Zegar bije! Dwaj reprezentanci Polski dalej bez klubu. Ostatni rok do zapomnienia

Zegar bije! Dwaj reprezentanci Polski dalej bez klubu. Ostatni rok do zapomnienia
IMAGO / pressfocus
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykDzisiaj · 06:50
Za nami pierwszy tydzień sierpnia, a co za tym idzie, polska piłka ligowa na dobre wróciła, rozkręca się też ta zagraniczna. Sezon nabiera rozpędu, ale na rynku transferowym wciąż jest wielu Polaków bez klubu. Oto najciekawsze nazwiska.
Listę ograniczyliśmy do dziesięciu zawodników. Braliśmy pod uwagę nie tylko ich rozpoznawalność, ale i aktualny status w klubowej piłce. Warunek był jeden - wyłącznie Polacy. Zestawienie jest alfabetyczne i zawiera sporo znanych twarzy, w tym niedawnych reprezentantów kraju.
Dalsza część tekstu pod wideo

Bartosz Białek (ostatni klub - Darmstadt)

Oczami wyobraźni część z nas widziała Białka jako przyszłość polskiej kadry, gdy ten jako 19-letni napastnik zdobywał swoje pierwsze bramki dla Wolfsburga. “Wilki” płaciły za niego Zagłębiu Lubin trzy miliony euro i początkowo naprawdę wydawało się, że będą miały z Polaka pożytek. Niestety, karierę wychowanka “Miedziowych” ostro wyhamowały kontuzje.
Już w pierwszym sezonie w Niemczech Białek doznał zerwania więzadeł krzyżowych w kolanie. Do gry wrócił po siedmiu miesiącach przerwy, lecz już nie był w tym samym momencie kariery, co wcześniej. Przestał figurować w planach Wolfsburga, wypożyczano do Vitesse czy KAS Eupen. W barwach tej ostatniej drużyny zerwał więzadła po raz drugi. Zniszczyło mu to całkowicie sezon, bowiem w całej kampanii 2023/24 rozegrał raptem sześć meczów i zdobył jedną bramkę. A przypomnijmy, że grał w czerwonej latarni belgijskiej ekstraklasy. Na wiosnę co prawda wrócił do gry, ale sezon 2024/25 już ominął całkowicie. Znów z powodu zerwanych więzadeł. Już po raz trzeci.
Białek z 19-letniego talentu stał się 24-latkiem po poważnych przejściach zdrowotnych. Ostatni rok spędził w SV Darmstadt, gdzie pojawił się na boisku jedynie w 14 spotkaniach 2. Bundesligi. Niestety, ale w zdecydowanej większości były to wejścia na “ogony” - poza jednym golem przeciwko Schalke w Pucharze Niemiec napastnik nie pokazał wiele.

Aleksander Bobek (ostatni klub - ŁKS)

O dużym talencie Bobka najgłośniej mówiło się na początku sezonu 2023/24, kiedy ŁKS wracał do gry w Ekstraklasie. Obok brylującego obecnie w GKS-ie Katowice Mateusza Kowalczyka, bramkarz był zdecydowanie najlepiej zapowiadającym się wychowankiem łódzkiej drużyny w tamtym okresie. Już w meczu pierwszej kolejki z Legią Warszawa dał popis, notując siedem skutecznych interwencji, w tym jedną po wybronieniu rzutu karnego Josue. Zadatki na świetnego golkipera były więc tu od samego początku.
ŁKS ostatecznie ligę skończył na dnie tabeli, ale Bobek został drugim najlepszym bramkarzem rozgrywek, jeśli chodzi o udane obrony na mecz (średnia 3,7). Miał wtedy 19 lat. Dziś ma 22, lecz jego kariera trochę rozjechała się z oczekiwaniami. Zamiast kolejnych ofert z zagranicy przyszedł zjazd formy, Sytuację w maju tego roku dobiła poważna kontuzja łąkotki, którą młody bramkarz obecnie próbuje wyleczyć. 30 czerwca wygasł jego kontrakt z ŁKS-em.

