Nowy prezes PKOl komentuje swoją nominację. "Ktoś musi unieść krzyż"

Marian Kmita zabrał głos w sprawie kierowania Polskim Komitetem Olimpijskim. Nowy szef zasygnalizował, jakie zmiany zamierza wprowadzić w trakcie kadencji.
PKOl stanął w obliczu poważnego kryzysu w związku z uwikłaniem Radosława Piesiewicza w aferę Zonadcrypto. Ostatecznie doszło do zmiany na stanowisku szefa federacji. Na jej szczycie stanął Marian Kmita.
Teraz postanowił zabrać głos i ujawnić kulisy tego, jak funkcjonuje PKOl. Kmita przyznał między innymi, że w gruncie rzeczy nie miał konkurencji. Możliwość wyboru była ograniczona do wiceprezesów, a chętnych brakowało.
- Ktoś musi ten krzyż teraz unieść. Jak wiecie, to nie było tak, że był las rąk i z tych ośmiorga wiceprezesów każdy mówił "To ja, to ja". Tak nie było. Wydawało mi się, i dalej mi się wydaje, że mam chyba najwięcej doświadczenia z tego grona w kategorii ratowania instytucji, która wymaga gwałtownej naprawy wizerunku - ocenił w Kanale Sportowym.
Na ten moment nie wiadomo, jak długo Kmita pozostanie na czele PKOl-u. Mimo tego zapowiada zmiany.
- Trzeba planować dzisiaj choćby to miała być tylko taka wskazówka dla mojego następcy, bo ja nie przesądzam tego, co będzie w kwietniu. Może przyjdzie np. Otylia Jędrzejczak, Robert Korzeniowski, Justyna Kowalczyk, Adam Małysz czy Kamil Stoch i oni będą się chcieli ścigać. I daj Bóg, niech się ścigają, bo im więcej tych ścigających się, tym lepiej dla polskiego sportu - stwierdził.
- Będę się starał tak ograniczyć samodzielność prezesa, żeby ciało, które moim zdaniem jest kluczowe w tej układance, czyli zarząd, miało pełną kontrolę nad działalnością prezesa. Czyli prezes dostanie jakieś pełnomocnictwa, kompetencje, ale nie będzie wydawania dziesiątków milionów ot tak, bo się prezesowi podoba - podkreślił.
Kmita ma również zamiar zabrać się za relacje PKOl-u z rządem. Szef federacji bardzo krytycznie wypowiedział się na temat Sławomira Mitrasa, ministra sportu.
- Jak się plecie głupoty, to trzeba za nie odpowiadać. Myślę, że doczekamy się niebawem głosowania nad immunitetem pana Sławomira. Pierwszy obszar, który moim zdaniem był zrujnowany przez te trzy lata, to relacja z Ministerstwem Sportu i generalnie z rządem polskim. Nie ma kraju na świecie, w którym Narodowy Komitet Olimpijski walczy z Ministerstwem Sportu, bo to jest nonsens - powiedział.