Znany trener w Ekstraklasie! Prowadził wielkie kluby, wychował światowe gwiazdy

Znany trener w Ekstraklasie! Prowadził wielkie kluby, wychował światowe gwiazdy
ANP / pressfocus
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynDzisiaj · 09:24
To jeden z najbardziej fascynujących, a zarazem niedocenianych trenerskich nomadów w europejskiej piłce – człowiek, który tożsamość Barcelony potrafił zaszczepić w Tel Awiwie, Salzburgu czy Reims. Teraz Oscar Garcia to samo będzie chciał zrobić w Pogoni Szczecin.
Kiedy myślimy o katalońskiej La Masii lat 90., przed oczami stają nam ikoniczne postacie, które na zawsze odmieniły globalny futbol. Xavi Hernandez, Carles Puyol, Andres Iniesta, Mikel Arteta. W cieniu wielkich nazwisk rodziły się też jednak mniej spektakularne kariery piłkarzy wybitnie inteligentnych, ukształtowanych przez unikalną filozofię „piłki totalnej”. Jednym z najciekawszych, choć nie zawsze docenianych bohaterów tamtej ery, jest Oscar Garcia Junyent. Zawodnik, który zasmakował gry na najwyższym europejskim poziomie, choć jego kariera była nieustannym balansem między niewątpliwie dużym talentem a bezwzględną rywalizacją o miejsce na boisku.
Dalsza część tekstu pod wideo

Dżoker w Dream Teamie

Urodzony w Sabadell (jak Sergio Busquets) od najmłodszych lat zdradzał nieprzeciętny zmysł do gry w drugiej linii. Do słynnej szkółki Barcelony trafił jako nastolatek, szybko przechodząc przez kolejne szczeble juniorskie. Był wszechstronny – potrafił grać zarówno jako typowy mediocampista, czyli ósemka, ale także schodził niżej jako pivot lub grywał za napastnikami jako mediapunta. To właśnie ta elastyczność tak bardzo zaimponowała Johanowi Cruyffowi, który w tamtym czasie był człowiekiem instytucją w „Dumie Katalonii”.
Holenderski wizjoner nie bał się stawiać na młodzież. Oscar zadebiutował w pierwszej drużynie „Blaugrany” w 1993 roku, stając się częścią „Dream Teamu” – drużyny, która w każdej formacji miała piłkarza o statusie legendy, by wspomnieć tylko Ronalda Koemana, Christo Stoiczkowa czy Romario. Choć Garcia rzadko wybiegał w podstawowym składzie, pełnił w zespole bardzo ważną funkcję „luksusowego dżokera”. Wchodząc z ławki, wnosił na murawę taktyczną dojrzałość, co w sezonie 1995/96 (po powrocie z wypożyczenia do Albacete) zaowocowało zdobyciem przez niego 10 bramek w rozgrywkach ligowych – btł to najlepszy wynik wśród wszystkich graczy Barcy.
Po odejściu Cruyffa i zmianach strukturalnych w klubie, za kadencji Louisa van Gaala pozycja Garcii zaczęła raptownie słabnąć. Holenderski trener preferował graczy silnych fizycznie i często stawiał na rodaków. Świadomy swoich ambicji Katalończyk podjął najważniejszą decyzję w karierze: opuścił Camp Nou.
Sezon 1999/2000 spędził w Valencii, z którą dotarł aż do finału Ligi Mistrzów. Choć ekipa z Mestalla przegrała gładko z Realem Madryt 0:3, pomocnik udowodnił, że potrafi odnaleźć się poza barcelońskim systemem. Tęsknota za swoją małą ojczyzną okazała się jednak silniejsza. W 2000 roku podpisał kontrakt z lokalnym rywalem Barcelony – Espanyolem. Tam, grając u boku swojego brata Rogera, przez cztery lata stanowił o sile pomocy „Papużek”. Karierę piłkarską, w 2005 roku, kończył bez wielkich fajerwerków w Lleidzie, nękany przez nawracające kontuzje. Mając 32 lata, stanął przed sporym dylematem: zostawić piłkę nożną czy znaleźć siły na pracę w roli trenera? Postawił na to drugie. I dobrze.

