Advertisement

Zdradził Barcelonę, wkurzył Haalanda. To właśnie on ma zatrzymać Messiego

Zdradził Barcelonę, wkurzył Haalanda. To właśnie on ma zatrzymać Messiego
IMAGO / pressfocus
Radosław  - Przybysz
Radosław PrzybyszDzisiaj · 10:30
Już tylko jeden człowiek może zatrzymać Leo Messiego. Najlepszy lewy obrońca tego mundialu. Postać tyleż kontrowersyjna co zabawna. Nowy żołnierz Jose Mourinho. Najbardziej "argentyński" z Hiszpanów. Marc Cucurella.
Luis de la Fuente nie powołał na mistrzostwa świata żadnego piłkarza Realu Madryt. Ale w trakcie turnieju jednego zyskał. 15 czerwca, czyli w dniu pierwszego grupowego meczu Hiszpanów, Marc Cucurella oficjalnie podpisał kontrakt z "Królewskimi". Chelsea, dla której rozegrał przez cztery lata 163 mecze, otrzymała za niego aż 55 milionów euro.
Dalsza część tekstu pod wideo
- Jestem tu dzięki temu, czego nauczyłem się w La Masii, ale Realowi Madryt ciężko odmówić - powiedział trzy dni później, na konferencji prasowej w obozie La Roja. Chociaż mistrzowie Europy zaczęli mundial od rozczarowującego 0:0 z Republiką Zielonego Przylądka, to z 17 pytań dziennikarzy do Cucurelli 12 dotyczyło nie reprezentacji, tylko transferu. Mowa przecież o Katalończyku, który spędził osiem lat w akademii Barcelony i którą na dobre opuścił dopiero sześć lat temu. Zdążył nawet zagrać jeden mecz w pierwszym zespole (za kadencji Ernesto Valverde w pierwszej rundzie Pucharu Króla wszedł na końcówkę meczu z Realem Murcia, za Lucasa Digne'a).
Po transferze w rodzinnych stronach nazwali go zdrajcą. Oberwało się też jego partnerce, Claudii Rodriguez, która jest z Madrytu i która po ogłoszeniu transferu wstawiła na Instagram zdjęcie sprzed lat w koszulce Realu. Swoje, ale wielu kibiców myślało, że to mały Cucurella. Dostawała pogróżki, a sprawa została zgłoszona na policję.

Najcięższe chwile

Rodzina jest dla Cucurelli bardzo ważna. W wywiadzie po zdobyciu mistrzostwa Europy Marc wspominał, jak ojciec wzniecił i podtrzymywał w nim pasję do piłki. Jak musiał w młodości parę razy w żołnierskich słowach przypomnieć mu, że futbol jest ważniejszy od imprez. Jak zachęcał go do futsalu, bo jego zdaniem syn był za mały nawet do piłki siedmioosobowej. Wątpliwe jednak, by wspierał Marca, gdy ten będzie wychodził na boisko w białej koszulce. Cała rodzina to cules z krwi i kości.
Były piłkarz Chelsea, Brighton i Getafe sam chciał młodo zostać ojcem. Spełnił to marzenie już w wieku 21 lat. Dziś ma 28 lat i trójkę dzieci - Mateo, Rio i Bellę. Mateo jest w spektrum autyzmu, co wpływa na jego zachowanie, mowę, emocje i postrzeganie świata. A Cucurella nie kryje się z trudnościami, z jakimi muszą się mierzyć jako rodzice.
- Najstarszy syn odmienił nasze życie. Na etapie przedszkola zaczęliśmy zauważać, że mówi mniej niż inne dzieci, że na zdjęciach grupowych stoi nieco z boku. Początkowo nie wiedzieliśmy, jak mu pomóc. To było bardzo trudne - wyznał w rozmowie z RTVE.
- Nie radził sobie w zwykłej szkole, w której nie umieli nam pomóc. Codziennie płakał, gdy go odbieraliśmy. To najcięższe chwile, gdy nie wiesz, jak ulżyć własnemu dziecko w cierpieniu - wspominał. Trudny czas w życiu prywatnym zbiegł się z trudnościami w pracy. Cucurella trafił za duże pieniądze do Chelsea. Klub pogrążony był w kryzysie, piłkarz nie zachwycał, kibice podważali jego wartość.
Z czasem grał jednak coraz lepiej, przyczynił się do wygrania Ligi Konferencji czy Klubowych Mistrzostw Świata. Świetnie umiał go wykorzystać Enzo Maresca - "Cucu" grał bardzo wysoko, w okolicach pola karnego, często uzupełniał formację ataku tworząc ciągłe zagrożenie dla bramki rywali. A gole świętował udając krok pingwina. - To dlatego, że pingwiny tworzą pary i rodziny na całe życie. W ten sposób chcę uhonorować moją rodzinę. To dla nich - zdradził.
https://www.youtube.com/shorts/5YB5pWHXzGs

