Ziółkowski zachwycił Włochów, bezcenna reakcja. Aż boli, co potem zrobił trener Romy

Ziółkowski zachwycił Włochów, bezcenna reakcja. Aż boli, co potem zrobił trener Romy
screen
Mateusz - Hawrot
Mateusz HawrotWczoraj · 23:39
Jan Ziółkowski znów dostał szansę w podstawowym składzie Romy. Długo był niemal bezbłędny, a potem mógł przeklnąć pod nosem, widząc plan trenera. Zasłużył jednak na sporo ciepłych słów za to, co zaprezentował.
Przed czwartkowym meczem Ligi Europy Jan Ziółkowski miał na koncie niewiele ponad 500 minut w Romie. Uzbierał je w 13 występach - dziesięciu Serie A, jednym Coppa Italia i dwoma właśnie Ligi Europy. To w tych rozgrywkach przeszedł trudny chrzest bojowy, gdy 23 października dostał szansę w podstawowym składzie przeciwko Viktorii Pilzno i wyglądał kiepsko. Gian Piero Gasperini wytrzymał pół godziny - po takim czasie zdjął Polaka z boiska. Potem dał mu jeszcze dziesięć minut z Celtikiem przy korzystnym wyniku.
Dalsza część tekstu pod wideo
W lidze włoskiej “Ziółek” zbierał pojedyncze występy, aż do 20 grudnia, kiedy to rozpoczął serię czterech spotkań z rzędu w wyjściowej jedenastce. Rywalizował z Juventusem, Genoą, Atalantą i Lecce. Bywało różnie, choć należy docenić, że Gasperini nie schował go do szafy po jednym czy drugim błędzie i dawał kolejne minuty. Ostatnio: dwie z Sassuolo, 45 i zero z Torino (puchar, następnie liga). Po pucharowym meczu włoskie media pisały, że Ziółkowski musi być mniej surowy i bardziej czujny, a jego trudności z napastnikami we Włoszech są widoczne. Z drugiej strony, nie dalej jak tydzień wcześniej 20-latek był chwalony za grę przeciwko Lecce. No właśnie - 20-latek. Pamiętajmy, że mowa o nadal nieopierzonym zawodniku grającym na bardzo odpowiedzialnej pozycji, który rok temu głównie siedział na ławce Legii. Reprezentant Polski zbiera doświadczenie, uczy się na włoskim uniwersytecie “Gaspa”, jednak długa droga przed nim. Natomiast każdy miesiąc, tydzień, mecz, minuty, dobra interwencja czy pomyłka będą Ziółkowskiemu pomagać, będą czynić z niego lepszego obrońcę.

“Szczupak” pierwsza klasa

Teraz trener Romy rzucił Polaka do boju na Ligę Europy naprzeciwko Stuttgartu. Ustawił go jako lidera trzyosobowej formacji obronnej, z Celikiem i Ghilardim po bokach. Wymienił tym samym cały tercet względem weekendowej wygranej z Torino, gdzie grali Hermoso, Ndicka i Mancini, a Ghilardi wszedł z ławki. To efekt nadchodzącego meczu z Milanem, ważniejszego niż puchary.
Rzymianie zaczęli nerwowo. Już w 2. minucie cała obrona, w tym “Ziółek”, zupełnie się pogubiła. Leweling, Undav i Mittalstaedt zrobili groźną akcję, tyle że ostatni z nich przestrzelił. Na szczęście były to złe miłego początki w pierwszej połowie potyczki na Stadio Olimpico. Reprezentant Polski szybko wszedł na właściwe obroty. Kilka minut później najpierw agresywnie wyszedł za Undavem kilkanaście metrów poza pole karne, pilnował go i “skasował”. Następnie przytomnym, czujnym startem z pozycji uprzedził Fuehricha. Czas upływał, a defensywa Romy wyglądała coraz lepiej. Wspomniany napastnik gości dwoił się i troił, ale Ziółkowski nie dawał sobie wejść na głowę. Zaimponował w 27. minucie, gdy był jak cień Undava, kontrolował go, przepychał, nie dał pograć.
W 33. minucie Polak zanotował najlepszą interwencję pierwszej odsłony. Po składnej akcji VfB piłka leciała przez pole karne, a tam na ósmym metrze dobrze ustawiony 20-latek ofiarnie rzucił się “szczupakiem” i przerwał groźne podanie. Wprawdzie jego koledzy następnie przysnęli i Mile Svilar musiał wykazać się między słupkami, ale bez przytomności “Ziółka” mogło być różnie. W odpowiedzi to Roma strzeliła na 1:0. Pięć minut przed przerwą były gracz Legii rozpoczął akcję bramkową celnym podaniem do Soule, ten fantastycznie uruchomił Pisilliego, który znalazł drogę do siatki. Rach, ciach, ciach.

