Zaskakujący transfer Realu Madryt. Zamiana jak grom z jasnego nieba. "Nie rozumiem tego"
Real Madryt po królewsku bawi się na rynku transferowym. Jesteśmy w połowie okienka, a “Los Blancos” już przeprowadzili pięć grubych ruchów i pracują nad kolejnymi. Carlos Espi to najnowszy as w odświeżonej talii Jose Mourinho.
Szybkość, z jaką Real Madryt przebudowuje kadrę, jest imponująca. Najlepiej potwierdzają to niedawne roszady na pozycji numer dziewięć. W czwartek przed południem hiszpańskie media zgodnie podały, że “Królewscy” uzgodnili warunki sprzedaży Gonzalo Garcii do Fulham. “The Cottagers” zgodzili się zapłacić 40 mln euro za 70% praw do 22-latka. To zrozumiały ruch dla każdej ze stron, Anglicy dostają niezwykle utalentowanego napastnika, “Los Blancos” przytulą ładną sumkę, a piłkarz najpewniej będzie regularnie grał u Alvaro Arbeloi. Szokować mogło to, jak szybko znaleziono następcę Gonzalo.
Jeszcze tego samego dnia Madrytczycy wydali oficjalny komunikat w sprawie sprowadzenia Carlosa Espiego. Nie musieli negocjować z Levante, tylko od razu aktywowali atrakcyjną klauzulę odstępnego w wysokości 25 mln euro. AS informował, że Hiszpan kilkanaście godzin wcześniej był wstępnie dogadany z Hull City, właściwie czekał jedynie na dopięcie formalności i samolot do Anglii. Kiedy jednak zgłasza się Real, nikt nie może konkurować, a już na pewno nie beniaminek Premier League.
NiEspiesznie na szczyt
No dobrze, ale skąd Espi wziął się w Realu? Zacznijmy od początku, który nie był szczególnie imponujący. Nie mamy tutaj do czynienia z epokowym talentem rozkochującym skautów w swoich umiejętnościach. W latach juniorskich Carlos miał problemy z przebiciem się, w szkółce Valencii usłyszał, że raczej musi zapomnieć o grze na seniorskim poziomie. Nie wywiesił białej flagi i w 2022 roku wzmocnił rezerwy rywala “Nietoperzy”, czyli Levante. Od tej pory przeszedł bardzo mozolną drogę, która ostatecznie doprowadziła go na Bernabeu.
W ekipie “Granotes” przez długi czas był rezerwowym. W sezonie 2024/25 tylko w jednym meczu ligowym znalazł się w wyjściowym składzie. Jako zmiennik dołożył swoją cegiełkę do awansu, strzelając sześć goli przy 478 rozegranych minutach. Latem ubiegłego roku znów został odstawiony na bocznicę, ponieważ klub dokonał sporego wzmocnienia w postaci Etty Eyonga. Kameruńczyk zanotował potężny start w Levante, w pierwszych siedmiu meczach huknął pięć goli i asystę. Hiszpańskie media bombardowały czytelników newsami o tym, że Eyonga chcą w Barcelonie, w Premier League, generalnie wszędzie. Nikt wówczas nie zajmował się Espim, do 20 grudnia miał on w nogach raptem 69 minut w La Liga. Wtedy na Estadi Ciutat de Valencia zameldował się trener Luis Castro, który odmienił karierę nowego nabytku Realu.
Futbolem rządzi prawo serii, co doskonale widać na przykładzie napastników Levante. Eyong rewelacyjnie zaczął, ale bardzo szybko zgasł. Od listopada do końca poprzedniego sezonu zdobył tylko jedną bramkę. Luis Castro musiał poszukać nowych rozwiązań, więc postawił na Espiego, który dotychczas był zakopany na ławce. Efekty okazały się piorunujące. W ostatnich 13 kolejkach strzelił aż dziesięć goli, które zapewniły drużynie osiem dodatkowych punktów. To dzięki niemu “Granotes” utrzymali się w lidze, chociaż 28 kolejek spędzili w strefie spadkowej. Po ostatnim meczu pozostali piłkarze dosłownie nosili go na rękach.
