Z nieba prosto w muł. Niedawno wyrwali dwa trofea gigantom, a teraz klub się sypie
Cieszyli się z trofeów, mieli najdłuższą serię bez porażki wśród ekip z pięciu czołowych lig Europy, a teraz… zmierzają na dno. Wydawało się, że Crystal Palace spróbuje namieszać w czołówce Premier League, ale doszło do implozji. Na Selhurst Park sypie się wszystko - od wyników, przez kadrę, po relacje z trenerem. Kibice zaliczają brutalną pobudkę z pięknego snu.
Poprzedni sezon był dla Crystal Palace historyczny. Przyniósł pierwsze w historii trofeum i awans do europejskich pucharów. Ten obecny, choć zaczął się dobrze, szybko zmienił się w prawdziwy koszmar. W obozie “Orłów” sypie się właściwie wszystko: forma jest tragiczna, filary zespołu odchodzą bądź już odeszły, a opuszczenie statku zapowiedział nawet trener. Próba obrony tytułu w FA Cup zakończyła się kompromitacją już w pierwszym meczu. Palace miało pukać do ligowej czołówki, a aktualnie może spoglądać ze zmartwieniem w stronę strefy spadkowej. Zamiast rozkręcającego się ciekawego projektu mamy konsternację, zmartwienia, frustrację i niedowierzanie.
Byli w niebie, wbili się w muł
Gdyby jeszcze w połowie grudnia ktoś powiedział kibicom Crystal Palace, że ich sezon kompletnie wykolei się w półtora miesiąca, to zapewne kazaliby mu popukać się w czoło. “Orły” zajmowały wówczas czwarte miejsce w tabeli Premier League. Po 15 kolejkach miały na koncie tylko trzy porażki. Stosunkowo niedawno zdobyły dwa pierwsze trofea w swojej ponad 120-letniej historii: Puchar Anglii i Tarczę Wspólnoty, pokonując Manchester City i Liverpool. Na przełomie rozgrywek 2024/25 i 25/26 ustanowiły najdłuższą w historii klubu, 19-meczową serię bez porażki (wówczas najdłuższą w pięciu czołowych ligach Europy, a grali m.in. z Arsenalem, Chelsea czy wspomnianymi City i Liverpoolem - dwukrotnie), która zakończyła się na początku października.
Pomimo przeniesienia z Ligi Europy do Ligi Konferencji z powodu niezgodności z przepisami dotyczącymi powiązań właścicielskich między Palace a Olympique’iem Lyon wydawało się, że to naprawdę dobrze prosperujący projekt, a w Londynie rośnie kandydat na regularnego pucharowicza. Pracę prowadzącego zespół Olivera Glasnera chwalono właściwie wszędzie.
Wszystko jednak zmieniło się bardzo szybko. W ciągu zaledwie ośmiu kolejek Crystal Palace spadło na 15. miejsce w Premier League. Zdobyło w nich zaledwie dwa punkty, co jest najgorszym wynikiem w lidze. Przewaga nad strefą spadkową stopniała do tylko ośmiu oczek, a forma części drużyn broniących się przed relegacją uległa w międzyczasie znacznej poprawie. Aktualnie drużyna z Selhurst Park ma passę aż 11 meczów bez wygranej na wszystkich frontach. A w jej trakcie mierzyła się m.in. fińskim KuPS (choć w meczu o popularną “pietruszkę” i w zrotowanym składzie) czy skompromitowała się przy próbie obrony Pucharu Anglii, odpadając już w pierwszym meczu z szóstoligowym Macclesfield Town. O tym ostatnim przypadku można napisać właściwie cały oddzielny rozdział.
W 155-letniej historii FA Cup zaledwie trzykrotnie odpadała z niego drużyna grająca z przeciwnikiem występującym pięć lig niżej. Ostatni raz zespół spoza profesjonalnych lig wyrzucił obrońcę trofeum za burtę… w 1909 roku. To zdarzenie absurdalne, historyczne i podsumowujące ostatnie tygodnie w Palace. Wszystko układało się źle - nawet coś, co w teorii powinno być formalnością. A forma to tylko szczyt góry lodowej.
