Znakomity trener odchodzi po historycznym sukcesie! Powalczą o niego giganci? "Cudotwórca"

Znakomity trener odchodzi po historycznym sukcesie! Powalczą o niego giganci? "Cudotwórca"
PSNEWZ/SIPA / pressfocus
Piotrek - Przyborowski
Piotrek PrzyborowskiDzisiaj · 09:05
Marcelino nie bez powodu zyskał w Hiszpanii miano cudotwórcy. To za jego rządów Villarreal osiągnął niespotykaną wcześniej stabilizację. Teraz klub po raz pierwszy w dziejach awansował drugi sezon z rzędu do Ligi Mistrzów, ale w niej 60-latek już drużyny nie poprowadzi. “Żółtą Łódź Podwodną” czeka nowe rozdanie.
Jak się żegnać, to tylko będąc na szczycie. Te słowa Marcelino Garcia Toral wziął do siebie chyba aż za mocno. A może nawet bardziej zrobiły to władze Villarrealu? Najpierw w sobotę 2 maja ekipa z Estadio de la Ceramica rozbiła 5:1 Levante i drugi sezon z rzędu zapewniła sobie kwalifikację do Ligi Mistrzów, co nigdy wcześniej jej się nie przydarzyło, po czym już kilkadziesiąt godziny później klub ogłosił, że wraz z końcem obecnej kampanii pożegna się z obecnym szkoleniowcem. Tym samym dobiegnie końca druga kadencja Asturyjczyka. Obie już teraz zapisały się na kartach historii walencyjskiej ekipy złotymi zgłoskami.
Dalsza część tekstu pod wideo

Tym razem bez tarć

Kiedy przychodził tam po raz pierwszy, Villarreal znajdował się w jednym z największych kryzysów, odkąd władzę w klubie pod koniec lat 90. przejął prezydent Fernando Roig. Gigant branży ceramicznej postawił na gościa, który piłkarzem był solidnym, ale zdecydowanie więcej miał osiągnąć w roli szkoleniowca. Z Recreativo Huelva awansował do La Liga i zostawił zespół w środku tabeli. Racing Santander doprowadził do szóstego, najwyższego w historii miejsca w elicie. Do niej wprowadził też Real Saragossa. I to z takim zadaniem trafił też w styczniu 2013 roku do “Los Groguets”. Po sensacyjnym spadku z Primera Division misja Julio Velazqueza okazała się fiaskiem.
Do gry wszedł Marcelino i w kilka miesięcy zdołał wspiać się z drużyną na drugie miejsce w Segunda, dzięki czemu ta mogła cieszyć się z bezpośredniego awansu. W ciągu trzech i pół roku pierwszej kadencji wydobył ją z drugoligowych głębin i wprowadził do Ligi Mistrzów. Tyle że w sierpniu 2016 roku, na zaledwie tydzień przed startem nowego sezonu, nagle odszedł z klubu w wyniku różnicy zdań z Roigem. Obaj poszli w swoją stronę, a trener w ciągu kolejnych kilku lat zdobył Puchar Króla z Valencią, Athletikiem zaś Superpuchar. Z kolei Villarreal z Unaiem Emerym sięgnął po swoje pierwsze poważne trofeum i w sezonie 2020/2021 triumfował w Lidze Europy.
Kiedy Emery wybrał powrót na Wyspy, a przez Estadio de la Ceramica bez sukcesów przewinęli się Quique Setien i znany z pracy w Koronie Kielce Pacheta, trzeba było zakopać topór wojenny. Roig, wspierany już w roli CEO klubu przez swojego syna, Fernando Juniora, ponownie zdecydował się na Marcelino. Chociaż relacja pomiędzy panami nigdy nie była usłana różami, druga kadencja Asturyczyka okazała się jeszcze większym sukcesem - już teraz wiemy, że w ciągu czterech sezonów Villarreal tylko raz skończył sezon poniżej piątego miejsca. Tyle że ostatecznie rozmowy na temat nowej umowy utknęły w miejscu. I teraz obie strony - w dużo bardziej kulturalny sposób niż osiem lat temu - znów mówią sobie “adios”.
- Głównie poszło o kwestie kontraktowe i co zaskakujące - o długość umowy, a nie pieniądze. Marcelino oczekiwał dwuletniego kontraktu, natomiast Roig proponował mu przedłużenie tylko o rok. Negocjacje trwały od grudnia i obaj panowie po prostu nie doszli do porozumienia. Drugim aspektem jest też rozbieżność między wizjami trenera i władz klubu, Marcelino chciał budżetu na wzmocnienia, a Roig wolał inwestować w akademię i korzystać z młodych chłopaków. Niemniej, tym głównym czynnikiem była sprawa kontraktu i nie ma sensu szukać tarć między ludźmi, o żadnych konfliktach wewnątrz szatni też nie było głosów - opowiada nam Robert Kobza, prowadzący twitterowe konto Villarreal CF Polska.