Jakim zawodnikiem jest Espi? Efektywnym i piekielnie trudnym do upilnowania. Mierzy 194 centymetrów wzrostu i świetnie gra głową, średnio na mecz wygrywa ponad trzy pojedynki powietrzne. W poprzednim sezonie trafiał do siatki co 111 rozegranych minut. W La Liga zdobył 11 bramek z 24 strzałów celnych przy expected goals na poziomie 7,58. Do tego jest dość pracowity, zakłada około 30 skoków pressingowych na 90 minut. Dla porównania, Kylian Mbappe wykonuje ich tylko 12-13.
Profil DataMB podał ciekawostkę, że Espi w poprzednim sezonie strzelał średnio 5,78 gola na 100 kontaktów z piłką. Był to najlepszy wynik w La Liga. Kolejne miejsca w tej klasyfikacji zajęli Budimir, Muriqi, Lewandowski i Sorloth, co jasno pokazuje, z jakim typem snajpera mamy do czynienia. Niekoniecznie mobilnym, schodzącym do rozegrania, ale bardzo skutecznym, pewnym, zaznaczającym swoją obecność w polu karnym. On nie będzie ustawiał się głęboko jak Kane, który czasami przejmuje rolę “szóstki”, żeby rozrzucać piłki do skrzydłowych. Hiszpan ma stać w “szesnastce” i samemu czekać na wrzutkę, którą zamieni na gola.
Nowy, wspaniały świat
- Carlos jest bardzo, bardzo dobrym napastnikiem. Mógłby pomóc każdej drużynie na świecie. Jego przyszłość? Cóż, sądzę, że niejeden klub będzie gotów zaoferować za niego 25 mln euro. Zobaczymy. Już pokazał wiele, a myślę, że nie osiągnął jeszcze nawet 50% potencjału - mówił Luis Castro na koniec poprzedniego sezonu. - Wiemy, że Carlos to bardzo atrakcyjny gracz na rynku, ponieważ nie ma wielu napastników o takim profilu. Jest duże zainteresowanie, niezliczone telefony, ale na razie czekamy na konkretne oferty. Na pewno piłkarz będzie miał dużo opcji, na które zapracował swoją grą - wtórował na łamach dziennika AS Hector Rodas, dyrektor “Granotes”.
Działacze Levante wiedzieli, że dość niska klauzula zostanie aktywowana. Do niedawna niewielu mogło się jednak spodziewać, że zrobi to Real. “Królewscy” najwidoczniej uznali, że brakuje w ich kadrze rosłego snajpera w stylu Joselu. Kogoś, kto zwykle posiedzi na ławce, ale jak już wejdzie, to zapewni konkrety. Poprzepycha się w polu karnym, będzie potrzebował jednego dobrego dośrodkowania, aby trafić do siatki.
Obawy w przypadku Espiego dotyczą dostosowania do nowego stylu gry. Levante było jedną z trzech najgorszych drużyn w lidze pod względem posiadania piłki i liczby wymienionych podań. Wpływało to na napastnika, który średnio na mecz miał 19 kontaktów z piłką i zaledwie sześć celnych podań. Malutko. Teraz trafi do kompletnie innego środowiska. Jose Mourinho może preferować kontry, ale znamy specyfikę La Liga. W meczach z Realem i Barceloną większość drużyn stawia zasieki, broni się głęboko i nawet nie udaje, że zależy im na przejęciu inicjatywy. Madrytczycy mogą nastawiać się na bezpośredni futbol, a potem w sobotni parny wieczór z Getafe i tak będą tkać akcje w ataku pozycyjnym. Tak po prostu wyglądają te rozgrywki.