Paweł Dawidowicz (ostatni klub - Raków)

Gdy Dawidowicz latem zeszłego roku szukał nowego klubu po odejściu z Hellasu Werona, zapowiadało się, że czeka go gra na Bliskim Wschodzie. Saudyjskie Al-Hazm opuścił jednak zaledwie trzy tygodnie po podpisaniu kontraktu ze względów rodzinnych. Następnie zimą wrócił do Polski, dołączając do Rakowa Częstochowa. 31-latek stał się częścią drużyny “Medalików” w połowie sezonu, więc dużo pograć nie zdążył, szczególnie że przez urazy był gotowy do gry dopiero od lutego. Wystąpił w sumie 12 razy - w dziesięciu meczach Ekstraklasy i dwóch meczach Pucharu Polski. W finale z Górnikiem Zabrze podopiecznych Łukasza Tomczyka nie zbawił, a po 56 minutach gry musiał zejść z boiska przez kolejną kontuzję.
Obecnie Dawidowicz więcej kłopotów ma ze znalezieniem nowego pracodawcy niż ze zdrowiem. Według Gianluki Di Marzio agent piłkarza zaoferował go pięciu klubom z Serie B (Monza, Juve Stabia, Spezia, Empoli i Sampdoria). Wcześniej defensor łączony był też z Lechm Poznań.

Karol Linetty (ostatni klub - Kocaelispor)

Mamy przed oczami zawodnika, który odchodząc z Torino w 2025 roku miał za sobą dziewięć lat z rzędu spędzonych we włoskiej Serie A. Nie zdarzył mu się przez ten czas ani jeden sezon, w którym na dobre straciłby pierwszy skład. Najmniej minut zebrał w kampanii 2021/22 - ale kto by o tym pamiętał, skoro dwa lata później był już w Turynie kapitanem.
Tyle że Linetty przez tę niespełna dekadę w Italii nigdy nie przebił się ponad solidność. Owszem, miał okresy, gdzie szło mu naprawdę nieźle, ale nie zmienia to faktu, że na tle ligi był co najwyżej średni. Poniekąd na tym też polegał jego problem - bo choć po opuszczeniu Włoch nie mógł narzekać na brak ofert, to lukratywnych propozycji gry z najmocniejszych europejskich lig nie otrzymał. Ostatecznie, najpewniej z niemałym niedosytem, wybrał Kocaelispor - tureckiego średniaka. Cóż, kontrakt gwarantujący ok. miliona euro za rok gry swoje zrobił, ale nie był to najlepszy możliwy wybór, jeśli chodzi o poziom sportowy. Tym bardziej, że w tym samym czasie mówiło się o PAOK-u Saloniki, FC Kopenhadze czy Lechu Poznań.
Temat “Kolejorza” niedawno wrócił, po tym jak umowa Linettego z Kocaelisporem przestała obowiązywać, a zawodnik, jako wychowanek, trenował nawet w bazie Lecha. Klub natomiast zarzeka się, że nie ma to nic wspólnego z potencjalnym zatrudnieniem pomocnika. Nie wspominając już o tym, jak pytania na jego temat zbywał Niels Frederiksen.

Sebastian Musiolik (ostatni klub - Kifisia)

Największe sukcesy w karierze Musiolik odniósł jako zawodnik Rakowa, z którym zdobył mistrzostwo, Puchar i Superpuchar Polski. Grał w “Medalikach” od 2018 roku, poza tym przywdziewał też barwy włoskiego Pordenone, Górnika Zabrze i Śląska Wrocław. Ostatni sezon spędził zaś w Grecji, gdzie nie poszło mu najlepiej - w AE Kifisia pełnił marginalną rolę i wystąpił jedynie w 13 meczach. Do siatki trafił dwa razy.
Nie zmienia to faktu, że w Polsce dalej są nim zainteresowane zespoły. Pisano o pierwszoligowej Stal Mielec. Niedawno miało dojść do wstępnego porozumienia na linii klub-zawodnik, jednak nic nie jest przesądzone. Michał Szewczyk z portalu Nowiny24 zaznaczał, że ostateczna decyzja Musiolika zależeć będzie od tego, czy pojawią się inne, lepsze oferty. Przypomina też, że piłkarz raz już Stali odmówił - miało to miejsce w 2022 roku, kiedy mielecki klub po raz ostatni proponował mu transfer. Napastnik wtedy na ostatniej prostej miał zdecydować, że pozostanie w Rakowie.

