Zagraniczny nie znaczy lepszy. Koniec z przypadkowymi trenerami w Ekstraklasie. Ten sezon to lekcja
Sezon 2024/25 w Ekstraklasie zaczynało sześciu zagranicznych szkoleniowców. W bieżących rozgrywkach było ich już ośmiu. Ale w kontynuację trudno uwierzyć. Trwające zmagania stają się bowiem zaskakującym triumfem polskich trenerów.
Zatrudnianie zagranicznych szkoleniowców przez polskie kluby trudno uznać za modę, ale trend nasilił się w ostatnich sezonach. Na początku trwającego połowa Ekstraklasy była związana z trenerami spoza Polski. Dla większości z nich były to nowe znajomości.
Współpracę kontynuowały Lech Poznań (Niels Frederiksen), Widzew Łodź (Željko Sopić), Radomiak (Joao Henriques) oraz Lechia (John Carver). Cztery kolejne zdecydowały się na wpuszczenie świeżej krwi. W Piaście w miejsce Aleksandra Vukovicia wkroczył Max Molder, w Legii Goncalo Feio zastąpił Edward Iordanescu, w Cracovii Dawid Kroczek ustąpił miejsca Luce Elsnerowi, natomiast w Górniku Piotr Gierczak, trener tymczasowy, wrócił do roli asystenta po zatrudnieniu Michala Gasparika.
Przed sezonem mieliśmy więc do czynienia z czterema roszadami na stanowiskach trenerów i za każdym razem kończyło się na opcji zagranicznej. Ale teraz nic nie wskazuje na to, aby latem 2026 roku doszło do powtórki z rozrywki. Zagraniczni szkoleniowcy powoli znajdują się w odwrocie, ich liczba spadła do siedmiu. Różnica minimalna, lecz, jak się wydaje, zapowiadająca nadchodzący proces.
W TOP4 Ekstraklasy są trzy zespoły dowodzone przez Polaków. W ćwierćfinałach Pucharu Polski - gdzie Ekstraklasa ma pięciu przedstawicieli - trzech. Jeśli istniała moda na zatrudnianie zagranicznych trenerów, bo są ciekawsi pod względem poprzednich miejsc pracy, to powoli przechodzi ona do historii. Druga liga szwedzka w niczym nie jest lepsza od polskiej ligi, a jak ktoś bardzo potrzebuje, to nieokrzesanych innowatorów znajdzie też nad Wisłą. Kluby zaczynają to rozumieć i się dostosowywać.
W bieżącym sezonie jako pierwszy pojął to Piast. Nie Widzew, bo chociaż Sopić przestał pracować w Łodzi już w sierpniu i błyskawicznie zastąpiono go Patrykiem Czubakiem, to Polak wytrzymał raptem półtora miesiąca, zanim i jego zjadła żądza osiągnięcia niezdefiniowanej perfekcyjności. Piast natomiast pogonił Moldera po 11 spotkaniach - naznaczonych zaledwie jedną wygraną w lidze - a następnie zatrudnił Daniela Myśliwca. Tego samego, którego w Widzewie uznano za niewystarczającego do prowadzenia przepłaconych zawodników i tego samego, który nie potrafił dogadać się z zarządem w kwestii wzmocnień, co destrukcyjnie wpłynęło na jakość zespołu.
Niemniej, Gliwiczanie z Myśliwcem u sterów ruszyli z kopyta. Wydostali się ze strefy spadkowej, przed poniedziałkowym starciem z Wisłą Płock zdobyli 16 punktów. W okresie od zatrudnienia 40-latka są najlepsi w Ekstraklasie. Szansę na przegonienie Piasta ma jeszcze kilka zespołów, procentuje rozegranie większej liczby meczów, ale to nie wpływa na bardzo wysokie noty, jakie zasłużenie zbierają Myśliwiec i spółka. Jego dotychczasowa kadencja przyniosła już dwukrotne ogranie Astiza (2:0, 1:0), ale też Frederiksena (1:0).
Polska myśl pomaga też Radomiakowi. Bo o ile Feio jest Portugalczykiem i sam miałem względem jego powrotu mnóstwo uwag, to trenersko wychował się nad Wisłą, a jego wpływ na poczynania drużyny był natychmiastowy. Radomianie przegrali jedynie z Lechem Poznań, natomiast bez większych problemów pokonali Elsnera (3:0), a nade wszystko Gasparika (4:0). Ponadto udało się zremisować z Thomasem Thomasbergiem (2:2).
Duńczyk to przypadek ciekawy, ale coraz bliżej mu do kolejnego trenera zagranicznego, który się na Ekstraklasie sparzył. 51-latek zanotował udane wejście do zespołu, w czterech pierwszych spotkaniach wyrzucił Legię z Pucharu Polski, a w lidze zgubił punkty jedynie na Lechu. Ale z biegiem czasu jego drużyna słabła, słabła i słabła. Obecnie zostały z niej zgliszcza, Pogoń czeka na zwycięstwo od listopadowej potyczki z Zagłębiem Lubin. W ostatnim meczu z Termalicą to rywale dominowali.
Tym samym ściągnięcie Thomasberga w miejsce Roberta Kolendowicza - wciąż czekającego na powrót do pracy - wydaje się coraz bardziej wątpliwe. 45-latek odszedł, gdy po ośmiu meczach miał na koncie dziesięć punktów. Duńczyk rozegrał dziesięć spotkań w Ekstraklasie, a "oczek" zdobył 12. Póki co nie ma przekonania, że w dalszej części sezonu bilans ulegnie zmianie. Tym bardziej, że Thomasberg opowiada dyrdymały dotyczące obawy przed zwycięstwem.
W tym sezonie, włączając w to także okres przed rozpoczęciem zmagań, doszło do 12 zmian na stanowiskach trenerów. Cztery razy szkoleniowiec zagraniczny zastępował Polaka, trzykrotnie Polak szkoleniowca zagranicznego, cztery razy zagraniczny zagranicznego (wliczając w to Feio* wchodzącego za Henriquesa i Moldera za Vukovicia*) i raz Polak Polaka. Jakie były skutki w lidze?
Zagraniczny za Polaka:
- Kroczek (1,49 pkt) < Elsner (1,55)
- Gierczak (1,17) < Gasparik (1,65)
- Kolendowicz (1,61) > Thomasberg (1,20)
- Czubak (1,25) > Jovićević (0,78)
- Feio* (1,66) > Iordanescu (1,33)
- Vuković* (1,47) > Molder (0,70)
Polak za zagranicznego:
- Sopić (1,13) < Czubak (1,25)
- Molder (0,70) < Myśliwiec (1,78)
- Henriques (1,28) < Feio* (1,83)
Do tego jeszcze Inaki Astiz, który na ten moment ma lepszą średnią niż Marek Papszun, ale trudno uznać to za wniosek wiążący.
Widać jednak, że nie chodzi o to, żeby wziąć trenera zagranicznego tylko na podstawie prowadzonych wcześniej zespołów lub, jeszcze gorzej, samego faktu bycia trenerem zagranicznym. Te czasy bezpowrotnie odchodzą do lamusa. I całe szczęście, bo to powinna być oczywistość. W naszej piłce naprawdę nie brakuje szkoleniowców mogących osiągnąć kapitalne wyniki. Nie bez powodu w mediach społecznościowych coraz częściej widać kibiców Widzewa robiących maślane oczy w stronę Adriana Siemieńca.