To nie oznacza oczywiście, że Espi musi odstawać od nowych kolegów. Po prostu czeka go spotkanie lub zderzenie z nową rzeczywistością. W Levante mógł przez 85 minut skupiać się na pracy w pressingu, odcinaniu rywali od podań, domykaniu przestrzeni itd., aby na koniec mieć jedną sytuację, którą zwykle zamieniał na gola. Teraz to jego zespół będzie operował piłką, spychał przeciwników do obrony, a zadaniem napastnika będzie znalezienie miejsca w gąszczu obrońców. Joselu był w tym mistrzem, czas pokaże, czy 21-latek nawiąże do znakomitego epizodu wychowanka “Los Blancos”.
Pieniądz robi pieniądz
W przypadku Espiego kolejny znak zapytania dotyczy braku ogrania na najwyższym poziomie. Przypomnijmy, nieco ponad rok temu był zmiennikiem w ekipie z drugiej ligi. Całą minioną jesień spędził na ławce i w gabinetach lekarskich. Właściwie tylko ostatnie półrocze otworzyło przed nim bramy Bernabeu. Zastąpi tam Gonzalo Garcię, który w podobnym wieku dysponuje znacznie większym doświadczeniem. Zaliczył więcej występów w La Liga, rozegrał pięć spotkań w Lidze Mistrzów, był królem strzelców Klubowych Mistrzostw Świata. Pokazał, że ma to coś.
Pod kątem czysto finansowym Madrytczycy oczywiście wychodzą na plus. Sprzedadzą Gonzalo za 40 mln euro, a na jego następcę wydali tylko 25. W dodatku mogą przytulić jeszcze 30% z kolejnego transferu Garcii. Te wszystkie cyferki mają jednak znaczenie tylko w czasie okienka. Kiedy ruszy sezon, obaj napastnicy będą rozliczani z goli, asyst i wkładu w poczynania zespołu. Jeśli niedawny bohater Levante nie zagwarantuje natychmiastowej jakości, zostanie z tego rozliczony.
- Espi to imponujący napastnik, przed nim świetlana przyszłość, widać, że ma gola we krwi. Ale nie rozumiem, dlaczego Real sprzedaje Gonzalo, swojego wychowanka, który też dysponuje ogromnym talentem - stwierdził Albert Ortega z El Confidencial. - Rozumiem transfer Espiego i z ekonomicznego punktu widzenia rozumiem sprzedaż Gonzalo. Ale są wątpliwości, które powinien mieć każdy. Espi rozegrał 25 meczów na poziomie La Liga, przeskok do Realu będzie gigantyczny. Nie sądzę, żeby miał wiele okazji, skoro Mbappe gra zawsze. To na razie nie jest Joselu, przy którym wiedziałeś, że zawsze coś wniesie do zespołu - opisał Sergio Valentin, z Libertad Digital. - Nie rozumiem ani transferów Nico Paza, ani Garcii. Gonzalo będzie podstawowym napastnikiem Hiszpanii na EURO 2028 i kolejnym mundialu, a Real go sprzedaje - to już opinia Siro Lopeza na antenie Cope.
Kolejna kwestia dotyczy tego, na ile minut realnie może liczyć Espi w przyszłym sezonie. Wiadomo, że etatowym wyborem na środku ataku będzie Kylian Mbappe, tu nie ma nawet pola do dyskusji. 22-latek będzie zaś walczył z Endrickiem o rolę pierwszego zmiennika. Pewnie, że mówimy o zupełnie innym profilu gracza, jeden jest rosłą “dziewiątką”, a drugi to jeden wielki żywioł, wulkan energii, który z powodzeniem może operować bliżej prawej flanki, co potwierdził w Lyonie. Zobaczymy, kogo częściej będzie potrzebował Jose Mourinho.
Ścieżka Espiego na pewno powinna być przykładem dla wielu piłkarzy. Jeszcze dziesięć miesięcy temu nikt nie uwierzyłby, że to on, a nie Etta Eyong, trafi do ekipy ze ścisłego topu. Wystarczyła jedna udana runda, aby hierarchia wywróciła się do góry nogami. Przysłowie mówi, że chciały żaby króla, dostały bociana. Tym razem to “Królewscy” chcieli i dostali jedną z “Granotes”.