Michał Pazdan (ostatni klub - Wieczysta Kraków)

18 czerwca Wieczysta Kraków pożegnała trzech doświadczonych zawodników - Rafała Pietrzaka, Macieja Gajosa i Michała Pazdana. Największe kontrowersje wzbudziło nagłe rozstanie z tym ostatnim, który występował w barwach klubu od ponad trzech lat. Od razu stał się kapitanem i twarzą zespołu i prowadził go w górę przez kolejne szczeble.
Sam piłkarz po usłyszeniu decyzji był w absolutnym szoku, szczególnie że o nowym kontrakcie miał zapewniać go wiceprezes ds. sportowych klubu, Sławomir Peszko. Szerzej opowiadał o tym w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą.
- Byłem wkurzony. Nie ukrywam, że przyjechałem do Sławka, do klubu i mówię: "Po co ty mi mówisz, człowieku, że ty chcesz ze mną przedłużyć kontraktu, po czym ja przyjeżdżam do klubu i mówicie mi, że nie”. Dla mnie nie byłoby żadnego problemu, gdyby powiedzieli: "Jest klub, jest wizja klubu. Zastanawiamy się, Pazdi, przyjedź. Prawdopodobnie podpiszemy, ale się zastanawiamy". Miałbym w głowie: no dobra, mogą mnie chcieć, mogą mnie nie chcieć, różne są sytuacje. Mogą budować zespół na nowy sezon. Mogą myśleć, że jestem stary. Mam 39 lat. Może się nie nadam w Ekstraklasie? Nie byłoby problemu. Tylko po co mówisz komuś, że przedłużysz kontrakt, po czym okazuje się, że jednak nie? - zdradził.
Przyszłość 38-krotnego reprezentanta Polski dalej jest nieznana. Otrzymał co prawda ofertę od Polonii Warszawa, ale odrzucił ją i pozostaje bez klubu.

Paweł Stolarski (ostatni klub - Motor Lublin)

Znacznie większa rewolucja dzieje w Motorze Lublin, który pożegnał nie tylko dotychczasowego trenera Mateusza Stolarskiego, ale i kilkunastu piłkarzy. Wśród nich znalazł się także Paweł Stolarski. Umowa starszego z braci nie została przedłużona, więc musiał zacząć on szukać sobie nowego klubu.
Jak na razie nie znalazł. To tym bardziej zaskakujące, że zdecydowana większość graczy pożegnana po sezonie przez Motor już podpisała umowy z nowymi pracodawcami. Ivan Brkić dołączył do Legii Warszawa, Bartosz Wolski przywdział barwy GKS-u Katowice, Arkadiusz Najemski zasilił Wartę Poznań, a Michał Król - Wisłę Płock. Kacper Karasek gra w Radomiaku, Jakub Łabojko w Piaście Gliwice, zaś Filip Wójcik w Ruchu Chorzów. Stolarski jest jedynym polskim zawodnikiem, który po opuszczeniu Lublina pozostaje na piłkarskim bezrobociu. Poza nim klubu szuka tylko Renat Dadaszow, którego media łączą z azerskim Neftczi Baku.