Lepszy niż Pellegrini i Emery

Klub chciał postawić na długofalowy projekt, ale nie był pewny, czy Marcelino jest do tego najlepszym wyborem. Mówiło się, że trener był naciskany, aby bardziej postawił na graczy z cantery. Szkoleniowiec z kolei nie do końca był zadowolony z rozbiórki, która nastąpiła w jego szatni ubiegłego lata, kiedy zespół opuściło jej trzech liderów. Alex Baena powędrował do Atletico, Yeremy Pino zasilił Crystal Palace, a Thierno Barry ruszył do Evertonu. Villarreal sporo na nich zarobił i nie zostawił trenera bez wzmocnień, a do drużyny dołączyli Georges Mikautadze, Renato Veiga czy Alberto Moleiro. Mimo wszystko letnia przebudowa była jednak zbyt drastyczna, aby drużyna mogła łączyć zmagania na trzech frontach. 60-latek w ośmiu meczach Ligi Mistrzów zdobył tylko punkt, z Pucharu Króla odpadł po starciu z drugoligowym Racingiem Santander, lecz zdecydowanie bronią go wyniki w lidze. Trzecie miejsce, sześć punktów przewagi nad Atletico, 15 nad Betisem, 19 nad Celtą. To wszystko na trzy kolejki przed końcem.
- Marcelino przede wszystkim pozostawi po sobie ustabilizowany zespół. Nakreślił jasny kierunek dla przyszłości klubu, a jest nim regularna walka o Ligę Mistrzów. Po śmierci Llanezy [Jose Manuel Llaneza - wieloletni wiceprezes i jeden ze współtwórców potęgi klubu - przyp. red.] i odejściu Emery’ego w Villarrealu nastąpił chaos. Do tego doszły nieudane ruchy na rynku trenerskim i transferowym. Dopiero powrót Marcelino sprawił, że wróciliśmy na dobre tory. A przecież dokonał tego już drugi raz, bo nikt nie zapomni też mu tego, że to właśnie za jego pierwszej kadencji awansowaliśmy do Primera Division - zauważa Kobza.
To właśnie przez pryzmat dokonań na arenie krajowej, a ściśle mówiąc ligowej, Marcelino jest tak ceniony przez wielu kibiców “Żółtej Łodzi Podwodnej”. Nawet mimo tego, że na przestrzeni lat przez Villarreal przewinęło się - i to z sukcesami - także kilku innych naprawdę dobrych szkoleniowców. Manuel Pellegrini dwukrotnie kończył ligę na podium (w sezonie 2007/2008 nawet na jego drugim miejscu!), a w 2006 roku dotarł też do półfinału Ligi Mistrzów. Unai Emery sięgnął po wspomnianą Ligę Europy i to pokonując w finale Manchester United. Mimo sporych osiągnięć tego duetu znajdziemy sporą grupę fanów, którzy uważają, że to właśnie 60-latek jest ich najlepszym trenerem w historii.
- Ja też postawiłbym go na pierwszym miejscu na tej liście. Doskonale zdaję sobie sprawę, że pomijając triumf w Pucharze Intertoto i puchar za wygraną trzeciej ligi, to Emery dał nam pierwsze poważne trofeum w historii. Tyle że później po prostu nas porzucił, a to wszystko kiedy potrzebowalismy stabilnego sternika w obliczu śmierci Llanezy. Z kolei wcześniej Manuel Pellegrini dał pierwsze realne sukcesy w lidze oraz w Europie, pozwolił pokazać nasz klub światu i udowodnił, że w tak skromnym zespole jak Villarreal też mogą grać wielkie nazwiska, takie jak Juan Roman Riquelme czy Robert Pires. Niemniej to właśnie za Marcelino klub rośnie i umacnia swoją pozycję na rynku - uważa nasz rozmówca.

