Mocne słowa Małysza, wszystko ujawnił. "Jak zaraźliwa choroba"
Adam Małysz nie będzie już prezesem Polskiego Związku Narciarskiego. 48-latek w wywiadzie dla Interii opowiedział o wielu minusach związanych z zarządzaniem związkiem.
Małysz to jeden z najwybitniejszych skoczków w historii. W trakcie kariery zdobył m.in. cztery Kryształowe Kule, cztery złota mistrzostw świata i cztery medale olimpijskie.
Po zakończeniu kariery poświęcił się pracy działacza. Od 2022 roku był sternikiem PZN. W ostatnich latach nasi skoczkowie niestety rzadko dostarczają powodów do zadowolenia. W poprzednim sezonie Pucharu Świata żaden z biało-czerwonych nie zajął miejsca na podium w zawodach indywidualnych. Sporą łyżką miodu w beczce dziegciu były występy na igrzyskach olimpijskich, z których Kacper Tomasiak przywiózł trzy medale.
Od kilku tygodni wiadomo, że Małysz ustąpi ze stanowiska prezesa. Nawet nie zamierzał on ubiegać się o kolejną kadencję. Sam przyznał, że praca w tej roli nie była łatwa.
- Na stanowisku prezesa zderzyłem się z biurokratyczną machiną. Fajnie, że miałem w związku ludzi, którzy są bardzo mu oddani i pracują naprawdę na niesamowitych obrotach. Chyba żaden z pracowników, a na pewno prezes, sekretarz generalny, czy dyrektor sportowy, nawet na urlopie nie wyłączał telefonu, bo przecież ciągle się coś dzieje. Ile razy od żony słyszałem, że przynajmniej na urlopie mógłbym nie zaglądać do telefonu. To jest jednak jak zaraźliwa choroba. Trochę jak z Rajdem Dakar. Mówili mi przed nim, że jak raz pojadę, to będę chciał wrócić. I tak było. Tutaj też, jak ktoś nie zadzwonił przez dzień albo dwa, to myślisz, że pewnie coś się wydarzyło - powiedział Małysz w rozmowie z Interią.
- Przyszedł jednak taki czas, że poczułem ten brak czasu i pracę na ciągłym trybie czuwania. Było tego wszystkiego po prostu dużo. Zaczynała cierpieć nie tyle rodzina, ile zdrowie. Byłem w ciągłym biegu i napięciu. Jestem już coraz starszy i zaczynam to odczuwać. Zamiast wyhamowywać, to ja rzuciłem się w wir pracy. Zaniedbałem się od strony fizycznej, bo nie miałem czasu i sił na uprawianie sportu. To nie wpływało zbyt dobrze na psychikę. Po tym, jak ogłosiłem, że nie będę już kandydował w wyborach, to znowu zacząłem pracować w ogródku. To jest niby fizyczna praca, ale bardzo mnie relaksuje i sprawia mi przyjemność. O wiele większą niż przerabianie sterty papierów na biurku w PZN, a do tego przecież były ciągłe rozjazdy związane z wizytami w ministerstwie i nie tylko - dodał.
Nowym prezesem PZN będzie Apoloniusz Tajner, który zarządzał już związkiem w latach 2006-2022. Wystartował on jako jedyny kandydat.