POLACY KRÓLAMI LIGI NARODÓW! NIEWIARYGODNY FINAŁ [WIDEO]
Reprezentacja Polski siatkarzy po raz drugi z rzędu sięgnęła po złoto Ligi Narodów. Biało-czerwoni po pasjonującym, pięciosetowym finale, pokonali reprezentację USA.
W rozegranym w niedzielę meczu o trzecie miejsce Ligi Narodów reprezentacja Słowenia pokonała Japonię 3:1. Do rozdania zostały więc już jedynie złote i srebrne krążki. W decydującym meczu Polska grała z USA.
Początek starcia należał do Amerykanów, którzy korzystali z błędów biało-czerwonych. Najpierw autową piłkę nieskutecznie przyjął Wilfredo Leon. W kolejnej akcji polski przyjmujący nie trafił w blok rywala i huknął poza plac gry. USA momentalnie wyszło na prowadzenie 5:3.
Leon szybko odkupił winy i skończył dwa ataki z prawego skrzydła. Przy stanie 9:9 zdobył natomiast punkt bezpośrednio po serwisie. Ponownie uczynił to, gdy Polska prowadziła 18:15. Na coraz większej skuteczności grał nie tylko zawodnik Bogdanki Lublin, ale także duet środkowych. Bartłomiej Lemański i Szymon Jakubiszak dawali się we znaki Amerykanom.
W decydującej części pierwszej partii dwukrotnie pomylił się Jake Hanes. W obu sytuacjach nie trafił w boisko. Przy wyniku 24:21 w aut zaatakował Cooper Robinson. Polska wygrała seta 25:21.
Druga odsłona meczu rozpoczęła się od zbudowania drobnej różnicy na korzyść biało-czerwonych. Serwisem trafił Tomasz Fornal. Polski przyjmujący ustrzelił kapitana przeciwników, Matthew Andersona. Amerykanie szybko doszli do głosu, zyskując dwupunktową przewagę. W pewnym momencie prowadzili 12:10, lecz do akcji znów wkroczył Fornal. 28-latek ponownie zapunktował po serwisie. Na wiele się to jednak nie zdało.
USA nie tylko wróciło do stanu sprzed chwili, ale przede wszystkim zwiększyło różnicę do trzech "oczek", prowadząc już 17:14. Wówczas pod siatką błysnął Jakubiszak. Najpierw zablokował Hanesa, a następnie skończył atak ze środka. Końcówka drugiej partii, choć zapewniła mnóstwo emocji, nie dała Polakom powodów do radości. W polu serwisowym zabójczy był Hanes, który zdobył dwa punkty z rzędu. USA zgarnęło seta, wygrywając 25:23.
Początek trzeciego seta był bardzo wyrównany, a obie drużyny grały punkt za punkt. Zmieniło się to dopiero przy stanie 10:11, gdy biało-czerwoni wygrali trzy akcje z rzędu i zaczęli budować przewagę. Gdy prowadzili 19:15, wydawało się, że mają wszystko pod kontrolą.
Później Polakom zaczęło jednak brakować skuteczności w ataku. Na blok rywali nadziali się Semeniuk i Bołądź i zrobiło się 22:22. Finalnie gra toczyła się na przewagi. Ostatnie słowo należało niestety do Amerykanów. Dwa skuteczne ataki Averilla sprawiły, że wygrali 27:25.
To nie podłamało biało-czerwonych, którzy w czwartej partii znów ruszyli do walki. Po bloku Lemańskiego było 12:10. Znakomity serwis Semeniuka sprawił natomiast, że nasza kadra prowadziła 17:15.
Później rywale znów wyszli na prowadzenie. W aut zaatakował Leon, Fornala zablokowano na lewym skrzydle. Ten ostatni naprawił błąd w polu serwisowym i znów to podopieczni Grbicia prowadzili 22:20. Po ataku Jakubiszaka mieli piłkę setową, którą wykorzystali, blokując Hanesa. Było 25:23.
O losach wielkiego finału rozstrzygnął więc tie-break. Grbić zdecydował się na grę trzema przyjmującymi, bez nominalnego atakującego. Leon, Fornal i Semeniuk musieli się napracować, a Anderson nabrał się na skrót Lemańskiego. Dzięki temu Polacy prowadzili 8:6.
W ostatnim secie biało-czerwoni wreszcie nie wypuścili z rąk przewagi, a jeszcze ją powiększyli. Znakomicie grali w obronie i bloku, zyskując przewagę 13:7. Po chwili było już po sprawie, a Polacy po raz drugi z rzędu wygrali siatkarską Ligę Narodów, zwyciężając w tie-breaku 15:10.