Z polskiej III ligi do... reprezentacji. I to jakiej. "Super byłoby zagrać na mundialu"

Jak do tej pory w naszym kraju grał tylko na poziomie ligi okręgowej. Milan Blanken wciąż czeka, aby po raz pierwszy wystąpić w III lidze. Zaraz może za to pokazać się w… reprezentacji Bonaire. Drużynie, która w teorii ma prawo walczyć o tytuł najlepszej drużyny Ameryki Północnej, ale o mundialu nie może nawet pomarzyć.
Podczas tegorocznych mistrzostw świata zachwycaliśmy się egzotycznymi reprezentacjami, które wskutek zwiększenia liczby uczestników mogły po raz pierwszy wystąpić na imprezie tej rangi. Wśród nich było Curacao, będące od kilku lat pierwszą siłą karaibskiego futbolu. Niedaleko wyspy słynącej z niebieskiego likieru znajduje się jeszcze jedna, równie zakręcona na punkcie piłki. Bonaire chce wreszcie zostać dostrzeżone na międzynarodowej scenie. A pomóc ma w tym Milan Blanken, który na piłkarskie salony chce dostać się przez… Podkarpacie i Podlasie.
Od Urugwaju po Bieszczady
Urodził się w 2007 roku w Kralendijk, czyli stolicy Bonaire, której nazwa to zniekształcenie holenderskiego słowa “Koralendijk” oznaczającego rafę koralową. Choć tych ostatnich wokół wyspy jest od groma, młody Milan nie zamierzał spędzić reszty życia na nurkowaniu. Jego marzenia od początku orbitowały wokół futbolu. Występował w lokalnych Uruguay Titans oraz Realu Rincon, aż postanowił postawić kolejny krok. Doskonale zdawał sobie sprawę, że będzie się to wiązało z opuszczeniem rodzinnych stron, ale sam nie podejrzewał wtedy, że marzenia zaprowadzą go nad Wisłę.
- Zawsze marzyłem o tym, aby zostać zawodowym piłkarzem. Udało mi się wziąć udział w kilku testach w profesjonalnych klubach w Holandii, Anglii i Polsce, ale początkowo nic z tego nie wyszło. Wtedy mój agent zaproponował mi inną ścieżkę. Znalazł odpowiedni klub, czyli Bieszczady Ustrzyki Dolne i w tamtym czasie była to dla mnie naprawdę dobra okazja. Chciałem wyjechać do Europy i sprawdzić się w bardziej profesjonalnej piłce, bo tej akurat na Bonaire nie ma. Dzięki takiemu wyjazdowi mogę zbliżyć się do realizacji moich marzeń o zostaniu zawodowym piłkarzem - opowiada nam 19-latek.
Blanken do Ustrzyk trafił w lipcu zeszłego roku za sprawą platformy PlayAbroad, dzięki której zawodnicy z całego świata mogą łączyć naukę z grą w piłkę za granicą. Na tej samej zasadzie do klubu w ostatnich latach przywędrowali również Anglik, Brazylijczyk, Bułgar czy Litwin. Młody pomocnik nie potraktował pobytu w Polsce jako rocznego Erasmusa i był jednym z najbardziej wyróżniających się piłkarzy w całej lidze. Nie umknęło to uwadze drużyn grających wyżej. Latem na testy zaprosiła go Olimpia Zambrów.
- Pamiętam, że kiedy rok wcześniej usłyszałem o zainteresowaniu ze strony Bieszczad, miałem mniej więcej dwa-trzy tygodnie na organizację całej przeprowadzki i podjęcie decyzji, czy chcę zostać na Bonaire, czy jednak przenieść się do Polski. To był dla mnie spory dylemat. Musiałem przecież zostawić moich rodziców i braci, którzy bardzo mnie wspierają - szczególnie pod kątem mentalnym. Przejście do Olimpii nie wiązało się już z takim stresem, ale różnica poziomów jest tu naprawdę duża, szczególnie widać to po intensywności. Musiałem się do tego dostosować, co zajęło trochę czasu, ale teraz jest już coraz lepiej i czekam na swój moment - dodaje.
FIFA ich nie chce
O ile w Olimpii 19-latek na razie musi jeszcze uzbroić się w cierpliwość (pojawił się dotąd kilka razy na ławce rezerwowych), o tyle w reprezentacji Bonaire ma już za sobą pierwsze przetarcie. Pomocnik zadebiutował w niej w 2023 roku, chwilę po swoich 16. urodzinach. Pojawił się wtedy na 28 minut w meczu z Saint-Martin w ramach Ligi Narodów CONCACAF. To, obok Złotego Pucharu, jedne z nielicznych oficjalnych rozgrywek, w których może rywalizować jego kadra. A to wszystko przez pryzmat skomplikowanej geopolityki wokół terytoriów, które przed 2010 rokiem stanowiły część Antyli Holenderskich.