Z nieba do prawie-piekła w minutę

Obserwujący ten mecz na żywo Zbigniew Boniek mógł być zadowolony z pierwszej połowy Ziółkowskiego. Ten zaś rozpoczął drugą naprawdę efektownie. Nie minęła minuta, a kapitalnym wślizgiem powstrzymał Fuehricha, który ruszyłby sam na sam z bramkarzem, gdyby nie przemyślana, skuteczna interwencja Polaka, idealnie łatającego powstałą dziurę.
- Pokiwali wokół nas głowami włoscy dziennikarze po tej interwencji Jana Ziółkowskiego. Doskonale wyczuł w tej sytuacji ustawienie rywala i to, jak samemu wykonać wślizg - mówił komentujący to spotkanie w Polsacie Sport Sebastian Chabiniak.
Tuż po tym “Ziółek” zanotował jedyny tego wieczoru poważniejszy błąd. Niezmordowany, sprytny Deniz Undav wziął udany rewanż za poprzednie 45 minut i pierwszy raz oszukał reprezentanta Polski. Ograł go, przepchnął, wziął na plecy i oddał groźny strzał, obroniony przez Svilara.
Kolejne pojedynki Polaka z Niemcem zapowiadały się wybornie, ale Gian Piero Gasperini miał inne plany. Jeszcze przed upływem godziny wpuścił na boisku Evana Ndickę, odsyłając Jana Ziółkowskiego pod prysznic. Nie wiadomo, czy planował taki ruch szybciej, czy - co bardziej prawdopodobne, znając tego szkoleniowca - przyspieszył go po akcji Undava, ale… szkoda. Szkoda, bo 20-latek rozgrywał naprawdę solidny mecz, a przegrany pojedynek z takim snajperem jak ten Stuttgartu wielkiej ujmy nie przynosi. Zresztą Ndicka o umiejętnościach i jak trudna jest sztuka powstrzymania Undava przekonał się sekundy po wejściu.
- Zostawiłbym Ziółkowskiego na boisku, ale rozumiem chęć wykorzystania doświadczenia w obronie, by dowieźć wynik - zauważył jeden z kibiców “Giallorossich” po decyzji Gasperiniego.

Więcej plusów

Blisko 60 minut gry, 91% skutecznych podań, wygrane wszystkie pojedynki w powietrzu, jeden faul, po dwa udane wślizgi, przechwyty i wybicia, jeden strzał (mocno niecelny, głową po rzucie rożnym w 50. minucie). Dwie doskonałe, kluczowe interwencje w obronie i jeden błąd, niepodważalny, natomiast finalnie bez konsekwencji. To był pozytywny występ Ziółkowskiego na tle porządnego przeciwnika, co najważniejsze - z czystym kontem (Roma dowiozła je do końca, wygrywając 2:0). W opiniach kibiców dominują plusy, zwrócili oni m.in. na udaną współpracę z Ghilardim.
A jak włoskie media? Tu recenzje są różne, w zależności od redakcji Polak zapracował na noty “5,5”, “6” lub “6,5”. Il Messaggero napisało o jego wzlotach i upadkach, skupiając się na akcji, gdy uciekł mu Undav. Sport Virgilio chwaliło za pierwszą połowę, ganiąc za Undava i zauważając błyskawiczną reakcję trenera z uruchomieniem rezerwowego Ndicki. Najostrzej z 20-latkiem obeszli się w Roma Today.
- Ma klasę, ale wciąż popełnia bardzo drobne, tyle że rażące błędy, które mogą drogo kosztować. Niedojrzały - wypalił kibicowski serwis.
Goal.com i Sky Italia wręczyły “Ziółkowi” po “szóstce”, podobnie jak portal Tuttomercatoweb: - Grał solidnie, przewodził obronie mimo młodego wieku i braku doświadczenia. Przeważnie dobrze, Svilar pomógł mu przy jedynym błędzie - dostrzegli dziennikarze. - Schludny mecz, dał popalić Undavowi z wyjątkiem jednej sytuacji. Czasem zbyt pośpieszny - czytamy na stronie Roma News, gdzie reprezentantowi Polski wpisano “6,5”. Calciomercato, z identyczną notą, napisało o “doskonałym kryciu Undava i niewielu problemach”.
Pozostaje trzymać kciuki, by Włosi mieli jak najmniej okazji do krytyki, a jak najwięcej do kiwania z uznaniem głową przy zagraniach Ziółkowskiego. Warto docenić, że po paru miesiącach od transferu Polak nie tylko zbiera doświadczenie na treningach, ale ogrywa się w warunkach meczowych. Niech idzie naprzód, bo drzemią w nim ogromne możliwości. Trzymamy kciuki.

Przeczytaj również