Zgraja dzieciaków idzie po Ekstraklasę! Polski klub wciąż zadziwia, szalony plan zdaje egzamin

Rzeszowa w Ekstraklasie nie było pół wieku. Ale każda seria, również ta czarna, musi przecież dobiec końca. Kiedy, jeśli nie w sezonie, który układa się zaskakująco dobrze, w którym niosą nie tylko kibice, ale i piłkarze?
Stal ma szansę na dokonanie jednego z najbardziej imponujących powrotów w historii polskiej piłki. Na najwyższym poziomie nie grała od 1976 roku. Teraz zaś, grubo po półmetku zmagań, zajmuje piąte miejsce w tabeli i traci raptem punkt do lokaty premiowanej bezpośrednim awansem. Ryzykowna taktyka przyjęta przez zarząd zdaje egzamin, a kibice dają się porwać energii zespołu, chociaż jeszcze kilka miesięcy temu byli sceptyczni.
Jednym z wymiarów sukcesu już teraz odniesionego przez Stal jest niedzielna mobilizacja. Rozegranie spotkania z Polonią Bytom stało pod pewnym znakiem zapytania, trzeba było uporządkować zasypane śniegiem boisko. Klub poprosił o pomoc kibiców, a odzew udowodnił, że piłkarski Rzeszów ma się naprawdę dobrze. Płytę przygotowano, alarm zażegnano, a nabuzowana Stal rozniosła wciąż niepoukładaną Polonię Bytom 3:1 (2:0). Ekipa Marka Zuba w pełni zasłużenie minęła niedawnego wicelidera, zrzuciła go na szóstą pozycję.
Polonia nadal budzi się do życia po rewolucji, w którą została wplątana przez działania Legii i Rakowa. Patryk Czubak, następca Łukasza Tomczyka, zanotował trudny start, przegrał dwa spotkania z rzędu. W sytuacji, gdy tabela I ligi jest napięta bardziej niż stosunki społeczne w byłej Jugosławii, takie potknięcia mogą słono kosztować. Chętna na ich wykorzystanie jest między innymi drużyna z Rzeszowa, konsekwentnie zadająca kłam stwierdzeniu, że z tymi chłopakami nic nie da się wygrać.
Stal ma absurdalnie młody skład. Jarosław Fojut, będący dyrektorem sportowym, tłumaczył w lecie, że taka decyzja to nie efekt konieczności, ale wieloletnich procesów, wizji, jaką podzielają wszyscy członkowie zarządu. Kibice, jako się rzekło, patrzyli na to ze sporymi obawami. Wynikały głównie z końcówki poprzedniego sezonu, kiedy to Stal ledwo utrzymała się na drugim poziomie rozgrywkowym. Od marca zespół grał fatalnie, finalnie miał raptem sześć punktów zapasu nad strefą spadkową. Podobna zadyszka może się oczywiście Rzeszowianom jeszcze zdarzyć, ale obecnie nic na nią nie wskazuje.
Zub, którego nie zwolniono mimo złych wyników na wiosnę 2025 roku, udanie rozwija eksperymentalnie skonstruowaną drużynę. Zespół z Podkarpacia stanowi swoisty ewenement w polskiej piłce - w tym sezonie z obecnej kadry zagrało 24 zawodników, 19 z nich łapie się do kategorii U23. Krystian Wachowiak ma 24 lata, Dominik Połap i Jonathan Junior po 26, Sebastien Thill 32, natomiast Marek Kozioł 37. Ten ostatni, będący podstawowym bramkarzem, w defensywie regularnie współpracuje z ponad dwa razy młodszym Michałem Synosiem. Pozostali obrońcy są niewiele starsi niż Synoś. Efekt tego niecodziennego miksu - przyjęło się wszak, że w pierwszej linii znajduje się miejsce dla zawodników najbardziej doświadczonych - jest cokolwiek niezły. Rzeszowianie stracili 31 bramek, co stanowi dziesiąty wynik w stawce, ale też lepszy niż Wieczystej, Miedzi czy Śląska.
