Brutalna szczerość Żurka, znów uciekł mu medal. "Nikt mnie nie zapamięta"

Damian Żurek w rywalizacji na 500 i 1000 metrów na Igrzyskach Olimpijskich w Mediolanie Cortinie zajmował czwarte miejsce. W rozmowie z Eurosportem ocenił sobotni start na krótszym z dystansów.
Żurka śmiało można określić mianem jednego z największych pechowców IO. Na 1000 metrów do medalu zabrakło mu 0,07 sekundy, na 500 metrów 0,09 sekundy.
- Nie było większych błędów. Bardzo fajne otwarcie, w pierwszym wirażu może za bardzo chciałem i troszkę uciekały odbicia. Reszta biegu była w porządku, nie było większych błędów - ocenił Żurek.
- Znowu troszkę zabrakło, czwarte miejsce. Szkoda, bo nikt mnie nie zapamięta z tego, że byłem dwa razy czwarty. Ale dałem z siebie 100% i pokazałem tyle, na ile było mnie stać. Mam nadzieję, że nikogo nie zawiodłem, a zdrowie pozwoli mi na to, że za cztery lata będę stał tutaj z krążkiem na szyi - podkreślił.
Żurek w rozmowie z Eurosportem przyznał, że mimo wszystko jest zadowolony ze swojego występu we Włoszech. Uważa, że wytrzymał ciążącą na nim presję.
- Mimo wszystko będę zadowolony. Z trenerem ustalaliśmy sobie plan na początku sezonu. Bylibyśmy zadowoleni z 6. miejsca na 1000 metrów, na 500 metrów liczyliśmy na medal. Kanadyjczyk miał "dzień konia", bo w tym roku nie stał na podium w Pucharze Świata, a miał idealny start na igrzyskach. Ja biorę swój start na klatę, mam jeszcze mistrzostwa świata i mam nadzieję, że zdobędę tam medal - przyznał.
- Podchodziłem do tych zawodów jak do każdych innych. Presja była z każdej strony i cieszę się, że ją udźwignąłem. Gdzie nie przechodziłem, każdy mówił o medalu. Starałem się to wpuszczać jednym uchem i wypuszczać drugim. Udało mi się nie pęc, wytrzymałem presję. Szkoda, że nie skończyłem z medalem na szyi, ale jestem silny, nie poddaję się i walczę do końca - zakończył.