Trzy sierpowe w środku kryzysu
Kiedy latem z klubu odszedł jego najlepszy zawodnik, Eberechi Eze, fani mogli się martwić. Wszak to w pełni naturalne. Piłkarzowi jednak trudno się dziwić, że gdy dostał ofertę od Arsenalu, postanowił ją zaakceptować. Palace to klub sprzedający. Wyróżniający się zawodnicy, którzy przykuwają uwagę mocniejszych zespołów, zmieniają barwy w poszukiwaniu okazji do realizacji swoich ambicji. Tak zrobili m.in. Michael Olise, gdy przechodził do Bayernu Monachium czy Aaron Wan-Bissaka, kiedy kupił go Manchester United. Tak miał też zrobić Wilfried Zaha, ale się zasiedział i w efekcie wylądował w Turcji.
Eze pożegnał się jednak z kibicami w absolutnie wyjątkowy sposób. Poprowadził ich ukochany klub do pierwszego trofeum w historii, strzelając zwycięskiego gola w finale FA Cup z Manchesterem City. Na zawsze zapisał się w annałach, stał się żywą ikoną. A zainkasowane za niego 60 milionów funtów stanowiło uczciwą zapłatę.
Patrząc z innej strony, w klubie pozostał kapitan, Marc Guehi. Miał już dograny transfer do Liverpoolu, ale nie udało się sprowadzić dla niego następcy, więc transakcja upadła. Anglik zachował pełen profesjonalizm, nie było po nim widać spadku formy czy niezadowolenia. Poinformował jedynie, że zamierza odejść latem, gdy wygaśnie jego kontrakt. Fani w teorii nie mieli powodów do zmartwień. Po udanym sezonie udało się utrzymać niemal cały trzon zespołu z tylko jednym, ale spodziewanym osłabieniem. Forma natomiast się zgadzała.
Teraz, pół roku później, scenariusz wygląda zupełnie inaczej. Guehi w styczniu został sprzedany za 20 milionów funtów do Manchesteru City, byle nie odszedł za darmo. Niedługo później oficjalną prośbę o transfer złożył najlepszy strzelec, Jean-Philippe Mateta i bardzo możliwe, że już niedługo zostanie kolejnym graczem, który opuści Selhurst Park. Jakby tego mało, swoje odejście zapowiedział też Glasner. Trener chce spakować walizki wraz z końcem rozgrywek, kiedy wygaśnie jego kontrakt. W ciągu pół roku Palace dostało informacje o stracie czterech kluczowych ogniw projektu. Co więcej, trzech z nich w środku absolutnego kryzysu. To niczym trzy sierpowe od boksera wagi ciężkiej, gdy już słaniasz się na nogach.
Chwytają się brzytwy
W obecnej sytuacji kibice Palace mogą poważnie zastanawiać się, jak potoczą się dalsze losy ich zespołu. Uzupełnienia składu na razie nie spełniają pokładanych w nich nadziei. Rekordowy transfer, Yeremy Pino z Villarrealu, miał załatać lukę po Eze, ale na razie notuje przeciętne liczby. W całym sezonie strzelił pięć goli i zanotował cztery asysty, lecz w Premier League zaliczył bezpośredni udział przy zaledwie trzech trafieniach. Pozyskany zimą z Tottenhamu Brennan Johnson zagrał na razie w pięciu spotkaniach i w protokołach meczowych zapisał się tylko łapiąc żółte kartki.
Kupiony latem z Rennes młody stoper, Jaydee Canvot, w ostatniej kolejce wskoczył do podstawowej jedenastki w miejsce sprzedanego Guehiego. Maczał palce w każdym z trzech goli rywali w przegranym 1:3 spotkaniu z Chelsea (nieudane wycofanie dało bramkę na 0:1 autorstwa Estevao, przy drugiej złamał linię spalonego, trzecia padła z rzutu karnego podyktowanego po jego zagraniu ręką).
Aktualnie trudno widzieć w nowych nabytkach nadzieję na impuls. Patrząc na dotychczasowe “powodzenie” zakupów, można martwić się o zastąpienie Matety, jeśli ten rzeczywiście dopnie swego. Francuz to co prawda zawodnik nieskuteczny, potrzebujący wielu szans, aby trafić do siatki, ale jednak regularnie dostarczający gole. Od startu sezonu 2023/24 zdobył aż 38 bramek w samej Premier League. Początkowo wydawało się, że jego miejsce w przypadku sprzedaży (najpierw zainteresowanie miały przedstawiać Juventus i Aston Villa, potem Nottingham Forest, a ostatnio AC Milan) ma zająć Joergen Strand Larsen. Piłkarz, który w tym sezonie strzelił dla Wolves zaledwie jednego ligowego gola. Miał kosztować 45 milionów funtów plus bonusy, padło już nawet słynne “here we go”, ale sprawa stanęła w martwym punkcie.