Talenty z jego szkoły

Szkoleniowa droga Garcii rozpoczęła się dokładnie tam, gdzie każda inna w jego życiu – w Katalonii. Nie spieszył się, nie chciał od razu wchodzić na ligową karuzelę. Zbierał szlify, terminując m.in. jako asystent Cruyffa w nieoficjalnej reprezentacji regionu. W 2010 roku przejął Barcelonę Juvenil, czyli drużynę do lat 19. A była to ekipa naszpikowana talentami. Pod jego skrzydłami dorastali choćby Gerard Deulofeu czy Mauro Icardi. Oscar pokazał, że potrafi przekuć romantyczną wizję ofensywnego futbolu w bezwzględną dominację. Zdobycie potrójnej korony na poziomie młodzieżowym w 2011 roku było jasnym sygnałem: facet jest gotowy na prowadzenie seniorskiej drużyny.
Zamiast czekać na bezpieczną posadę w klubie z Segundy lub Tercery, wybrał nieoczywistą ścieżkę. W 2012 roku objął Maccabi Tel Awiw. Efekt? Pierwsze od dekady mistrzostwo Izraela. I to wywalczone w wielkim stylu – z 10 punktami przewagi nad drugą drużyną. Największe trenerskie pomniki zostawił jednak w Austrii.
Przejmując Red Bull Salzburg w 2016 roku, stanął przed trudnym zadaniem połączenia zakorzenionej w DNA koncernu intensywnej piłki z własną miłością do tiki-taki. Rezultaty przerosły oczekiwania. Dwa z rzędu dublety oraz wprowadzenie na salony Dayota Upamecano, Takumiego Minamino czy Konrada Laimera przekonały ekspertów, że Katalończyk potrafi zaadaptować się do różnych kultur piłkarskich.

Misjonarz tiki-taki

Kariera Garcii to jednak nie tylko pasmo sukcesów. To też opowieść o twardym zderzeniu z kaprysami właścicieli klubów i realiami lig z europejskiego topu. Epizody w Brighton czy Watfordzie (z którego musiał zrezygnować z powodów zdrowotnych), a także krótka, burzliwa przygoda w Olympiakosie pokazały mniej kolorową stronę tej pracy. W Pireusie był uczestnikiem jednego z najbardziej niefortunnych incydentów w historii tej dyscypliny. Podczas meczu z PAOK-iem Saloniki wyrzucona z trybun rolka konfetti spowodowała u niego kontuzję twarzy, a mecz przerwano.
Zawiódł też w Celcie Vigo. Prowadził ją niemal dokładnie przez rok na przestrzeni 2019 i 2020 roku. Choć potrafił w pojedynczych spotkaniach zatrzymać Barcelonę czy Real Madryt, to wykręcił kiepską średnią 1,08 punktu na mecz. Został zwolniony w listopadzie, po dziewięciu kolejkach, gdy jego drużyna zajmowała miejsce w strefie spadkowej.
Nie sposób pominąć wątku, który definiuje go nie tylko jako trenera, ale przede wszystkim jako człowieka. Pod koniec 2022 roku świat obiegła tragiczna wiadomość o śmierci jego najstarszej córki, która przegrała walkę z chorobą nowotworową.
Miałem złe wieści o moim dziecku, więc zapytałem klub [Garcia pracował wtedy w Reims – przyp. red.], czy w dni wolne, które mamy w każdym tygodniu, mógłbym pojechać do Barcelony, żeby ją zobaczyć – mówił w wywiadzie dla The Athletic.Ale dla nich ta sytuacja była nie do przyjęcia. Postanowili zerwać ze mną kontrakt – dodał.
Na jakiś czas wycofał się z futbolu. Powrót na ławkę trenerską w belgijskim OH Leuven pod koniec 2023 roku był dowodem niezwykłego hartu ducha. W Belgii, z dala od blasku fleszy największych potęg, Garcia po raz kolejny udowodnił swoje rzemiosło – ustabilizował formę drużyny i utrzymał ją w lidze, budując fundamenty pod spokojny rozwój klubu w kolejnych sezonach. Potem przez krótki czas odpowiadał jeszcze za meksykańskie Chivas, a ostatnio był "strażakiem" w wielkim Ajaksie Amsterdam. Prowadził go w 10 meczach od 8 marca do 24 maja. Wygrał pięć spotkań, zremisował trzy, przegrał dwa.
Nie jest trenerem z okładek gazet, który co roku walczy o triumf w Lidze Mistrzów – inaczej na pewno nie wylądowałby w Pogoni. Jest jednak kimś równie ważnym dla ekosystemu współczesnego futbolu, który tylko w kilku procentach składa się z gwiazd. To misjonarz pewnej idei. Od akademii Barcelony, przez bliskowschodnie pustynie, dominację w Austrii, aż po taktyczne bitwy w Ligue 1 i lidze belgijskiej. Garcia niesie w świat szkołę Johana Cruyffa, udowadniając, że wykształcenie odebrane z La Masii zostaje z człowiekiem na całe życie. Zostanie też w Szczecinie.

Dyskusja

Przeczytaj również