Te obejmowały w sumie pięć wysp, ale jako wspólny byt generowały ogromne długi. Po ich rozwiązaniu Curacao i Sint Maarten zyskały status autonomicznych krajów wchodzących w skład Królestwa Niderlandów. Bonairyńczycy obawiali się, że jako samodzielny, dużo mniejszy twór po prostu zbankrutują, dlatego w referendum zagłosowali za pełną integracją z Holandią. Wyspa zyskała status gminy zamorskiej, a sama decyzja o wchłonięciu przez rząd w Hadze po latach oceniana jest niejednoznacznie. Z jednej strony Bonaire zyskało w ten sposób stabilność i rozwija się gospodarczo. Z drugiej - utraciła część własnej tożsamości.
Namacalnym skutkiem jest aktualna sytuacja tamtejszej reprezentacji. Podczas gdy na sąsiednim Curacao kibice mogli cieszyć się w tym roku z mundialowego debiutu, sympatycy “Karaibskich Wojowników” są pozbawieni nawet marzeń o udziale w tym turnieju. Zgodnie z obecnymi przepisami FIFA jej członkiem może bowiem zostać tylko niepodległy kraj. Dopuszczenie Bonaire do rywalizacji oznaczałoby w zadzie rejestrację dwóch związków z tego samego państwa. Choć Federashon Futbol Boneiranu (FFB) od lat stara się walczyć o swoje prawa, a w 2020 roku sprawa trafiła nawet do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie, sportowe władze pozostają nieugięte.
- Oczywiście, że super byłoby zagrać na mistrzostwach świata. Mam nadzieję, że tak jak w przypadku Curacao, również Bonaire zostanie w końcu członkiem FIFA i będzie mogło powalczyć w eliminacjach, a kto wie - może uda nam się wtedy nawet awansować na mundial? Na razie jednak po prostu cieszymy się z tego, że możemy uczestniczyć w Lidze Narodów CONCACAF. W tych rozgrywkach mamy szansę zmierzyć się z naprawdę dobrymi przeciwnikami. A ja sam czuję się zaszczycony, że dostałem znów powołanie. Bonaire to miejsce, w którym dorastałem, a uczucie związane z reprezentowaniem swojego kraju jest wręcz nie do opisania - przyznaje młody pomocnik.
Chcą iść śladem sąsiadów
Bonaire nie może powalczyć o grę na mistrzostwach świata, ale przynajmniej nie jest w tak złej sytuacji jak np. Grenlandia i od 2014 roku należy do CONCACAF. To dzięki temu regularnie występuje we wspomnianej Lidze Narodów. Teraz na przełomie września i października zmierzy się w grupie C dywizji B z Kubą, Grenadą oraz Saint Kitts i Nevis. Choć nie będzie należeć do faworytów, gra jest warta świeczki. Zwycięzca grupy, oprócz awansu do dywizji A, uzyska również prawo gry w Złotym Pucharze, co dla 15-tysięcznej społeczności stanowiłoby historyczny sukces.
- Piłka nożna jest bez wątpienia jednym z najpopularniejszych sportów na Bonaire i generuje u mieszkańców spore zainteresowanie. Chociaż to mała wyspa, kiedy odbywają się tu jakieś ważne mecze lub jako reprezentacja gramy u siebie, często dochodzi do sytuacji, że na stadionie pojawia się niemal 10 procent całej populacji. Poziom piłkarski naszej ligi jest natomiast dość zróżnicowany. Mamy tylko jeden poziom rozgrywkowy, dlatego występują na nim lepsze i gorsze drużyny. Pod względem sportowym rozgrywki moglibyśmy porównać, oczywiście z pewnymi wyjątkami, do polskiej okręgówki - tłumaczy Blanken.
Piłkarz Olimpii na razie cierpliwie czeka na swoje szanse - zarówno w klubie, jak i w kadrze. Jednocześnie wierzy, że dzięki dobrym występom będzie w stanie rozpowszechnić na całym świecie wiedzę na temat swojej ojczyzny. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że futbol potrafi działać jak magnes. Sąsiednie Curacao jest tego najlepszym dowodem. Udział “Blue Wave” w mundialu może bowiem jeszcze mocniej wypromować tę wyspę jako atrakcyjny kierunek wakacyjny. Już teraz turystyka stanowi 30 procent jej PKB, a zgodnie z prognozami Curacao Chronicle do 2027 roku ten udział ma podskoczyć do 50 procent. Mimo że Bonaire na tyle raczej nie liczy, futbol jest dla niego idealnym oknem wystawowym. I dobre wyniki mogą w tym tylko pomóc.
- Staram się do wszystkiego podchodzić pozytywnie. Mamy dobrego ducha walki i świetnego trenera, który wnosi do naszego zespołu sporo pozytywnej energii. Awans do dywizji A byłby oczywiście spełnieniem marzeń. Moim celem jest zaprezentować się z jak najlepszej strony w kadrze i złapać też pierwsze minuty w Olimpii. Chciałbym kiedyś pojawić się na tych największych piłkarskich scenach. Bóg jest wielki, więc “gdy nadejdzie odpowiedni czas, Pan sprawi, że tak się stanie”. Teraz muszę się tylko przygotować, aby być gotowym na szanse, które się przede mną pojawią - podsumowuje.