużych rzeczy"
W marcu grali przeciwko sobie w meczu Wisły Płock z Arką Gdynia. Teraz obaj zadebiutowali w Lidze Mistrzów. Młodzi Polacy Wiktor Nowak i Oskar Kubiak ze Slavii Praga zagrali na największej ze scen. Szczególnie uważnie śledziliśmy grę drugiego z nich, bo Kubiak rok temu o tej porze dopiero wchodził na dobre do… II ligi w Sokole Kleczew. I po tym debiucie 19-latek naprawdę nie ma się czego wstydzić!
Wiktor Nowak wszedł do Slavii Praga z impetem, wyważył drzwi, błyskawicznie zameldował się w podstawowym składzie. Dał się poznać jako piekielnie silny i pracowity filar środka pola, także bramkostrzelny, nie bez powodu zasypano go porównaniami do Tomasa Soucka. Jego powołanie do kadry na nadchodzącą Ligę Narodów nie dość, że nie byłoby zaskoczeniem, to wręcz wydaje się obowiązkiem z perspektywy Jana Urbana. Górnik Zabrze ubił na pomocniku doskonały interes - wziął za darmo ze Znicza Pruszków, ograł w Wiśle Płock i za ponad 2 mln euro opchnął Czechom. Czechom, którzy długo za nim chodzili, obserwowali, mieli konkretny plan. Nawet dyrektor sportowy Jakub Mares - przyznał to w CANAL+ - nie spodziewał się jednak, że Nowak tak szybko wkomponuje się w zespół i zamiast bycia częścią rotacji, zostanie jednym z ważniejszych zawodników.
III liga, 16 miesięcy, Liga Mistrzów
Razem z Nowakiem latem do Slavii trafił też Oskar Kubiak. Lewonożny nastolatek idzie naprzód w nieprawdopodobnym tempie. Niespełna półtora roku temu grał na czwartym poziomie rozgrywkowym w Polsce, dla Wdy Świecie. Potem - już wykupiony przez Arkę Gdynia - spędził jedną rundę ligę wyżej, w Sokole Kleczew. I tę II ligę Kubiak rozniósł w pył, kolekcjonował bramki i asysty jak szalony. W Gdyni szybko zdali sobie sprawę, że ten piekielnie uzdolniony dzieciak musi dostać szansę. Zimą - bez żadnych gwarancji - pojechał na obóz przygotowawczy. Błysnął, zaimponował, na tyle, że Arka zapłaciła Sokołowi za skrócenie wypożyczenia, a Kubiak wylądował na boiskach Ekstraklasy. Dawidowi Szwardze chwilę zajęło, by odważnie na niego postawić, ale jak już to zrobił, nie pożałował.
Kubiak dał się zapamiętać szczególnie przepięknym golem w derbach z Lechią Gdańsk, ale pokazał więcej niż tylko kapitalną lewą nogę - dynamikę, motorykę, drybling, odwagę, dyscyplinę, decyzyjność. Jednocześnie zachowywał chłodną głowę. - Ja nie jestem takim typem zawodnika, co strzeli jedną, dwie bramki - jeszcze taką piękną - i od razu szaleje, w szatni czy poza nią. Ja jestem skromnym, pokornym chłopakiem, który ciężko pracuje. Taka bramka jeszcze bardziej motywuje mnie do pracy - mówił na początku marca dla Meczyki.pl.
Jasne, miewał słabsze występy, nie było mu łatwo o lśnienie w słabej Arce, natomiast wystarczyło, by wpaść do notesów klubów z Polski i Europy. Jakub Mares wspominał, że trener Jindrich Trpisovsky zwrócił uwagę na Kubiaka, gdy oglądali w akcji Wiktora Nowaka. 9 marca Gdynianie wygrali w Płocku 3:0. Według dyrektora Maresa 19-latek szybko zrobił na nich duże wrażenie - tym, jak szybko po wejściu do Ekstraklasy udowodnił swoją wartość, jak mocny jest fizycznie, jaką potrafi zrobić różnicę w ostatniej tercji. - Jest kimś wyjątkowym, jest zdolny do dużych rzeczy. Czuję, że może zrobić kolejne kroki, poza naszą ligą - opowiadał Mares w rozmowie z Tymoteuszem Kobielą przed meczem z Lens.
Czwartkowy wieczór był wyjątkowy dla obu młodzieżowych reprezentantów Polski. Obecność Kubiaka w wyjściowym składzie mogła zaskoczyć, bo większość letniego okresu przygotowawczego stracił on z powodu kontuzji. Dopiero w ostatni weekend zadebiutował w lidze czeskiej, wcześniej spodziewano się prędzej powrotu na wypożyczenie do Polski. Teraz rzucono go na głęboką wodą, w taki dzień, na arenie Champions League. Zapracował na to. Siedem miesięcy po tym, gdy walczyli z Nowakiem na boisku w Płocku. Rok po tym, gdy w barwach Sokoła Kleczew rywalizował z Podhalem Nowy Targ w II lidze. Kosmiczna historia, jak ze snu, jak z filmu, ale poparta ciężką pracą, rozwojem, chęcią bycia lepszym z każdym meczem, tygodniem.