Przemysław Tytoń (ostatni klub - Twente)

Tytoń ma już 39 lat, a mimo to może się okazać, że to jeszcze nie czas na zakończenie kariery. I to kariery naprawdę bujnej - bramkarz ostatnie cztery lata spędził w holenderskim Twente, a pod koniec sezonu 2025/26 zagrał nawet w dwóch meczach Eredivisie. W 2022 roku miał też epizod w Ajaksie Amsterdam, choć nie każdy może to pamiętać z uwagi na fakt, że nie zaliczył tam ani jednego występu.
Przyszłość bramkarza, za którym podczas EURO 2012 stała ściana naszych pragnień, jest na ten moment zagadką. Rok temu mówiło się, że odwiesi buty na kołek, lecz ostatecznie postanowił odnowić kontrakt z Twente o kolejny rok. Teraz jednak ta umowa wygasła, więc pojawiają się znaki zapytania. Holenderski portal twenteinsite.nl zasugerował, że w Enschede cenią sobie pozaboiskowy wpływ Tytonia na drużynę, więc być może podejmie on współpracę z klubem w innej roli. Niewykluczone, że na dłużej zagości w sztabie Johna van den Broma, który prowadzi Twente od września zeszłego roku.
- Klub jest z niego niezwykle zadowolony zarówno na boisku, jak i poza nim. Pomaga wielu nowym zawodnikom znaleźć miejsce w drużynie, a czasami bierze ich pod swoje skrzydła, gdy nie ma zaplanowanych meczów ani treningów. Twente i Tytoń spotkają się w najbliższym czasie, aby omówić, jak mogliby kontynuować współpracę - mówił w marcu związany z klubem dziennikarz, Thijs Zwagerman.

Łukasz Zwoliński (ostatni klub - Sakaryaspor)

Zwoliński zdecydowaną większość kariery spędził w Polsce, chociaż zdarzyły mu się dwie zagraniczne eskapady. W latach 2018-2020 grał dla chorwackiej Goricy i szczególnie pierwszy sezon mógł wspominać całkiem dobrze - do siatki w lidze trafił aż 14 razy, a do nagrody króla strzelców zabrakło mu pięciu trafień.
Druga przygoda miała miejsce w świeżo zakończonej kampanii 2025/26 - napastnik dołączył wtedy do Jakuba Szumskiego w drugoligowym tureckim Sakariyasporze. W przeciwieństwie do Wisły Kraków, nie był to jednak klub bijący się o awans, a o utrzymanie. I koniec końców okazała się być to bitwa przegrana - z 34 uzbieranymi punktami klub spadł na trzeci poziom rozgrywkowy w kraju. Zwoliński nieszczególnie w niej pomógł, bo zdobył zaledwie cztery bramki w 24 występach. Co dalej? Łączono go z Wieczystą Kraków, która aktywnie poszukuje nowej “dziewiątki”. Aby utrzymać rytm meczowy, 33-latek trenuje z drużyną U-19 Pogoni Szczecin, której jest wychowankiem.

Szymon Żurkowski (ostatni klub - Spezia)

Jeden z “Orzełków” Michniewicza, których kariera nie potoczyła się tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Zaczęło się od skoku na głęboką wodę do Florencji, później pojawiły się nawracające urazy. Dziś Żurkowski to 28-letni, wiecznie pechowo kontuzjowany pomocnik, który ma bardzo poważny problem z rytmem meczowym. Wstrząsające, że przez ostatnie dwa lata uzbierał tylko 132 minuty na boisku. Jeszcze gorzej jest, gdy spojrzymy sobie tylko na zeszły sezon - były piłkarz Górnika Zabrze pojawił się na murawie tylko w jednym meczu Spezii z Empoli, w którym grał przez pół godziny.
To wszystko jest oczywiście efektem namnażających się problemów zdrowotnych. Zeszłoroczna operacja kolana nie przyniosła pozytywnych skutków, a prognozy lekarzy są dość ostrożne. Życzymy Żurkowskiemu zdrowia, by jeszcze wrócił do gry na niezłym poziomie. Może czas na Polskę?
***
Polskich piłkarzy, którzy w sierpniu nadal poszukują nowego pracodawcy, jest oczywiście więcej. Klubu nie mają też inni znani nie tylko z Ekstraklasy biało-czerwoni, jak Jarosław Niezgoda, Michał Nalepa (pomocnik) czy Bartłomiej Kłudka.

Dyskusja

Przeczytaj również