Uratował go… brak wizy

Będzie tak robił do końca obecnych rozgrywek. “Salvador Milagros”, czyli w wolnym tłumaczeniu “Zbawiciel od Cudów”, latem znów wyruszy w świat. Choć wcześniej był już łączony z wielkimi firmami - swego czasu regularnie pojawiał się w szerokim gronie kandydatów na selekcjonera reprezentacji Hiszpanii czy trenera Barcelony - wybór jego kolejnego pracodawcy zapewne znów będzie dość nieoczywisty. W dużo mniejszym stopniu zaskoczeniem powinien być jego następca na Estadio de la Ceramica. Wszelki znaki na niebie i ziemi wskazują bowiem, że padnie na Inigo Pereza z Rayo.
- W przypadku Marcelino pojawia się sporo spekulacji. Można było znaleźć informacje na temat Romy czy zespołów z Premier League, a w szczególności Crystal Palace. Wielu od lat namaszcza go też na następcę Diego Simeone w Atletico. I tego bym mu życzył, bo w La Liga potrzebujemy takich taktycznych osobowości. Perez, który najprawdopodobniej go zastąpi, radzi sobie w Rayo fantastycznie i to mimo przestarzałych struktur tego klubu. Jako nowy trener będzie musiał tchnąć w zespół po prostu świeżość, ale przy tym narzucić także jasną wizję rozwoju, Najważniejsza jest chemia w trójkącie między nim, zawodnikami oraz zarządem. Mieli to Emery i Marcelino, liczę, że podobnie będzie też z Inigo - mówi Kobza.
Historia Pereza, który tak jak Marcelino i cały szereg innych znanych trenerów pochodzi z północy kraju - dokładniej z Pampeluny, pokazuje, ile w futbolu znaczy czasem łut szczęścia lub w tym przypadku szczęścia w nieszczęściu. Nawarczyk wcześniej był asystentem Andoniego Iraoli w Rayo. Latem 2013 roku w tej roli miał też udać się za swoim szefem do Bournemouth, ale nie dostał pozwolenia na pracę w Anglii. Po kilku miesiącach powrócił na Campo de Vallecas, już w roli pierwszego trenera. Z “Błyskawicami” pisze piękną historię w Lidze Konferencji - poniekąd kosztem polskich klubów, bo w tym sezonie pokonał zarówno Lecha, jak i Jagiellonię. Teraz awansował natomiast do finału, w którym jego zespół zmierzy się z Crystal Palace. Od nowego sezonu - już w lepiej zorganizowanym klubie niż Rayo - będzie miał natomiast za zadanie kontynuować dzieło swojego starszego kolegi po fachu.
- Ligowa czołówka w Hiszpanii - oprócz Realu, Barcelony i Atletico - nie jest taka stabilna. To, że dany klub wskoczy na podium czy do pierwszej czwórki, wcale nie oznacza, że utrzyma się tam na dłużej. I nie ma przy tym znaczenia, jak zdrowo jest prowadzony dany zespół. Sevilla seryjnie wygrywała Ligę Europy, a teraz znów musi walczyć o utrzymanie. Real Sociedad, choć znany jest z fantastycznego zarządzania, w pewnym momencie również wypadł z TOP6. Villarreal też jest chwiejny, ale mam nadzieję, że pierwszy w historii awans sezon po sezonie do Ligi Mistrzów pozwoli nam utrzymać się w czubie tabeli na dłużej, a może nawet na stałe, korzystając ze słabości rywali pod nami czy nawet samego Atletico. Kolejnym celem powinno być utrzymanie obecnego tempa rozwoju i walka o Puchar Króla. Wciąż nie mamy tego trofeum w naszym dorobku. A przecież w ostatnich latach sięgały po nie już nie tylko Barcelona czy Real - podsumowuje nasz rozmówca.

Dyskusja

Przeczytaj również