Debiut na TAK
Kubiak, choć w Pradze widzą go też bliżej bramki przeciwnika, w ofensywnym tercecie, zagrał na lewym wahadle. Obok Nowak, naprzeciwko skrzydłowy Lens Michał Skóraś, na trybunach selekcjoner Urban. Polski wieczór w Lidze Mistrzów. W tych okolicznościach to właśnie Oskara Kubiaka szczególnie wzięliśmy pod lupę. I absolutnie nie pożałowaliśmy!
W pierwszej połowie 19-latek zupełnie nie wyglądał na gościa, który wykonał taki przeskok w karierze, czy na gościa, który dopiero dotyka poważnej piłki, debiutując w LM. Grał bez kompleksów, był aktywny, widoczny, waleczny, nie odstawał, współpracował z kolegami, chętnymi do wspólnej gry. Piłka go szukała, zresztą przy stałych fragmentach gry tak się ustawiał, by szukać okazji do sytuacyjnego strzału. Miał dwie próby - pierwszej może mocno żałować, bo w 15. minucie stanął przed klarowną szansą bramkową. W polu karnym uderzył jednak z gorszej, prawej nogi i przestrzelił, kropnął obok słupka. 22 minuty później strzelał z dystansu, po rykoszecie piłkę złapał bramkarz.
Tuż przed przerwą szykował się do jeszcze jednego uderzenia, ale został powstrzymany, by po chwili świetnie skasować akcję rywali dobrą interwencją w defensywie. Miał takie co najmniej dwie, imponował dyscypliną taktyczną, grał odpowiedzialnie, asekurował. Zanotował naprawdę bardzo solidne 45 minut, choć nie zyskał wielu okazji na bezpośrednie pojedynki ofensywne, na odpalenie trybu turbo, drybling i gaz. W jednej z akcji, gdy się rozpędzał, ostro potraktował go przeciwnik, sędzia nie wahał się z faulem.
Druga połowa natomiast to mniej widoczny Oskar Kubiak, chociaż jego sposób gry zdeterminowały boiskowe wydarzenia; Slavia od 49. minuty grała w dziesiątkę. W 76. minucie 19-letni Polak opuścił murawę. Niewiele wcześniej być może mógł nieco szybciej zareagować przy golu rywali, chociaż była to złożona sytuacja, zamieszanie po rzucie rożnym, potem rykoszet. Niemniej, całościowo Kubiak zasłużył na słowa uznania. Nie pękł na robocie, nie ma się czego wstydzić. Pokazał, że drzemią w nim spore możliwości. W półtora roku z III ligi na najlepsze salony, egzamin zaliczony.
Kto do kadry, panie Janie?
A jak poszło Nowakowi? Jak zwykle wykonał mrówczą robotę w środku pola. Nabiegał się, powalczył, pomagał w defensywie - wybijał, przechwytywał, odbierał, blokował strzały. Miał też swoją okazję na gola - w 64. minucie z ostrego kąta w trudnej sytuacji nie ułożył odpowiednio stopy i nie zdołał skierować piłki w stronę siatki. Zszedł w 82. minucie, a więc polskiego duetu nie było na boisku, gdy Slavia w doliczonym czasie gry wypuściła z rąk i wygraną, i remis. Nie było również Skórasia, najbardziej dyskretnego z biało-czerwonych. Skrzydłowy długo wpisywał się w ogólny marazm ofensywy Lens, rzadko go wykorzystywano, jakby bez zaufania, niewidoczny. Zapamiętaliśmy jego występ z trzech elementów: pojedynków z Kubiakiem, efektownej indywidualnej akcji z 41. minuty, kiedy to minął rywala w środku ładnym zwodem i podał w pole karne, a także pechowego poślizgnięcia tuż przed zejściem w 61. minucie. I to by było na tyle. Sam mecz rozkręcił się niebywale, Lens wygrało 3:2, mimo że osłabiona Slavia dwukrotnie wychodziła na prowadzenie.
Ciekawe, co zanotował w swoim kajecie Jan Urban. Ilu z obecnych w czwartkowy wieczór na boisku Polaków powoła we wrześniu do kadry? Skóraś i Nowak wydają się pewniakami, choć z tym selekcjonerem nic nigdy nie wiadomo. Wiemy natomiast, że tutaj, w Slavii Praga, leży przyszłość naszej piłki. Wiktor Nowak i Oskar Kubiak mają papiery na solidne europejskie kariery. Trzymamy kciuki, obserwujemy, a reprezentacja na pewno skorzysta. Powodzenia w kolejnych meczach LM!