Takie słowa legendy po występie Chwalińskiej. "Miałem łzy w oczach"
Wojciech Fibak przemówił po występie Mai Chwalińskiej w sobotnim finale Roland Garros. Legenda pokusiła się o intrygujące porównanie.
Sobotni finał Roland Garros z udziałem Mai Chwalińskiej oraz Mirry Andriejewej obfitował w niesamowite emocje. Ostatecznie Polka przegrała z Rosjanką 3:6, 2:6.
Teraz głos zabrał Wojciech Fibak. Okazuje się, że pomimo problemów zdrowotnych 73-latek zjawił się na korcie Philippe'a Chatriera, gdzie dopingował Chwalińską.
- To jest mój ulubiony turniej i mój ulubiony kort, ja tu przeżyłem tyle... Bo nie tylko sam i nie tylko w deblu z Janem Kodesem, z którym siedziałem na trybunie, lecz także z Ivanem Lendlem, którego doprowadziłem do sukcesów. A teraz na tym korcie przeżywać takie wzruszenie. Nawet po operacji kolana, choć nie mogę specjalnie chodzić, przyleciałem, bo chciałem być blisko Mai - rzekł w wywiadzie z Interią.
- Chciałem być z nią i przeżyć to. Miałem łzy w oczach, a serce mocno biło. I pokrzykiwałem: "Maja, Maja, Maja". A gdy zaczęło się już pod koniec gorzej układać, to nawet kilka razy: "Majeczka" - dodał.
Fibak pokusił się również o intrygujące porównanie. Pod względem stylu gry zestawił Chwalińską z Fabrice'em Santoro.
- Powrócił tenis z moich lat. Ja nazywam Maję "La Magicien" w porównaniu do Fabrice'a Santoro, który był "Le Magicien". I to się tutaj bardzo spodobało. Te jej skróciki, loby, czucie... Okazuje się, że wtedy, kiedy ktoś gra inaczej, a dziewczyny nie mają piłki na wysokości bioder, gdy sobie spokojnie biją, to mają problem. Kiedy nagle ta piłka jakimś podciętym crossikiem leci po przekątnej, one nagle są bezradne - ocenił.
Kolejnym turniejem Polki będzie Wimbledon. Czas pokaże, czy rozpocznie grę w eliminacjach, czy w turnieju głównym.