Stal ma także solidną ofensywę, przy czym w niej prym wiedzie "starszyzna". Junior potwierdza, że jest kapitalnym napastnikiem w skali I ligi. Na koncie Brazylijczyka widnieje już dziewięć bramek. Thill natomiast śmiało może rywalizować o miejsce w Drużynie Sezonu. Luksemburczyk napędza akcje ze środka pola, strzelił już pięć goli i dorzucił pięć asyst. Ponadto ważną rolę odgrywają wyciągnięci latem Kacper Masiak i Oliwier Sławiński - byli piłkarze Rakowa oraz ŁKS-u zdobyli siedem bramek, a także zanotowali cztery asysty. To kapitalny wynik, biorąc pod uwagę, że obaj grają głównie jako zmiennicy. W gruncie rzeczy ławka to zaskakująca broń Rzeszowian - swoje strzelili przecież Seif Darwish z Filipem Wolskim, chociaż żaden z nich nie uzbierał ponad 600 minut.
Młodziutki zespół potrzebuje być może jedynie więcej czasu, aby stać się jeszcze mocniejszym. Nie tylko pod względem taktycznym, ale też mentalnym. Stal nie najlepiej radzi sobie, gdy to rywal otworzy wynik. W takiej sytuacji znalazła się ośmiokrotnie w tym sezonie. Wygrała raptem raz, dwa razy zremisowała i aż pięciokrotnie zeszła na tarczy. Ten mankament Rzeszowian szczególnie napiętnował Ruch. W sierpniowej potyczce "Niebiescy" mieli dwubramkowe prowadzenie po dwóch minutach, co skutecznie wybiło podopiecznych Zuba z rytmu. Z Ruchem Stal rozegrała jeden ze swoich najgorszych meczów w tym sezonie, nie funkcjonowało nic.
Nie chodzi nawet o stosunkowo niskie posiadanie piłki w tamtym meczu, bo to nie od niego zależy dyspozycja Stali. W ścisłej czołówce I ligi nie ma drużyny, która tak rzadko utrzymywałaby się przy futbolówce (średnia poniżej 50%). Z drugiej strony we wspomnianej szóstce jedynie Wisła oddaje więcej strzałów na mecz, natomiast w dryblingach lepsza jest "Biała Gwiazda" i jeszcze Polonia Bytom. Zub zachęca swoich podopiecznych do bycia bezpośrednimi, odważnymi. Zazwyczaj zdaje to egzamin, w ostatnim czasie wręcz na szóstkę. W pięciu poprzednich meczach jedynie obudowana przez Kazimierza Moskala Wieczysta i zrekonstruowana przez Janusza Niedźwiedzia Miedź uzbierały więcej "oczek".
Stal z utęsknieniem patrzy na wiosnę, bo ta może przynieść pierwszą od 50 lat Ekstraklasę. Stal marzy, ale gdzieś za rogiem czyha kubeł zimnej wody, który jest gotowy spaść na głowy. Bo chociaż sam Fojut deklarował, że celem drużyny jest walka o awans i tym sporym wymaganiom udaje się sprostać, to pytania o przyszłość drużyny pozostają jak najbardziej zasadne. Umowy 16 (sic!) zawodników kończą się w czerwcu. Kontrakt dłuższy niż dwa i pół roku ma jedynie 17-letni Mateusz Leniart (defensywny pomocnik jeszcze nie wybiegł na boisko w tym sezonie). Już wiadomo, że współpracy nie przedłuży Synoś - podstawowego stopera chce Górnik, a przecież Zabrzanie już wyciągnęli Dominika Warczaka. Na brak zainteresowania nie może też narzekać Szymon Łyczko.
Obawa o tymczasowość pozostaje żywa. Wywalczenie awansu z młodzikami to jedna sprawa, ale zapewnienie dzięki nim długoletniego, udanego funkcjonowania, to rzecz zupełnie inna. Przede wszystkim zaś znacznie, znacznie trudniejsza. Tym bardziej, jeśli zamiast sprzedawać, najlepszych zawodników oddaje się za darmo.