Zadziwiający transfer Legii. Będzie dym, Papszun umywa ręce. "To Żewłakow i Bobić odpowiadają"

Los się musi odmienić? Bynajmniej. Jeśli kibice Legii liczyli, że latem dojdzie to przemyślanej rekonstrukcji kadry, to wygląda na to, że się przeliczyli. Ostatnie wypowiedzi i ruchy "Wojskowych" są na to najlepszym dowodem. Na Łazienkowską ma trafić piłkarz, którego... nie wiadomo, kto chce.
Legia żegna się z Radovanem Pankovem. Serb, którego umowa obowiązuje do 30 czerwca, odejdzie jako wolny zawodnik - obierze kierunek na Azję. W praktyce to sytuacja, jakich w futbolu mnóstwo. Szkopuł w tym, że Legia stopera chciała zatrzymać, ale nie dała rady, z czego sprawę szybko zaczął sobie zdawać Michał Żewłakow. Niekoniecznie natomiast Marek Papszun.
Ogłoszenie decyzji przez Pankova wzięło trenera z zaskoczenia. Na konferencji prasowej przyznał, że nie wiedział o zamiarach piłkarza. Stwierdził również - co chyba najbardziej zaskakujące - że nie powinien wypowiadać się o transferach.
- Nie wiedziałem, że Pankov odchodzi. Nie jestem też kompetentną osobą, by mówić o tematach transferowych. Nie uczestniczę w rozmowach - przyznał, cytowany przez Piotra Kamienieckiego.
Trochę wygląda to na sytuację, w której trenerowi rozmontowują drużynę, a on średnio może taki proces zatrzymać. Jednocześnie Papszun otwarcie opowiedział się za przedłużeniem kontraktu z Juergenem Elitimem. Z postacią trenera nierozerwalnie związany wydaje się też nadchodzący transfer Legii. Jeśli sprowadzenie Zorana Arsenicia nie było przede wszystkim prośbą Papszuna, znającego gracza od podszewki, to ktoś w Warszawie upadł na głowę. Z całym szacunkiem.
- Czy chciałbym takiego piłkarza jak Zoran Arsenić? Czy to jest taki profil piłkarza, którego będę szukał w kontekście przyszłego sezonu? Ja nie będę szukał, bo ja jestem trenerem tego zespołu. Nie szukam zawodników, są dyrektor sportowy Michał Żewłakow, jest szef operacji piłkarskich Fredi Bobić. Ci ludzie odpowiadają za transfery, a nie ja - sygnalizował trener, cytowany przez Legia.net.
Arsenić to był świetny obrońca. W pewnym momencie jeden z najlepszych w Ekstraklasie. Teraz jednak mówimy o przeciętnym stoperze Rakowa, który w następny sezon wejdzie jako 32-latek. Chorwat rozegrał fatalną rundę, nie bez powodu Łukasz Tomczyk stawia na innych zawodników. Co więcej, doświadczony piłkarz ma duże kłopoty ze zdrowiem - pauzował w związku ze złamaniem kości piszczelowej, wcześniej zaś kostki i palca u nogi, złapał również uraz stawu skokowego. Daleko mu do definicyjnego okazu zdrowia.
Mimo tego Legia, jak donosi Łukasz Olkowicz z Przeglądu Sportowego Onet, bierze Arsenicia na zasadzie wolnego transferu. Chorwat ma zastąpić wspomnianego już Serba. Pankov sam miewał gorsze momenty, ale obecnie wydaje się zawodnikiem o klasę lepszym niż Arsenić. To oczywiście dopiero początek zmian w Warszawie, lecz rozpoczęcie od oczywistego obniżenia jakości nie wydaje się najlepszym możliwym posunięciem.
Jeszcze dziwniej wygląda zapowiadana umowa. Na Chorwata ma czekać dwuletni kontrakt z opcją przedłużenia o kolejne 12 miesięcy. Takie współprace proponuje się zazwyczaj piłkarzom, co do których nie ma większych wątpliwości. Arsenić zaś dostarcza ich naprawdę dużo. 31-latka nie chciała u siebie Wisła Kraków, bo ta - za sprawą Jarosława Królewskiego - zapowiedziała już, że skupi się na zawodnikach perspektywicznych. Legia natomiast działa krótkowzrocznie.
W tym sezonie ściągnęła czterech piłkarzy o bardzo ograniczonym potencjale sprzedażowym - Antonio Colaka, Arkadiusza Recę, Petara Stojanovicia i Damiana Szymańskiego. Z tego grona najlepiej wygląda ostatni, ale trudno ocenić, aby dzięki niemu drużyna wykonała jakościowy krok do przodu. Reszta wypada albo słabo, albo fatalnie. O atrakcyjnej sprzedaży i poprawieniu fatalnej kondycji finansowej nie ma więc mowy.
Warszawiacy bardzo wolno uczą się na błędach, dlatego kolejne okienko rozpoczną od sprowadzenia wyeksploatowanego weterana z Rakowa. Tym samym uda się utrzymać szacowną liczbę zawodników na wysokich kontraktach, ale z drugiej strony zupełnie nie wzrośnie liczba zawodników mogących dostarczyć środki na przebudowę. Stołeczni potrzebują funduszy, lecz skąd? Puchary odpadają, dlatego ratunkiem wydają się transfery. Szybki rzut oka na kadrę pozwala jednak ocenić, że nie za bardzo jest w kim wybierać. Ruben Vinagre, Kamil Piątkowski, który niedawno zmienił agencję, może Otto Hindrich? Żaden z nich nie da jednak kokosów.
Legia staje się perpetum mobile rozmieniania na drobne. Ten sezon w Ekstraklasie pewnie jakoś przetrwa, lecz w kolejnym nie znajdzie się w gronie poważnych kandydatów do tytułu. Nie z tymi transferami, nie z tą kadrą, nie z tą polityką i ograniczonym horyzontem. Być może to za daleko idące wnioski jak na jeden niepotwierdzony jeszcze transfer, a być może Legia powtarza niekończący się schemat.
