Huczy po walce Usyk - Verhoeven. Może dojść do zmiany werdyktu
Emocje po starciu Ołeksandra Usyka z Rico Verhoevenem nie opadają. Niewykluczone, że dojdzie do zmiany werdyktu. Kandydatem do złożenia protestu jest Holender.
W niedzielę w egipskiej Gizie odbyła się gala bokserska. W main evencie Ołeksandr Usyk skrzyżował rękawice z Rico Verhoevenem. Sympatycy spodziewali się błyskawicznego nokautu.
Finalnie starcie dobiegło końca w 11 rundzie. W ostatniej sekundzie Usyk zasypał Verhoevena lawiną ciosów. Arbiter podjął decyzję o przerwaniu, choć Holender podniósł się po bombach Ukraińca.
Spotkało się to z ogromnymi kontrowersjami. Internauci zagrzmieli. Wielu z nich oceniło, że werdykt powinien zostać zmieniony. Tym bardziej, że na kartach punktowych widniał remis.
Niedługo później głos w sprawie zabrał Verhoeven. Przychylił się do opinii internautów, przyznał, że oczekuje przyznania się do błędu przez arbitra Marka Lysona.
- Liczyli mnie. To było dobre liczenie, było potrzebne. Potem pomyślałem: "Okej, ku***, mam jeszcze 10 sekund. Działam dalej, ręce w górę i przyjmuję ciosy". Dlatego kiedy sędzia wkroczył, zachowałem trzeźwość. Patrzyłem na niego i myślałem: "Dlaczego przerywasz? Prawie skończyliśmy". Dla mnie to nie miało sensu. A teraz, po obejrzeniu powtórki, widzę, że gong rzeczywiście wybrzmiał - przekazał Verhoeven w rozmowie ze Sport.ua.
- Zatrzymał walkę po gongu. Gong zabrzmiał, a potem zatrzymali pojedynek. Dlatego myślę, że być może złożymy odwołanie, bo to nie miało sensu. Jeśli zabrzmiał gong, to znaczy, że miałem czas na odpoczynek. Oczywiście błędy się zdarzają, jednak sędzia powinien przyznać się do błędu. Albo to powinien być werdykt "no contest", albo trzeba sprawdzić notatki sędziowskie. Uważam, że prowadziłem na punkty - stwierdził.
Po niedzielnych grzmotach Usyk legitymuje się rekordem 25 wygranych. Verhoeven może się natomiast poszczycić bilansem jednej wygranej i jednej przegranej.