Nieprzekonująco wyglądają też wypożyczenie gracza Aston Villi, Evanna Guessanda. 24-letni skrzydłowy trafił na Wyspy tego lata i w ciągu pół roku zaliczył 21 występów (po sześć w podstawowym składzie w Premier League i Lidze Europy), strzelając zaledwie dwa gole (z Go Ahead Eagles i Bazyleą). Takie ruchy wyglądają na chwytanie się brzytwy przez tonącego.
Trener mówi: “to nie ja”
Można też odnieść wrażenie, że za kulisami pojawiły się napięcia. Glasner od dłuższego czasu zdradzał oznaki niezadowolenia z powodu braku bardziej zdecydowanych ruchów na rynku transferowym. Crystal Palace ograniczało się głównie do zastępowania sprzedanych piłkarzy, nie dokonując efektownych wzmocnień. Austriak mógł więc przeliczyć się co do ambicji przełożonych i możliwości finansowych, a także potencjału klubu. Gdy zadeklarował zamiar opuszczenia Selhurst Park, stało się jasne, że nie ma już sensu budować składu “pod niego”. Zapowiadają się turbulentne miesiące.
- Odnoszę wrażenie, że chciał, żebyśmy mu “opłacili” następną posadę - wydali pieniądze na piłkarzy dla niego, aby lepiej się prezentował. (...) Podczas meczu z Sunderlandem [porażka 1:2 - przyp. red.] nie zrobił ani jednej zmiany i powiedział, że gdy spojrzał na ławkę, nie widział na niej ani jednego zawodnika wartego wprowadzenia na boisko. (...) Nie odejdzie sam z siebie, ale jeśli chciałby, to zostałby zwolniony - tłumaczył w programie The Overlap Fan Debate Dan Cook, reprezentujący kibiców Crystal Palace. - Czemu nie zrezygnuje z pieniędzy należnych mu za resztę kontraktu i nie stwierdzi, że nie da rady bez Guehiego, więc odchodzi?
Gdy “Orły” zaliczały jesienią bardzo dobrą passę, nazwisko Glasnera regularnie przewijało się w spekulacjach dotyczących posad w klubach o zdecydowanie większych możliwościach. Miał pełne prawo liczyć na kuszące oferty latem. W samej Premier League realnie mogą pojawić się wakaty w Manchesterze United czy Tottenhamie, a przecież dobrze zna go też rynek niemiecki, gdzie m.in. prowadził z powodzeniem Eintracht Frankfurt, wygrywając Ligę Europy. Wygląda to tak, jakby w ostatnim czasie zależało mu na tym, aby wysłać światu wiadomość, że jest ofiarą braku ambicji zarządu i słaba forma to w dużej mierze nie jego wina.
- Nie potrzebujesz taktyki czy menedżera w takich meczach, jeśli pokazujesz, co potrafisz i grasz z odrobiną dumy. Dziś jednak zabrakło nam wszystkiego - stwierdził zresztą po kompromitacji z Macclesfield.
- Czuję się całkowicie osamotniony. Najgorsze, że sprzedajemy kapitana na dzień przed meczem w Premier League. Do tej pory byłem cicho… Dwukrotnie wyrwali nam serce, dwa razy w dniu poprzedzającym mecz. Tak było z Eze, tak jest Guehim. Wczoraj usłyszałem, że sprzedajemy Marca i musimy sobie z tym poradzić. Nikt tak nie robi - grzmiał z kolei po przegranej z Sunderlandem.
Jeżeli kapitan statku nie prezentuje chęci wyciągnięcia go z mielizny, a nawet sam zapowiedział jego opuszczenie, to trudno spoglądać w przyszłość z nadzieją. Dlatego też kibice czują dużą frustrację i wybuczeli szkoleniowca przy okazji wspomnianego spotkania z Sunderlandem.
Aktualnie Crystal Palace może z obawą spoglądać za plecy. Przy formie z ostatnich tygodni, w połączeniu z pobudką znajdujących się na kolejnych lokatach Leeds, Nottingham i West Hamu, widmo walki o utrzymanie może stać się realne już za kilka kolejek. A wówczas zrobi się naprawdę gorąco. Czegoś takiego trudno było się spodziewać i trudno czuć ekscytację nawet na myśli o Lidze Konferencji, gdzie “Orły” wciąż powinny należeć do grona ścisłych faworytów. Na Selhurst Park doszło do prawdziwej implozji, dobrze zapowiadająca się drużyna się zapada. I jeśli się nie podniesie, to może skończyć w nicości Championship. Bo w obecnej formie po prostu do niej zmierza.