Ogromna satysfakcja

Mateo pomogła zmiana szkoły. I edukacja rodziców. - Specjaliści pomagają nam, uczymy się, jak sobie z nim radzić i jak go rozumieć. Bo najważniejsze, to nauczyć się rozmawiać ze swoim dzieckiem. To kosztuje dużo wysiłku, ale kiedy widzisz nawet najmniejszy postęp, satysfakcja jest ogromna. (…) Całe swoje życie dostosowujemy pod Mateo, ale pomogło mi to poukładać sobie priorytety, zrozumieć, co naprawdę w życiu jest ważne - przyznaje.
Przenosząc się do Madrytu też najpierw upewnił się, że znajdzie na miejscu placówkę odpowiednią dla potrzeb syna. A uświadamianie i edukacja o wychowaniu dziecka w spektrum autyzmu stały się misją piłkarza i jego partnerki.
Zwykle najstarszy syn nie wybiera się z rodzeństwem na stadiony, by oglądać tatę na żywo, ale podczas finału EURO 2024 zrobił wyjątek. Tak samo będzie w niedzielę. - Atmosfera meczów jest dla niego trochę przytłaczająca. W Stanach dodatkowo jest za gorąco. On woli chłód, wodę. Jeśli już zabieramy go na mecz, to wtedy wyjątkowo pozwalamy mu obejrzeć bajkę albo pograć na iPadzie. W formie nagrody za ten wysiłek.
Kto wie, może syn będzie świadkiem drugiego gola taty w narodowych barwach. Na razie Cucurella jedynego strzelił z Bułgarią (3:0), na start eliminacji trwającego mundialu. W USA zdobył też bramkę w meczu z Austrią (3:0), ale sędziowie anulowali ją, dopatrując się wcześniej faulu na bramkarzu. Cucurella i tak był bohaterem spotkania, miał udział przy każdym z trzech trafień.

Tatuaż i koniec

Starcie z Argentyną może być też ostatnim w jego karierze reprezentacyjnej. - Jeśli wygramy, zrobię obiecany tatuaż z podobizną Luisa de la Fuente, a w poniedziałek poinformuję go, że kończę z reprezentacją. Mistrzostwo Europy i świata - co więcej możesz wygrać? - zadeklarował.
A w przeszłości dowiódł już, że dotrzymuje danego słowa. Przed finałem mistrzostw Europy obiecał pofarbować na czerwono swoje charakterystyczne, długie włosy. Słowa dotrzymał, od tamtej pory jest ambasadorem różnych marek kosmetyków do pielęgnacji włosów. Do zapuszczenia loków w dzieciństwie namówiła go mama. Ułatwiało jej to odróżnienie Marca od brata, gdy razem grali w drużynach juniorskich.
De La Fuente to dla niego trener wyjątkowy. Cucurella debiutował u niego w kadrach U19, U21, olimpijskiej U23 i dorosłej. Zanim obecny selekcjoner przejął seniorską "La Roja", na lewej obronie przez lata rządził Jordi Alba. Po nim wydawało się, że schedę przejmie utalentowany Alejandro Balde albo doświadczony Jose Gaya. W marcu 2024 roku powołanie dostał jednak Cucurella. Przed Euro miał na koncie tylko cztery występy w drużynie narodowej, z czego jeden w ligowym, rezerwowym składzie w 2021 roku.
Dziś ma na koncie 31 spotkań i... zero porażek. Uległ jedynie Portugalii w finale Ligi Narodów w zeszłym roku, ale po karnych. Ostatnia porażka Hiszpanów w 90 minutach to towarzyskie 0:1 z Kolumbią dwa lata i cztery miesiące temu. To był ostatni mecz ery "przed Cucurellą".

Śmieszny człowiek

"Je paellę, pije Estrellę, a jego włosy są olbrzymie" - śpiewali o nim kibice Chelsea. Z czasem krótka piosenka przylgnęła do Cucurelli, również w hiszpańskiej wersji, a w tekście niespodziewanie pojawił się Haaland, który "trzęsie się, bo nadchodzi Cucurella". Doprowadziło to nawet do pewnego napięcia przy okazji meczu z Manchesterem City.
- Cóż, to śmieszny człowiek. W poprzednim sezonie prosił mnie o koszulkę, a teraz śpiewa o mnie piosenki - mówił Norweg po wygranej 2:0 w pierwszej kolejce sezonu 2024/25.
Na kończącym się turnieju obaj mieli powody do doskonałego nastroju, choć na boisku się nie spotkali. Jednym z symboli mundialu było norweskie wiosłowanie - łódź z Wikingami pojawiała się na ekranie, gdy w wyszukiwarce Google wpisało się hasło "Erling Haaland". A gdy wpiszemy "Marc Cucurella" - pojawi się kot w peruce Cucurelli - bohater memów po kolejnych udanych występach lewego obrońcy Hiszpanów.
Poza boiskiem maskotka drużyny, gość od atmosfery, czasem trochę nierozgarnięty. Na boisku walczy do upadłego, potrafi prowokować, nie brzydzi się faulem. Nic dziwnego, że jako pierwszy szansę występu w La Liga dał mu akurat Jose Luis Mendilibar.
- Czytałem z nim wywiad, w którym podkreślał, jak ważne jest, by obrońca szybko dał się we znaki skrzydłowemu, z którym rywalizuje. Musi być blisko, nie pozwolić mu na pierwszy swobodny kontakt, na nabranie rozpędu, na przygotowanie sobie piłki do dryblingu. I wydaje mi się, że to jest najbardziej widoczne, jeśli chodzi o grę Cucurelli - mówi mi Michał Zachodny.
- A więc to zdecydowanie, gra blisko przeciwnika, czasem nawet agresywna, co zresztą widać po liczbie kartek. Gdyby stworzyć ranking bocznych obrońców Premier League, na których najmniej przyjemnie jest występować, to on by był w ścisłej czołówce właśnie ze względu na to, jak szybko doskakuje do przeciwnika, jak skraca dystans w trakcie tych starć i jak nie daje swobody, nie daje oddechu. Jak zawsze, nawet kiedy pozwoli się minąć, jest bardzo agresywny i zdecydowany - dodaje ekspert TVP Sport.
Przejść go to sztuka. Od drugiego meczu na mundialu nikt ani razu go nie przedryblował. Zdaje się idealnym piłkarzem dla Jose Mourinho. I największą nadzieją na zatrzymanie Leo Messiego.

Przeczytaj również